Skowyt Golgoty

Henryk Przondziono/Agencja GN Ks. Jerzy Szymik

Bolesne tajemnice różańca rozważa ks. Jerzy Szymik

Za oknem drobne, gęste płatki śniegu muskają popołudniowe powietrze. Opadają z jakąś wy­raźną, choć tajemniczą ulgą na czerń ziemi, na ciemną zieleń żywopłotów, jaśniejszą świerków, na druty, gałęzie, domy. Na biało zamalowują czarny świat. Trwają ferie, wielka cisza w powie­trzu, pewność, że proste szczęście może być i jest dominantą życia.
Ale to jedynie kamuflaż i pozór, podpowiadają Kohelet i Hiob.
Z gazety patrzą na mnie pełne łez oczy małe­go Irańczyka. To „zdjęcie roku 2002", czarno­biała fotografia, która wygrała konkurs World Press Photo. Szlochający chłopiec ściska w rękach spodnie swojego ojca, który zginął w czasie trzę­sienia ziemi w Iranie. Ludzie wokół kopią gro­by, w których będą pochowane ofiary tragedii, także ojciec chłopca. Z błękitnej koperty przy­gląda mi się kaligraficzne pismo Danusi, która pisze z Neapolu o tym, że właśnie jej 17-letnia siostrzenica wyskoczyła z trzeciego piętra oraz że ją samą czeka, któraś już, transfuzja krwi. Zdję­cie Irańczyka i kopertę Danusi widzę nieostro, za mgłą 39-stopniowej gorączki, którą wywołał w moim ciele bliżej nieokreślony wirus, równie skutecznie podwyższający temperaturę ciała, jak obniżający pogodę ducha.
A to jedynie skraweczki cierpienia, jego ogro­mu niewielki, przypadkowy odprysk. Ale dostęp­ny mi akurat, bo w zasięgu mojej ręki, mojego wzroku. Także mojego ciała i myśli.
To mało, wiem. Bo przecież są na tym świecie chwile i punkty, czasy i przestrzenie, kiedy cier­pienie przekracza jakiekolwiek miary. Kiedy sieje spustoszenie, zabija, niszczy, zamyka nieodwołal­nie. „Zadaje umysłowi ludzkiemu jedno z najbar­dziej przejmujących pytań" (Jan Paweł II).
Tajemne, bolesne.
Tajemnice bolesne naszej ziemi.

Modlitwa Jezusa w Ogrójcu
Łk 22,39-46

„Smutna jest moja dusza aż do śmierci". Co za przerażające zdanie... Z ust Jezusa. Smutek duszy, który przerwie jedynie i dopiero śmierć... Jan Paweł II pisze w Wielki Czwartek 1987 roku do kapłanów: „Miary tego cierpienia nikt nie potrafi odtworzyć przy pomocy samych tylko ludzkich kryteriów. W Ogrójcu modli się przecież do Ojca Człowiek, który równocześnie jest Bogiem, współistotnym Ojcu". Dlatego Ogrójca nie spo­sób pojąć, do ostatecznej, bezdennej głębi. Bo głę­bia bólu sięga tu głębokości Boga samego, Jego niepojętego dla nas cierpienia. Ale bywa, że prze­czuwamy o co mogło iść. Wszak jesteśmy na ob­raz i podobieństwo... Kiedy bywamy, kruche stworzenia, wystawiani na ostateczną samotność, kiedy pocimy się w chorobie, trwodze, strachu miażdżącym resztki nadziei i czujemy, że wycieka z nas życie jak krew. Kiedy zaszczuci rozumie­my, iż cokolwiek wybierzemy, będzie bolało po­nad siły. Jak pisał Miłosz: „TO jest podobne (...) do chwili, kiedy osaczony Zyd widzi zbliżające się ciężkie kaski niemieckich żandarmów".
Bywa bowiem, że człowiek nie potrafi wołać jak Psalmista: „Łaska Twoja lepsza jest od życia" (63,4), kiedy nie rozumie ani Ojca, ani Jego woli.
Panie Jezu, obudź nas ze smutku. Oddal pokusę, udrękę, kielich. Bądź blisko, rozumiesz wszystko.

Biczowanie Jezusa
Mk 15,15

Psalmista, w ciężkiej chorobie, zbliżając się do dna duchowej depresji:
Mówią o mnie ze złością moi nieprzyjaciele:
„Kiedy wreszcie umrze i przepadnie jego imię?"
A ten, kto mnie odwiedza mówi puste słowa,
w sercu swoim złość gromadzi
i rozgłaszają, skoro wyjdzie za drzwi.
Szepczą przeciw mnie wszyscy, co mnie niena­widzą, i obmyślają zgubę:
„Zaraza złośliwa nań spadła,
już nie wstanie ten, który się położył!"
Nawet mój przyjaciel, któremu ufałem
i który chleb mój jadał, piętą we mnie godzi (Ps 41).

I tak dalej. Aż w końcu krzyk skargi przechodzi w cichą modlitwę. Przenikliwość tych zdań, bo­lesnych jak bicze...
Jan Paweł II o Jezusie, w Salvifici doloris: „do­znawał nie tylko trudu bezdomności, niezrozu­mienia nawet ze strony najbliższych, ale nawet coraz szczelniej otaczał Go krąg wrogości i coraz wyraźniejsze stawały się przygotowania do usu­nięcia Go spośród żyjących".
Żadne słowo nie będzie na miejscu, żadne zda­nie nie odda sprawiedliwości, nie opisze cierpie­nia. Żaden krzyk, żadne milczenie.
Ale zostaje w takich chwilach szept zdrowasiek, przesuwanie paciorków, wiara. Aż tyle.

Cierniem ukoronowanie Jezusa
Mt 27,27-31

Być może wystarczy choć raz jechać z żołnie­rzami tym samym wagonem, choć kilka kilome­trów, choćby na niewielką długość potrzebną dla nich do wypicia kilku puszek piwa, by przeczuć jak mogła wyglądać tamta scena koronowania cierniem w pretorium.
Nie trzeba nawet książek o przesłuchaniach z wojennych czasów, ani Pianisty ani Quo vadis ani, wypłukanych z jakichkolwiek resztek na­dziei, wierszy młodych poetów. Bardzo więc łatwo wierzyć człowiekowi w piekło.
Jezus tego wszystkiego doznał: zderzenia z tym, co najciemniejsze, co zdaje się mówić, że człowiek jest w gruncie rzeczy potworem.
Panie Jezu, zmiłuj się nad nami.
Kiedyś Jan Paweł II zapytany o najczęstszą proś­bę, jaka pojawia się w jego modlitwie, odpowie­dział, zapamiętałem na zawsze: „o miłosierdzie nad światem". Panie Jezu, zmiłuj się nad nami.

Droga krzyżowa
J 19,17-27

„Pragnę", mówi Jezus przed śmiercią, u kresu viae crucis. Jest po stronie wycieńczonych, znikają­cych w śmierci.
„Bóg jest po stronie uciśnionych: jest przy ro­dzicach, którzy opłakują zabitych synów, słucha bezsilnego głosu bezbronnych, których prawa zostały podeptane, jest solidarny z upokorzony­mi przez gwałt kobietami, jest przy uchodźcach zmuszonych do opuszczenia swej ziemi i domów. Nie zapomina o cierpieniach rodziców, wdów, młodzieży i dzieci. To jego lud umiera" (Jan Paweł II, Homilia w Asyżu, 1993 r.).
Bóg staje po stronie człowieka w sposób rady­kalny. Jest ze swoim ludem, solidarny. Jako bez­silny, upokorzony, wygnany. Jako zabity Syn.
To najczulszy, najbardziej bezbronny punkt chrześcijaństwa: Wszystko (dosłownie i z dużej litery: cały skarbiec łask) przychodzące do nas przez skrajną bezsilność wykrwawionego Boga. To jest owo zgorszenie odwieczne. Rozumieli to polemi­ści świętego Pawła, rozumiał to świetnie Nietzsche, ideologowie Trzeciej Rzeszy, spadkobiercy oświe­ceniowej wizji świetlanego postępu, dygnitarze partyjni, co jakiś czas protestujący przeciwko piciu krwi i spożywaniu ciała. Owszem, chrześcijaństwo jest w jakimś bardzo głębokim sensie słabe.
I w słabości jest mu najbardziej do twarzy.
Panie, zmiłuj się nad nami.

Śmierć Jezusa na krzyżu
J 19,28-30

Jan Paweł II w którąś z Wielkanocy lat dzie­więćdziesiątych: choć „świat od początku powtarza jesteście jako bogowie (por. Rdz 3,5), nie po­trafi nigdy ofiarować człowiekowi na koniec nic więcej, tylko śmierć"...
Ten i taki świat został przez śmierć Jezusa uśmiercony. Raz jeszcze Papież: Jezus „doświad­czył śmierci, przyjął śmierć, aby objawić się po­nad jej horyzontem, który przytłacza całe dzieje człowieka".
Ponad jej horyzontem... Tak się uczymy wie­rzyć, myśleć, żyć.
Ale póki co, Jezus umiera prawdziwie. Zostaje zdruzgotane jego dzieło, przeklęte życie, potępiona nauka, zbezczeszczone ciało, upokorzeni uczniowie.
Zostaje Matka pod krzyżem. Pieta, wierna. Te­raz widać w całej pełni, jak jest pełna łaski.
Módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzi­nie śmierci naszej. Amen.


 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama