Niczego nie żałuję

O szczęściu do potęgi i świętym czasie „nicnierobienia” z Dorotą Dolibóg, żoną i mamą siedmiorga dzieci, rozmawia Aleksandra Pietryga.

Reklama

Aleksandra Pietryga: Ile miałaś lat, kiedy wychodziłaś za mąż?

Dorota Dolibóg: Dwadzieścia...

Szybko dość. Nie było Ci żal młodości, studiów, kariery?

Wtedy absolutnie nie. Byłam zakochana. I dziś myślę, że jeśli za uczuciem stoją inne mocne wartości, dwadzieścia czy dwadzieścia kilka lat, to dobry wiek na start. Im jesteśmy starsi, tym bardziej kalkulujemy, stajemy się wyrachowani. Kombinujemy, czy stać nas na małżeństwo, na dzieci. W konsekwencji opóźniamy podjęcie życiowych decyzji w nieskończoność.

Ale zaczęłaś studia...

Tak, już po ślubie. Studiowałam analitykę medyczną. Mąż bardzo mnie w tym wspierał. Gotował obiad, rezygnował z imprez, kiedy się uczyłam. Jednak przerwałam studia, gdy zaszłam w ciążę z drugim synem. Wtedy wydawało mi się to czasowo nie do pogodzenia. Ale było mi tego żal. Nawet nieraz popłakałam sobie w poduszkę... Z perspektywy lat myślę, że Pan Bóg uchronił mnie od zawodu, w którym nie byłabym szczęśliwa. Tak naprawdę nie znoszę precyzyjnych czynności. Drobiazgowe spisywanie wyników badań to nie mój żywioł.

Przed ślubem rozmawialiście o wizji rodziny, jaką każdy z Was miał?

Na pewno to miała być liczna rodzina. Nie pamiętam rozmowy, w której padłaby jakaś konkretna, wymarzona liczba dzieci. Po prostu: dużo. (śmiech) Jednomyślnie zgodziliśmy się też, by od początku zaprosić Pana Boga do swojego domu, na Nim budować rodzinę. Ja chciałam być mamą na pełny etat, zostać w domu z dziećmi, jak najdłużej się da. Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy mama wychodziła do pracy, mieszkanie wydawało mi się martwe.


A inne marzenia? Dom? Podróże?

Dom zaczęliśmy budować, kiedy powoli nie mieściliśmy się u rodziców. O podróżach nie marzyliśmy. No, mąż trochę... Wtedy te pragnienia trzeba było korygować, bo rodzina była rozwojowa i nie na wszystko można było sobie pozwolić. Teraz Jan zaczyna marzyć na nowo. Myślę, że kiedyś uda mu się zrealizować te marzenia.

Zaskoczyła Was liczba dzieci?

Hm... nie. Byliśmy na nie otwarci. Czekaliśmy na każde jednakowo mocno. Zresztą przy mojej chronicznej niechęci do skrupulatnego prowadzenia wszelkich kart badań możesz sobie wyobrazić, jak wyglądają moje obserwacje metod rozpoznawania płodności. (śmiech) Niczego nie żałuję. Gdybym jeszcze raz miała przeżyć swoje życie, wyglądałoby dokładnie tak samo. Może tylko jeszcze mniej bym się martwiła o pieniądze, o naszą codzienność. Pan Bóg wyjątkowo się o nas troszczy. Nigdy niczego nam nie brakowało, nigdy nie poszliśmy spać głodni. A że nie na wszystko można sobie pozwolić i nieraz musimy zachować dystans do rzeczy materialnych, to tylko lepiej dla nas i dla dzieci.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ula
    27.05.2017 00:47
    Wspaniała rodzina i mam zaszczyt ją znać. Duma rodziców jest bezsporna, młodzieńcy i córka - wspaniali. Wiem też, ile trudów i ciężkiej pracy stoi za tym, żeby całą rodzinę utrzymać, dzieci wychować. Jasiu i Doroto - jesteście wspaniali i prawdziwi. Ula
  • Anna Panna
    27.05.2017 01:22
    Proszę o szczegółowe informacje, jak z jednej pensji wybudowaliście Państwo dom? Bo może uzyskawszy rady ekspertów i ja ze swoich skromnych środków wybuduję? Nie interesują mnie następujące odpowiedzi: 1) Pan Bóg nam wybudował 2) Pieniądze zawsze się znajdowały - NIE WIADOMO SKĄD.
  • Gość
    27.05.2017 18:44
    Nie jestem z artykułu, ale wybudować dom można z jednej pensji, również przy wydatkach na dużą rodzinę:). U nas jest to kwestia oszczędzania- dużego oraz złotej rączki mojego męża, który wszystko robi sam, a wiele rzeczy jest kupowanych na promocjach duużo wcześniej. Np. okna kupiliśmy prawie za darmo używane( bo ktoś wymieniał na inny kolor). Pozdrawiam
  • Gość
    30.05.2017 12:53
    120 tys (oszczednosci 2 pensji) wystarczylo nam na 120m2. Nie daliśmy sie naciagnac na superasne okna, kolektory i tego typu. Duzo pracy wlasnej (miedzy praca, studiami i dzieckiem) , dom prostokat bez balkonow lukarn i tego typu. Pózniej robilismy jeszcze tynk zew, kostka. Da sie, ale zalezy od indywidulanych warunkow.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama