Miłość i śmierć

Na początek nieco poezji: "Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu / jak pieczęć na swoim ramieniu, / bo jak śmierć potężna jest miłość, / a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol".

Reklama

Z tego wspaniałego cytatu najistotniejszy jest dla mnie w tym momencie fragment zestawiający miłość i śmierć.

Autor Pieśni nad Pieśniami pisze, że są równie potężne. Obie ogarniają całego człowieka i pochłaniają bez możliwości ucieczki. Wymowę tego obrazu wzmacnia drugi – zazdrości nieprzejednanej jak Szeol. On także pochłania i nie oddaje, nikt nie ma mocy wyrwać się z Otchłani. Autorzy biblijni nie potrzebowali Freuda, żeby wiedzieć, jakie instynkty są w człowieku najgłębsze i najintensywniej przeżywane. Nie zatrzymują się jednak tylko na powierzchni stwierdzenia, że naszym życie rządzą miłość i śmierć. W pogłębiony sposób o tej relacji – między Bożym darem i powołaniem a wymierzoną ludziom karą – pisze także Jan Paweł II w kontekście miłości fizycznej jako poznania drugiego.

Kładę przed wami życie i śmierć (Pwt 30,19)
W Starym Testamencie wielokrotnie znajdziemy stwierdzenia wskazujące na to, że śmierć nie jest czymś, czego Bóg pragnie (por. np. Pwt 30,19; Ez 18,21-22; Iz 65,8). Za to pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju wyraźnie wskazują, że miłość i wypływająca z niej płodność jest ściśle związana z Bożym błogosławieństwem. Jest jego formą.

O ile nie mamy problemu z radosną akceptacją miłości, szczególnie jej fizycznej realizacji, to jej powiązanie z płodnością nie do końca nas cieszy. Ludzkość od wieków robi wszystko, by rozerwać to połączenie i wydaje się, że współcześnie to się skutecznie udało, szczególnie w cywilizacji zachodniej i tam, gdzie z mentalności społecznej skutecznie wyrzucono myślenie o posiadaniu licznego potomstwa jako formie błogosławieństwa.

Tymczasem zrodzenie dzieci jest, nawet w sferze czysto biologicznej, formą przedłużenia swojego życia i jego pomnożenia. Zresztą jedną z formy pokusy przeciwko czystości, jakiej doświadczali Ojcowie Pustyni, był lęk przed śmiercią także w wymiarze przetrwania rodu. Na tym doświadczeniu bazuje opis biblijny (...).

Aby możliwe było zrodzenie, konieczne jest fizyczne zjednoczenie kobiety i mężczyzny. Tym samym życie wypływa z poznania. To pokazuje na jak wielu poziomach było kłamstwem stwierdzenie Szatana kuszącego Ewę: „otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będzie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Zresztą już zachowanie pierwszych rodziców po spożyciu owocu wskazuje na to, że zostali okłamani: „otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski” (Rdz 3,7). Otwarcie oczu nie jest tożsame z poznaniem, gdyż nie prowadzi do większej jedności, a do wstydu i tworzenia barier. Już na tym poziomie Ewa i Adam zaczynają smakować śmierci, gdyż ich wzajemne poznanie staje się utrudnione.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama