Co ważniejsze: komórka czy człowiek?

Nie chcę wyglądać jak obłudnik z Ewangelii św. Mateusza, który do własnych modlitw potrzebował publiczności.

Reklama

Czy również wam to się zdarza? Niejednokrotnie mam ochotę przekląć telefon komórkowy.

Pewnego razu poleciałem na Filipiny na spotkanie z dalekowschodnimi benedyktynami. Na lotnisku w Manili zostałem przywitany przez dwie młode siostry, z którymi poszedłem coś zjeść. Ledwie usiedliśmy, zadzwoniła komórka jednej z nich, a za chwilę rozdzwonił się telefon drugiej siostry i nagle stałem się dla nich powietrzem. Siostry rozmawiały, rozmawiały i rozmawiały, dopóki im nie przerwałem:

– Powiedzcie, czy wasz ucieleśniony gość nie powinien być dla was ważniejszy niż telefony komórkowe? – zapytałem. – Czy możecie sobie wyobrazić, jak irytujące jest być ignorowanym i siedzieć w milczeniu?

Nigdy o tym nie myślały. Były wprost przerażone. Oczywiście telefon komórkowy nie jest winny. Winna jest sprzedawczyni w piekarni, która żywo papla przez swoją komórkę i jednocześnie mnie obsługuje. Albo przedsiębiorca na lotnisku, który krótko wita się uściskiem dłoni ze swoim kolegą z branży, nie przerywając jednocześnie rozmowy przez telefon. Nieważne, że sam nie mógłbym zrezygnować z komórki. Staram się jednak korzystać z niej krótko i dyskretnie.

Nie chcę wyglądać jak obłudnik z Ewangelii św. Mateusza, który do własnych modlitw potrzebował publiczności, i dlatego w miejscach publicznych modlił się możliwie jak najdłużej i jak najgłośniej. Wycofajcie się, módlcie się w domu – radził Jezus takim ludziom (por. Mt 6,5–6). Nie róbcie się tacy ważni.

Czy głośne korzystanie z telefonu komórkowego przy każdej okazji jest oznaką bycia ważnym? Być może. To wyjaśniałoby popyt na komórki, który psychologowie i specjaliści od konsumpcji obserwują u młodzieży. W użytkownikach telefonów komórkowych przeszkadza mi to, że podczas rozmowy prowadzonej na ulicy lub w restauracji, ze wzrokiem utkwionym w dal, wysyłają następujący komunikat innym ludziom: wcale się dla mnie nie liczycie, nie istniejecie dla mnie; macie wszystko spokojnie znosić, gdyż jesteście dla mnie zupełnie obojętni; to ja jestem pępkiem świata, a wy – jedynie statystami.

Uważam, że przez takie zachowanie nasz świat staje się zimniejszy i nieprzyjazny. Czy naprawdę nie możemy tego zmienić? Ostatecznie obie siostry z Manili były mi wdzięczne za moją radę, gdy już otrząsnęły się ze swojego strachu. W żadnym wypadku nie chciały być nieuprzejme. Po prostu nikt wcześniej nie zwrócił im na to uwagi. Jeżeli sami będziemy świecić przykładem, wówczas również nasze dzieci zmienią swoje nastawienie do wyżej wspomnianego problemu.

***

Tekst pochodzi z książki Notkera Wolfa OSB, "Z jasnego nieba. Pomysły i inspiracje do życia ziemskiego". Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Zbigniew Żaba
    13.08.2014 23:24
    Zgadzam się całkowicie z tezami w artykule. To już jest plaga, niestety ludzie wierzący nie są chlubnym wyjątkiem.
  • nika
    13.08.2014 23:54
    "Czy głośne korzystanie z telefonu komórkowego przy każdej okazji jest oznaką bycia ważnym?"
    Nie tylko głośne. Każde. Czy pisanie sms-a w trakcie rozmowy z kimś innym albo sprawdzanie czegoś w internecie nie jest takim samym lekceważeniem rozmówcy "w realu"?
    Uczmy się komórki wyciszać, zostawiać w domu, nie odbierać ich na każde wezwanie...
    Komórka dla mnie, nie - ja dla komórki.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama