Porządek po niesprawiedliwościach rewolty

Garść uwag do czytań na uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

Reklama

4. Warto zauważyć

Przedstawiona przez Jezusa scena sądu jest tak plastyczna, że specjalnie wyjaśniać chyba jej nie trzeba. Dla porządku zwróćmy uwagę na jej najważniejsze elementy

  • Jezus zapowiada, że powróci na ziemię jako sędzia. To o sobie przecież mówił zawsze „Syn Człowieczy”. I to On, a nie Ojciec dokonuje tu sądu.
     
  • Przedmiotem tego sądu jest nie tyle zło, ile dobro. To uczynione bliźniemu  i to zaniedbane.
     
  • Skutkiem sądu jest życie wieczne jednych i wieczna męka drugich. Ci piersi nazwani są szczęśliwymi (błogosławionymi), drudzy przeklętymi. Pierwsi  posiądą królestwo, dla drugich jest ogień, przygotowany diabłu i jego aniołom.

Scena ta nie powinna pozwolić spać spokojnie tym, którzy zapominają, że choć człowiek zbawiony jest dzięki swojej wierze w Jezusa Chrystusa, to jednak to, jakim jest człowiekiem też się liczy. Bo wierzyć to odpowiedzieć Bogu „tak” nie tylko swoim intelektem, ale całym sobą.

U Ezechiela Bóg wprowadzał sprawiedliwe porządki międzyludzkie. W liście św. Pawła do Koryntian uwalniał człowieka od najboleśniejszego skutku grzechu, śmierci. W scenie sądu mamy jakby syntezę obydwu. Sprawiedliwi, błogosławieni, będą odtąd szczęśliwi w królestwie. Niesprawiedliwi, przeklęci, cierpieć będą ogień... Taki będzie koniec naszego życia. Nie wystawny grobowiec dla jednych, a byle jaka trumna dla drugich...

5. W praktyce

Najpierw może ogólnie.... Gdyby kresem człowieka był ciemny grób i nicość takie cnoty jak sprawiedliwość, uczciwość i dobroć nie miałyby większego sensu. Byłyby aktem jakiejś ideowości, szlachetności ducha, ale nic poza tym. Z perspektywy przyszłego zmartwychwstania i sądu jawią się jednak dodatkowo jako wyraz dalekowzroczności. Dziś chyba sporo chrześcijan za bardzo patrzy w teraźniejszość. Nie widzi wieczności. A to błąd. Jeśli chcemy, by chrześcijanie byli inni od niewierzących, prawda o życiu wiecznym musi wniknąć w ich codzienność. Chrześcijanin musi być człowiekiem wychylonym w wieczność. Inaczej ta teraźniejszość ciągle będzie go więzić. I będzie jak kura, które może sobie i czasem podfrunie,  ale o prawdziwym lataniu to nie ma mowy...

Po drugie... Może się mylę, ale wydaje mi się, że wbrew temu czego uczył Jezus w świadomości wielu chrześcijan funkcjonuje głównie obawa przed grzechem, nie nastawienie na szukanie tego, co dobre. Jasne, zła trzeba unikać. Ale to, że Jezus zapowiada ukaranie zaniedbania dobra jest chyba jednak dość znaczące. Wielu tak zwanych porządnych chrześcijan może się wtedy okazać ludźmi zasługującymi na to, by usłyszeć słowa Jezusa „idźcie precz”... Wielu chrześcijan niby byle jakich, ale mających otwarte serce na potrzeby bliźnich  może zaś usłyszeć „weźmijcie królestwo”. Wielkie może być wtedy zdziwienie...

Po trzecie....  Z perspektywy nauczania zarówno Ezechiela jak i samego Jezusa szeroko rozumiana sprawiedliwość społeczna to nie jakaś nierealna idea, której realizację można odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość. To zadanie na tu i teraz. I trzeba przyznać, że wiele w tej kwestii nam, jako społeczeństwu, już się udało zrobić. Biednym i innym potrzebującym pomaga całkiem wiele instytucji. Istniejących przecież dzięki naszym datkom i podatkom. Ale w naszej mentalności jest jeszcze sporo mało chrześcijańskich uprzedzeń. Ot, parę przykładów.

  • Biedni w naszym kraju... Kto nie chce pracować, niech też nie je, uczył święty Paweł. I słusznie. Trudno karmić leniów. Trzeba jednak też odróżniać, kto nie chce pracować, a kto nie może, bo nie ma sił albo nie może pracy znaleźć.
     
  • Biedni w innych krajach... Jesteśmy społeczeństwem na tle świata dość bogatym. Ciągle jednak pokutuje w naszej mentalności taka niechęć do pomagania tym, którzy są daleko. Ofiarom wojen, kataklizmów czy nieurodzaju. Czasem słychać głosy oburzonych na działania organizacji humanitarnych: czemu oni pomagają tamtym, mogliby pomagać u nas... A przecież skala ubóstwa u nas i w takich obozach dla uchodźców jest chyba nieporównywalna...
     
  • Przybysze.... Daleki byłbym od oskarżania nas, Polaków, o ksenofobię. Faktem jest jednak, że niektórzy z nas patrzą niechętnym okiem na obcych, którzy chcą się u nas osiedlić. Tymczasem nie tylko nie ma co marudzić, że się im pomaga. W wielu wypadkach powinniśmy wręcz nastawać, by szerzej otwarto granice dla przybyszów. A gościnne przyjęcie potomków tych, którzy zostali kiedyś siłą wywiezieni z ojczyzny traktować chyba należy jako ważny społeczny obowiązek....
     
  • Stosunek do więźniów.... Jak ktoś był w więzieniu, to już kryminalista i koniec. Nawet jak odsiedzi swoje, to łatki nieraz długo się nie może pozbyć. Tymczasem więźniowie czy byli więźniowie to też ludzie. Niesmak musi budzić pogarda, z jaką są czasem traktowani.... Na szczęście nie ma w Polsce kary śmierci. Gdy słucha się czasem w mediach wypowiedzi obywateli takich Stanów Zjednoczonych, w których ludzie domagają się dla kogoś śmierci to można mieć poważne wątpliwości, czy oni sami nie są bardziej niebezpieczni dla społeczeństwa niż owi przestępcy....
     
  • Wobec nagości... Nie no, nikt u nas goły po ulicach chodzić nie musi. Niepokoi jednak skala zamiłowania do przeróżnych plotek. Czy naprawdę trzeba wyciągać na wierzch wszystkie ludzkie brudy? I czy jest czym się ekscytować? Kupowanie plotkarskich pism, odwiedzanie takowych portali... Redaktorzy i dziennikarze powinni też samych siebie zapytać, co serwują swoim czytelnikom/słuchaczom/widzom. Że to zwiększa zainteresowanie odbiorców, a to przekłada się na kasę? No dobrze, ale czym się wtedy różnimy od czerpiących zyski  z zorganizowania warunków do cudzego nierządu?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama