Bóg wskrzesza

Jeżeli chcesz, aby Jezus przemienił twoje życie, jeżeli chcesz, by dotknęło cię dzisiaj Jego miłosierdzie...

Reklama

Z Ewangelii Świętego Marka.

„Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?»

Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki [przepadną]. Raczej młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków»” (Mk 2, 18–22).

Jezus wypowiedział te słowa w bardzo konkretnym kontekście. Kiedy przychodzi i głosi Ewangelię, kiedy przynosi Izraelowi Dobrą Nowinę – nowinę o miłości Boga, o Jego miłosierdziu i przebaczeniu, słuchają Go dwie grupy ludzi.

Z jednej strony mamy uczonych w Piśmie, faryzeuszów, czyli osoby bardzo pobożne, które poszczą, wkładają wysiłek w relację z Bogiem, starają się, próbują zasłużyć na miłość Boga, wypełniają wszystkie przepisy Prawa. Pokładają oni nadzieję w tym, że Bóg się nad nimi zmiłuje, skoro wkładają tyle wysiłku w relację z Nim.

Z drugiej strony mamy grupę ludzi bardzo biednych, chorych na grzech, świadomych tego, że są słabi, że zawiedli Boga. Wielu z nich zniszczyło swoje życie, jak na przykład cudzołożnica, którą przyłapano na grzechu, czy jak Zacheusz, dla którego pieniądze były tak ważne, że zrujnowały mu życie.

Wielu z tych, którzy słuchali Jezusa, było biednymi ludźmi. Uświadamiali sobie oni, że przyczyną ich biedy jest grzech, ale wiedzieli też, że nie są w stanie sami, o własnych siłach z tym grzechem walczyć. Mieli świadomość, że wysiłek, który wkładają w walkę nie przynosi efektu. Ci ludzie przychodzili do Boga z pustymi rękami. Nie mieli kolekcji dobrych uczynków, nie mieli siły ani dobrego, moralnego życia, aby móc pewnie stanąć przed Nim i spojrzeć Mu w twarz. To byli ludzie czujący wstyd. Ludzie podobni człowiekowi, który przyszedł i modlił się gdzieś tam w przedsionku świątyni, bijąc się w pierś i mówiąc: „miej miłosierdzie, Panie, bo zgrzeszyłem, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, jestem biedny, jestem grzesznikiem. Jeżeli Ty, Panie, czegoś nie zrobisz, to ja sam nie potrafię”.

Warto zauważyć, w jak różny sposób Ewangelię, którą głosi Jezus, odbierają te dwie grupy ludzi. Owi biedni pogubieni grzesznicy, którzy zniszczyli swoje życie przez grzech, słysząc Ewangelię, radują się, bo słyszą prawdziwie Dobrą Nowinę! Słyszą, że mimo pustych rąk, mimo tego, że sami nie potrafią walczyć, że są uwikłani, jest dla nich nadzieja. Nadzieja w Bogu. Nadzieja w Jego miłosierdziu. Jest dla nich nadzieja w Bogu, który kocha za darmo, który przebacza. On zawsze przebacza, kiedy tylko ktoś przychodzi do Niego i o przebaczenie prosi.

Ci ludzie słuchają i otwierają się na nowość tej Ewangelii, ponieważ widzą, że Ewangelii potrzebują, żeby żyć. Bez Dobrej Nowiny ich życie nie ma sensu. Oni z radością i nadzieją wyciągają ręce do Jezusa, wołają Go, idą za Nim.

W tłumie, który podąża za Jezusem są przede wszystkim grzesznicy, którzy uświadomili sobie, że Ewangelia to naprawdę Dobra Nowina dla nich. Potrzebują jej. Być może nawet to ostatnia szansa dla ich poranionego życia. Faryzeusze, uczeni w Piśmie, ludzie pobożni, którzy liczą na swoje dobre uczynki, na swą pobożność, słuchając Jezusa, bulwersują się, mają mnóstwo pytań, ponieważ widzą, że czegoś brakuje Jego nauczaniu. Zdają sobie sprawę, że nauczania Jezusa nie da się pogodzić z tym, jak dzisiaj wygląda ich życie. Nie da się pogodzić z ich poglądami. Jest w nich zatem dużo gniewu, dużo buntu, szukają dziury w całym, są bardzo nerwowi. W pewnym momencie mówią nawet, że Jezus głosi natchniony mocą złego ducha! Bo to na pewno nie może być od Boga! Przecież podważa tradycję, podważa ich system myślenia, ich mentalność.

Faryzeusze i uczeni w Piśmie są jak stary bukłak, jak stare ubranie, które ma przedarcie, które jest dziurawe i wymaga naprawy. Owi faryzeusze i uczeni w Piśmie są bukłakiem sprawdzonym, który przez wiele lat służył, w którym przez wiele lat przechowywano wino. Ale kiedy pojawia się nowa nauka, nowe wino, nowa moc, stary bukłak nie wytrzymuje. Ferment, który przynosi Jezus, głosząc Ewangelię łaski, Ewangelię o tym, że miłość Boga jest za darmo, że zbawienie jest za darmo, okazuje się nie do pogodzenia za starym bukłakiem, do którego podobne jest ich serce.

Nowe wino wlewa się do nowych bukłaków. Naukę Jezusa wlewa się do nowego serca. Jakie ma być to nowe serce? Kiedy nasze serce jest nowe? Kiedy nasze serce jest w stanie przyjąć Ewangelię? Wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy grzesznikami, że grzech nas niszczy i sami nie potrafimy się zbawić, nie umiemy się uwolnić od grzechu. Nasze życie staje się nowym, kiedy patrzę i widzę moje puste ręce, którymi sam nie mogę sobie pomóc. Słucham Ewangelii i dostrzegam w niej ratunek. Widzę nadzieję i dlatego przyjmuję Ewangelię z radością.

Im bardziej liczymy na nasze własne siły, na naszą pobożność, im bardziej jesteśmy z siebie zadowoleni, widząc pobożne praktyki, które wypełniamy, jesteśmy zadowoleni z tego, jak wiele wysiłku wkładamy w wiarę, im bardziej widzimy swoje zasługi na tym polu, tym trudniej przyjąć nam łaski Ewangelii. Tym trudniej otworzyć się nam na nowość Ewangelii. Dla człowieka, który sam radzi sobie ze swoim życiem, który doskonale potrafi uporać się ze swymi problemami, Ewangelia może okazać się zupełnie niepotrzebna, nieprzydatna. Dlatego Faryzeusze i uczeni w Piśmie jej nie przyjęli. Jezus nie był im do niczego potrzebny, ponieważ nie widzieli swojego problemu. Byli przekonani, że to, co stanowi ich problem, może zostać zniwelowane ich własnym wysiłkiem, ich pobożnością. Jezus jest potrzebny tylko grzesznikom. Do Jezusa wyciągają ręce jedynie grzesznicy.

Kim ty dzisiaj jesteś w przeżywaniu prawdy o sobie? Jaki masz w tej chwili stosunek do swojego grzechu, do swej słabość? Czy jesteś jak grzesznicy idący za Jezusem, świadomi tego, że bez Boga nic nie możemy uczynić? Świadomi, że wszystko jest za darmo? Że wszystko jest łaską? Że Bóg jest miłosierny, że przebacza?

Czy dlatego wybierasz tego Boga, bo bez Niego nie żyjesz, bo bez Niego naprawdę umierasz? Czy jesteś świadom tego, że przed Bogiem twoje ręce są puste, bez względu na to, ile się modlisz, bez względu na to, który raz idziesz na pielgrzymkę, bez względu na to, ile wysiłku wkładasz, aby żyć moralnie? Czy uświadamiasz sobie dzisiaj, że to wszystko jest po prostu darem Boga, a ty tylko na niego odpowiadasz?

A może pewne fragmenty twojego życia przypominają postawę faryzeuszy i uczonych w Piśmie? Może patrzysz na siebie z zadowoleniem: oto kolejny raz idę na pielgrzymkę, odmawiam modlitwę, poszczę?

Kolejny raz podejmuję wysiłek, bo mam intencję, chcę się pomodlić, chcę się udoskonalić, bo chcę złożyć ofiarę Jezusowi, Matce Bożej. Być może dzisiaj patrzysz na to, co czynisz, z dumą i zadowoleniem, a może nawet w twoim sercu pojawia się modlitwa faryzeusza, który mówi: Panie, jak dobrze, że nie jestem taki jak grzesznicy. Modlę się, poszczę, wypełniam przykazania. Jak dobrze, że nie jestem taki jak tamci grzesznicy.

Jeżeli chcesz, aby Jezus przemienił twoje życie, jeżeli chcesz, by dotknęło cię dzisiaj Jego miłosierdzie, otwórz się na tę nowość, stań się nowym naczyniem. Z pokorą serca uznaj, że będziesz w stanie przyjąć Ewangelię tylko wtedy, gdy staniesz się nowym człowiekiem. Bo nowe wino, wino Ewangelii, wino Dobrej Nowiny, wlewa się tylko do nowych bukłaków.

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Jezus wskrzesza miłosierdziem". Autor: ks. Krzysztof Kralka SAC. Wydawnictwo: Esprit.

«« | « | 1 | » | »»

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • SZ
    18.03.2017 08:33
    Ksiądz Kralka ma niemały dar docierania do ludzi poprzez swoje refleksje , homilie , które głosi. Mnie się werżnęło w pamięć jedno zdania o Bogu umywającym nogi. Bóg , który umywa nogi musi być dobry. A powyższy tekst - bardzo dobry.
  • Gość
    18.03.2017 14:30
    Może też w życiu być tak:: Jestem niezdolny sam z siebie do niczego dobrego, ale Ty Jezu powiedziałeś :"Módlcie się abyście nie ulegli pokusie", więc przynajmniej w ten sposób próbuję się ratować, że "uczepiłem się modlitwy" .Po pewnym czasie stwierdzam, że modlitwa zaczyna działać: już nie zamartwiam się tym o co się modlę, niby nic się nie zmieniło,a jednak zmieniłem się ja sam, Widzę inaczej sprawę z którą się zwracam do Boga - bardziej ufam,bardziej kocham tego za którego się modlę. Oto moc modlitwy ! Warto zmobilizować się i trwać na modlitwie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama