Mezalians wieczności z doczesnością

Spodziewaliśmy się tylko koła ratunkowego, a został nam podarowany tron życia wiecznego.

Reklama

Z jednej jedynej rany może wyciec cała krew z ludzkiego ciała, zalewając je pazerną śmiercią, i z jednej jedynej rany może wypłynąć krew i woda, zalewając całe ciało zbawczą ulgą. Albowiem Chrystus przywdział szatę naszego ciała, by ją obmyć własną Krwią, jak pisze święty Gaudencjusz z Brescii.

Jeśli zło zachłannie zaraża wszystkich plagą win, to tym bardziej dobro odkupienia ma moc wszystkich hojnie uzdrawiać. Ci, którzy przyjmują obmycie odkupiające, nie tylko stają się odporni na grzech, ale zostają też wyniesieni do wyżyn nieba z zapartym tchem ducha. W łasce Bóg czyni nas podobnymi do swojego Syna, silniejszego wiekuistością niż śmierć.

Darowizna wieczności przekroczyła najśmielsze oczekiwania – spodziewaliśmy się tylko koła ratunkowego, a został nam podarowany tron życia wiecznego. Ta niespodziewana łaska, uszczęśliwiająco rozsadzając ciasną wyobraźnię, katapultuje mnie ponad bezgraniczność szafirowego sklepienia.

Cóż za niewiarygodny mezalians wieczności z doczesnością! Bóg gładzi winy łaską udzieloną przez Chrystusa tak, jakby wynagradzał za Adamowe nieprawości. Czy można odpowiadać komuś słodyczą miodu, gdy zadaje pytania, starając się pochwycić na słowie, sącząc piołunowy jad żmii? Czy godzi się dziękować za krzywdę, obdarowywać za kradzież, ożywiać za morderstwo, miłować za nienawiść, przytulać i całować za plugawe odepchnięcie, kojąco usprawiedliwiać za kłujące oskarżenia, błogosławić za bluźnierstwa? To wszystko, co On nam uczynił, jest opornie trudne do przyjęcia, tym bardziej że tak łatwe, tak dosiężne, tak nieskomplikowane.

Dlaczego tak niewielu wzrusza się, gdy ogień miłości Boga zmiata ciepłym podmuchem zamarznięte nieszczęścia? Czy mam w powiekach łzy wdzięczności, by zrosić nimi krzyż Jezusa? Zamiana, jaka się nam przydarzyła, jest zbyt boska, by jej się raz odwdzięczyć. Nie mam słów w moim słowniku, by zamienić zwykłe „dziękuję” na niezwykły podziw.

Ewa, stojąc przy drzewie rajskim i zrywając z niego owoc, stała się tą, która zerwała ludzką więź Bogiem; Maryja stanęła przy drzewie krzyża, a widząc zawieszonego na nim Syna, owoc Jej łona, była świadoma, że nie było innego sposobu, by z powrotem zawiesić oderwaną ludzkość od Boga. Czy my też musimy odzyskiwać pokój sumienia, przyznając się do niepokoju winy? Czy ja też to, co zerwałem, muszę zawiesić? Czy ja też tę ranę muszę znieść, by uleczyć tę, którą innym zadałem?

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama