Cóż za uniżenie!

Dlaczego celnicy i jawnogrzesznice wchodzą pierwsi do nieba?

Reklama

Nikt z nich nie uważa się za lepszego od innych.

Moc pokory jest tak wielka, że nawet cnota czystości jej nie dorównuje. Czyż Maryja nie wypowiedziała z radością uwielbienia, że nie dla czystości, ale dla Jej uniżenia Bóg na Nią wejrzał (Łk 1,48)? Jedyna dźwignia zdolna nas postawić tuż przed wierzejami nieba ukryta jest w uniżeniu siebie naśladującym samego Syna Bożego, który będąc en morfe theou (w kształcie Boga), zrezygnował z tego majestatu i zaczął od postaci embrionu w łonie kobiety. Cóż za uniżenie!

Paweł więc dowodzi, że naśladowanie Jezusa zaczyna się od tego punktu, od którego On zaczął: od sprowadzenia siebie do postaci jak najmniejszej w swoim mniemaniu. Sam Chrystus określa tych, którzy mogą poznać przez Niego Ojca, jako nepioi – niedojrzałych i prostych. Zakrywa się więc przed wyrafinowanie wykształconymi i pragmatycznie zdystansowanymi, ponieważ są obrośnięci torbielami uprzedzeń intelektu: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25).

Tacy nie są uwięzieni w kajdanach swej erudycji i patrzą na Chrystusa z całą otwartością pustego ducha oraz z przekonaniem o swej nędzy, która wchłania każdą łaskę bez wątpliwości i wahania. Ogołocenie duchowe, którego człowiek doznaje za każdym upadkiem, przekonuje go, że sam z siebie nic nie może i dlatego doskonale otwiera się na potęgę Boga ukrytą w Chrystusie. Wszechmoc Boga przesiąka bez przeszkód tylko do niemocy ludzkiej. Ubóstwo Jezusa przenika bez przeszkód jedynie do ubogich w duchu.

Chrystus, jak my, boi się swego losu, prosi o oddalenie kielicha męki, ukazującego się w Ogrodzie Oliwnym, i jednocześnie odsłania sekret przetrwania tego, co nie do przyjęcia, dzięki wsparciu samego Ojca. Bóg więc w Chrystusie stał się człowiekiem słabym, cierpiącym i nawet śmiertelnym. Bezsilny właśnie znaczy prawdziwy w ludzkiej kondycji. Po cóż więc udawać niezwyciężonych albo bogatych w duchu, oddalając się od Boga? Bóg stał się słabym dla człowieka słabego, aby słaby nie był jeszcze słabszy w porównaniu z wszechmocą Boga. Takie dążenie powinno też nami powodować – nie szukając wywyższenia się ponad resztę, ale pragnąc własnego uniżenia dla dobra innych. 

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Ppp
    10.11.2017 17:31
    A czy to uniżanie się nie bywa sprzeczne z prawdą?
    Uważam, że jeśli ktoś zrobił coś dobrego lub wymagającego wielkiego wysiłku lub umiejętności, które przedtem musiał wyćwiczyć własną pracą, to powinien mieć prawo do słusznej dumy ze swoich osiągnięć. Nie można mu niczego zarzucić, jeśli NAPRAWDĘ ma takie osiągnięcia na koncie i osiągnął je uczciwie.
    Pozdrawiam.
  • wołający na puszczy
    11.11.2017 09:43
    Zauważyłem , że w katechezach królestwo Boże jest bezceremonialnie wymieniane jako zamiennik królestwa niebieskiego , a to świadczy o niezrozumieniu nauki Jezusa Chrystusa. Biblia Tysiąclecia w tym wersie jest przetłumaczona z błędem , gdyż powinno być" do królestwa Bożego" a nie " do królestwa niebieskiego" .Pierwsze jest dziedziną tajemnic Bożych i poznawanie Boga już tu ziemi a drugie rzeczywistością nieba świętych i zbawionych. To dlatego Jezus o Janie powiedział :" Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on". Łatwo to prześledzić na zależnościach i powiązaniach nauk ewangelicznych. Jezus w tym wersie wyrzuca faryzeuszom i uczonym w Piśmie ,że celnicy i nierządnice sięgają po tajemnice królestwa a ci którzy wzięli klucze poznania , sami nie weszli lecz innym przeszkodzili. Ma to teraz sens i trwa dalej ?. Tylko szkoda , że zostanie ocenzurowane , bo dzisiejsi " poszukiwacze prawdy" boja się bardziej ludzi niż Boga.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama