Sprzeczności w Biblii?

Reklama


 

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Inne sprzeczności[1], zamieszczony w jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz próbuje na podstawie różnych tekstów ze Starego Testament wynaleźć w Biblii sprzeczności. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Stoję na stanowisku, że Pismo Święte jest wolne od błędów, tzn. przekazuje nieomylny przekaz wiary. Jednak w celu uniknięcia posądzeń o fundamentalizm i tytułem wstępu do tego typu polemik z Agnosiewiczem chciałbym zaznaczyć, że nie neguję tego, że w Piśmie rzeczywiście może być gdzieś jakaś drobna sprzeczność. Biblia jest przecież dziełem nie tylko Boga, który powstanie tych tekstów inspirował, ale też i człowieka, który na zasadzie pieczęci odbija w Piśmie ślad swego człowieczeństwa, obarczonego często ułomnością, niedoskonałością czy niepełną wiedzą o czymś. Jeśli gdzieś istnieje jakaś sprzeczność odnośnie do opisu pewnego wydarzenia, to nie znaczy to przecież, że się ono nie wydarzyło. Pewne sprzeczności zachodzą też w relacjach świadków wydarzeń uznanych przez wszystkich za autentyczne. Tak jest w relacjach historycznych na jakiś temat, a nawet zwykłe protokoły zeznań świadków jakiegoś przestępstwa czy wypadku samochodowego potrafią się w szczegółach znacznie od siebie różnić. Ludzka pamięć o szczegółach pewnych wydarzeń nie jest perfekcyjna. Czasem sprzeczność w relacjach jest po prostu nie do uniknięcia. Pewne niespójności w przekazach biblijnych mogą zresztą tylko potwierdzać wiarygodność tego przekazu, bowiem gdyby założyć, że wśród autorów biblijnych istniał spisek mający na celu kogoś oszukać, to szybko wyeliminowano by takie niewygodne sprzeczności. Jeśli nie od razu, to na pewno w procesie kopiowania tekstu biblijnego (czasu było dużo). Z drugiej zaś strony uważam jednak, że nie możemy przeholować i nie możemy też wpadać w drugą skrajność, tzn. z byle powodu godzić się na to, że sprzeczność jest wszędzie tam, gdzie się nam (lub komuś innemu) przywidzi. Uważam, że taka pochopność może nieść ze sobą niebezpieczne konsekwencje. Jeśli bowiem Pismo co chwila jest gdzieś sprzeczne, to w ogóle powstaje problem, czy przekazuje ono jakąkolwiek prawdę (jakkolwiek rozumianą, choćby pod postacią symboli), czy może tylko sam błąd. A nawet jeśli ktoś będzie twierdził, że oprócz błędu Pismo przekazuje gdzieś też prawdę, to w wyniku istnienia zbyt wielkich sprzeczności i zamętu, jaki to ze sobą niesie, może być problem z ustaleniem, gdzie jest w Piśmie prawda, gdzie fałsz czy pomyłka, która dla przeciwników Biblii prawie zawsze jest niczym więcej jak tylko podstępnym kłamstwem. Myślę, że taka pochopność w zarzucaniu Biblii sprzeczności nie jest zatem choćby z tych powodów zbyt wskazana, zwłaszcza ze strony chrześcijan. Dziś, nawet najgorszym przestępcom i opryszkom, często złapanym za rękę, przysługuje prawo domniemania niewinności, póki bezspornie nie udowodni się im winy. Czemu zatem ze strony chrześcijan coś tak świętego jak Pismo nie powinno mieć prawa domniemania niewinności, póki bezspornie nie udowodni się Pismu „winy” w tej sprawie?

Sam niegdyś zgadzałem się z opiniami, że w Biblii można doszukiwać się pewnych niezgodności, z czasem jednak przestałem być tego już tak pewny w wielu przypadkach, bowiem zauważyłem, że często wystarczy po prostu głębiej wejrzeć w tekst oryginalny Biblii, a te domniemane sprzeczności po prostu znikają, okazując się często jedynie sprzecznościami pomiędzy przekładami Biblii, niczym więcej. Obecnie mam więc nowy pogląd na tę sprawę i uważam, że zarzuty tego typu często są po prostu naciągane i przesadzone. Uważam, że dopatrywanie się wielu niezgodności w Piśmie często wynika po prostu z naszej niepełnej wiedzy o tamtych ludziach i czasach, których dokładnie nie znamy ani wciąż w pełni nie rozumiemy. Wielu rzeczy nie wiemy o nich, nie znamy ich sposobu rozumowania w pewnych kwestiach, zaś nasze współczesne myślenie, które przykładamy do wzorców myślenia tamtych ludzi, okazuje się często nieadekwatne. Tym bardziej powinniśmy więc być pokorni w wyciąganiu pochopnych wniosków co do Pisma, zarzucając mu często sprzeczność.

Tym samym niniejsza seria polemik z serwisem Agnosiewicza na temat sprzeczności Biblii ma podwójny cel. Po pierwsze, chodzi o ukazanie, że często wystarczy przyjrzeć się tekstowi Biblii dokładniej i okazuje się, że wcale nie jest tak oczywiste, czy rzeczywiście w danym miejscu Pisma powstaje jakaś sprzeczność. W tym wypadku zarzuty Agnosiewicza okazują się być niesłuszne. I po drugie, myślę, że w wyniku głębszej analizy spokojnie można będzie w niniejszej polemice zredukować liczbę takich sprzeczności do pewnego minimum przypadków dyskusyjnych. Za takie przypadki uważam pewne niespójności w opowiadaniu z Pięcioksięgu o potopie czy stworzeniu świata. Jednak nawet na temat tych niezgodności istnieje wciąż grono teologów, którzy nie dopatrują się w tych tekstach sprzeczności[2]. Tym samym myślę, że i wobec tych przypadków można podjąć pewną ostrożną próbę wyjaśnień, co uczynię w tym tekście. Według mnie nie ma w tym nic złego, bowiem – jak powiedział choćby kiedyś mój promotor – określony badacz konkretnego zagadnienia zawsze powinien cechować się pewnym „twórczym niepokojem” w zakresie nauki, nie poprzestając na utartych i przyjętych schematach, wciąż próbując rewidować to, co znamy, i poddając to konstruktywnej krytyce. Takie poprzestawanie na bierności może bowiem tylko spowalniać refleksję nad konkretnym zagadnieniem. Myślę, że skoro dziś o Biblii wciąż jeszcze nie wiemy wszystkiego, to tym bardziej nie możemy poprzestawać na utartych wyjaśnieniach nauki na jej temat, czasem warto szukać czegoś nowego. Droga jest tu otwarta. Nie ma też w tym nic złego choćby dlatego, że próbując wyjaśniać pewne sprzeczności, nie zaszkodzi się na pewno Biblii, wręcz przeciwnie. Obecnie w nauce istnieją zresztą swego rodzaju małe przewroty kopernikańskie, choćby w kwestii badań nad Pięcioksięgiem[3]. Uczeni, którzy dokonują tych małych przewrotów, rewidują często prawie cały dotychczasowy stan badań nad Biblią, proponując w swych rozprawach naukowych zupełnie nowe rozwiązania. Jeszcze inni namawiają do porzucenia przyjętych dotychczas hipotez powstania Pięcioksięgu[4].

Przejdźmy zatem do tekstu Agnosiewicza po tych dość ważnych, jak sądzę, wyjaśnieniach, wprowadzających w pewien etap cyklu polemik z serwisem racjonalistycznym Agnosiewicza. Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą, zaś swój tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama