Sprzeczności w Starym Testamencie?

Reklama



Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Bogdana Motyla pt. Biblia i jej sprzeczności[1], zamieszczony w serwisie racjonalistycznym Mariusza Agnosiewicza. W tekście tym Motyl próbuje za pomocą różnych tekstów ze Starego Testamentu zarzucić Biblii sprzeczności. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Motyla jego tekst zaznaczam kursywą, zaś swój tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki. Z tekstu wycinam końcówkę, w której autor zabłądził i kompletnie odchodząc od tematu swego tekstu, snuje dywagacje o sprawach krzyży, medalików, wiedzy synów Lota o przyrodzie, o Apisie itd. Nic to nie wnosi do zaproponowanego przez niego tematu artykułu.


Polemika:


Naukowiec, który by dowodził, że krążenie pierwiastków jest prawem przyrody; że cząstka, będąca dzisiaj składnikiem ciała każdego człowieka, nawet Nieomylnego Wojtyły, jutro może stać się własnością rośliny, a następnie osła lub innego „nieczystego” zwierzęcia, aby znowu powrócić do innego człowieka, a więc, gdyby ten naukowiec dowodził takiej metasomatozy (na wzór pogańskiej metampsychozy), uniemożliwiającej zmartwychwstanie - będzie przeklęty.

Odpowiedź:
Wstęp jest błyskotliwy, nie ma co.



Bibliści, skłonni „rozbierać” Pismo na czynniki pierwsze, mają wiele argumentów na poparcie swoich twierdzeń. Że te twierdzenia niejednokrotnie są nic niewarte, lub mocno naciąganą frazeologią, to zupełnie inna sprawa.

Odpowiedź:
Zawsze można tak powiedzieć. Co ciekawsze, w przypadku twierdzeń „racjonalistów” na temat Biblii nie tylko można tak powiedzieć, ale nawet wykazać, że ich twierdzenia niejednokrotnie są nic niewartą, naciąganą frazeologią.



Niedawno czytałem gdzieś tekst, pt. „Czy biblia sobie przeczy?”, w którym autor napisał: „Hebrajscy kopiści, przepisując księgi biblijne, byli nadzwyczaj skrupulatni.” A nieco dalej: „skrybowie mieli zasadę, żeby nie poprawiać niczego w księgach biblijnych.” No, jeżeli rzeczywiście, „nie poprawiali”, to przynajmniej się mylili.

Odpowiedź:
Ludzka rzecz pomylić się przy przepisywaniu czegoś.



Twierdzenie autora, że „opis potopu jest napisany z dwóch perspektyw, a cała relacja wydaje się nieco niespójna, nie świadczy o sprzeczności”, jest niepoważne.

Odpowiedź:
Niepoważne to raczej jest to, co pisze niejaki Motyl. To, że jakieś opisy nie są spójne, bowiem się od siebie różnią, nie znaczy jeszcze, że sprzeczne. Każde dwa opisy, dokonane nawet przez naocznych świadków jakiegoś wydarzenia, będą się od siebie różnić w szczegółach, nigdy nie będzie można ich ostatecznie uzgodnić, co nie znaczy od razu, że są sprzeczne, a opisywane wydarzenie nie nastąpiło. Sprzeczność a różnica to dwie zupełnie różne rzeczy i z logicznego punktu widzenia jedno nie równa się drugiemu.



A o czym, w takim razie to świadczy? Był jeden potop i miał określony przebieg. Dwóch autorów, naocznych świadków, relacjonuje go inaczej. Ale Autor znajdując „okoliczności łagodzące”, pyta: „ale czy jest sprzeczna”? To jest charakterystyczna linia obrony wiarygodności biblii, stosowana przez Kościół i „znawców” biblii.

Odpowiedź:
Trudno się dziwić pewnym biblistom, że ostrożnie wyciągają wnioski w stosunku do tekstu Biblii. Przecież widzenie gdzieś sprzeczności często po prostu jest efektem naszej niewiedzy. Wielu rzeczy nie wiemy tak naprawdę o tamtych czasach, kiedy pisano ST. W bardzo wielu miejscach nie rozumiemy po prostu tamtych ludzi, właśnie przez to, że wciąż nasza wiedza o tamtych czasach jest bardzo skromna. Niby te badania nad starożytnym światem posunęły się w ciągu ostatnich stu lat mocno do przodu, ale to tylko wtedy, kiedy patrzy się z punktu widzenia naszej dawnej niewiedzy. Kiedy patrzy się z perspektywy tego, co jeszcze powinniśmy wiedzieć, wciąż niewiedza jest znaczna. Jeśli ktoś redagował opowiadanie o potopie w Pięcioksięgu i rzeczywiście była tam sprzeczność, to on niby tego nie dostrzegł przy łączeniu tych opowiadań (znał przecież dobrze język, w jakim to redagowano), tylko dopiero dostrzegli to tacy geniusze jak Motyl i Agnosiewicz? Tak często się dziś mniema, że dopiero jacyś wybitni badacze w epoce Oświecenia odkryli w Biblii sprzeczności, których całe tysiące lat nikt nie mógł dostrzec (włącznie z tymi, którzy tworzyli te teksty w ST), ale wydaje mi się, że ci ateiści, którzy tak ostro jak Motyl piszą o sprzecznościach w opowiadaniu o potopie, ulegają po prostu mniemaniu o swej większej wiedzy od wiedzy tych, którzy znane nam dzisiaj z Księgi Rodzaju opowiadanie o potopie stworzyli. Bardzo łatwo ulec złudzeniu swej wielkości, także w zakresie wiedzy. Tymczasem jest tak, że im więcej człowiek wie, to tym bardziej zdaje sobie sprawę, jak mało wie. Im zaś mniej wie, tym bardziej wydaje mu się, że wie nie wiadomo ile. Nie widzę powodu, żebyśmy tak pochopnie jak Motyl musieli oceniać tamtych autorów, tym bardziej że to oni wiedzieli wszystko o swych czasach, kulturze, języku, a nie my. My już dostępu do tej wiedzy nie mamy, a wyrokujemy o tamtych pisarzach, jakbyśmy wiedzieli o ich kulturze nie wiadomo ile, nawet więcej niż oni sami. Trudno, że tak zachowuje się Motyl i jemu podobni, ich cele są jasne, przeakcentować wszystko w celu osiągnięcia swych antychrześcijańskich celów (których nawet nie maskują); ale ludzie rozsądni i rozważni, nietargani jakimiś uprzedzeniami, powinni być ostrożniejsi wobec pochopnych sądów o Piśmie. Tym samym postawa wyżej wspomnianego biblisty, który tak właśnie ostrożnie podchodzi do opowiadania o potopie, jest godna uznania.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama