Wprowadzenie do polemik

Tekst ten został zamieszczony jako wstęp do polemiki "Czy w Biblii są jakieś pozostałości politeizmu?". Wyodrębnienie go jako osobnego artykułu pochodzi od redakcji.

Reklama

Poniższa rozprawka[*]jest pierwszym odcinkiem moich polemik z serwisem www.racjonalista.pl tworzonym przez Mariusza Agnosiewicza. Serwis ten, uważający się za racjonalistyczny, istnieje już od dość dawna, teksty zamieszczane w nim są przedrukowywane również na łamach prasy antyklerykalnej[1] i osobiście dziwię się, że jak dotąd serwis ten nie wywołał większej reakcji wśród internetowych apologetów katolickich. Dotychczas jedynym chlubnym wyjątkiem w tej materii jest katolik dr Jarosław Dąbrowski, autor skądinąd bardzo ciekawej strony polemizującej głównie z punktem widzenia ateistów[2], który podjął polemikę z Agnosiewiczem w kontekście sporów teizm versus ateizm, zmuszając go niejako do reakcji polemicznej. Niestety, Dąbrowski nie podjął jak dotąd polemiki z zarzutami, jakie Agnosiewicz stawia dogmatom katolickim czy Biblii w ogólności. Przypuszczam, że powodem jest brak odpowiedniego przygotowania w zakresie teologii chrześcijańskiej: o ile wiem, Dąbrowski jest z wykształcenia fizykiem i nie zajmuje się zawodowo religioznawstwem czy teologią chrześcijańską, stąd być może brak u niego odpowiedniego przygotowania do polemiki. O wiele lepiej natomiast wygląda sytuacja po stronie protestanckiej, gdzie jeden z baptystów napisał polemiczną rozprawę w odpowiedzi na niektóre artykuły ze strony Agnosiewicza, bardzo celnie kontrując momentami wiele z zarzutów i stawiając im wiele ciekawych pytań. Zmusiło to Agnosiewicza i jego współpracowników do reakcji, czego owocem jest powstała rok później polemika zamieszczona na stronie racjonalistycznej[3]. Ciekawe jest to, że czytając te polemiki, widzi się, że bardzo często racjonaliści nie wiedzą, jak poradzić sobie z odpowiedziami wspomnianego baptysty, często zbaczają z tematu, a poza tym odpowiadają mu momentami nieudolnie i tak jakoś na odczepnego.

Nie wiem, jakie są przyczyny, że wspomniany serwis racjonalistyczny nie spotkał się jak dotąd z szerszym zainteresowaniem katolickich apologetów. Na mój rozum owi apologeci powinni zaczynać swe polemiki w pierwszym rzędzie właśnie z tymi, którzy bezpardonowo atakują chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm; do takich należy właśnie Agnosiewicz i jego serwis. A jednak dotychczas nic wielkiego w sumie się w związku z tym nie wydarzyło. Jednakże oprócz świeckich są przecież w Kościele także duchowni, o wiele lepiej przygotowani w tych dziedzinach. Oni pewnie też nie mają za dużo czasu, zajmują się jednak teologią niejako zawodowo, dużo piszą na ten temat tu i tam, i w tym wypadku prędzej po nich spodziewałbym się jakiejś reakcji. A jednak tu też nic. Czemu? Przypuszczam, że powody takiego braku reakcji są banalne i czysto prozaiczne. Po prostu w skali całości społeczeństwa niewielu katolików przejmuje się wspomnianym serwisem „Racjonalista”.

Ponadto w Polsce stały dostęp do Internetu wciąż posiada margines społeczeństwa (zaledwie kilka procent), jego wpływ na lwią część społeczeństwa jest więc znikomy i nawet jeśli jest on duży w skali społeczności internetowej, to tak naprawdę pozostaje on na marginesie i poza zasięgiem większości Polaków. Tym samym rozważania prowadzone przez Agnosiewicza, jak i wszelkie spory z nim w skali blisko czterdziestomilionowego społeczeństwa pozostają głosem wołającym na pustyni, sporem przeznaczonym tylko dla garstki pasjonatów po obu stronach „fideistycznej barykady”, że tak to ujmę. Wpływ tej dyskusji na społeczeństwo można porównać z wpływem, jaki na klimat w Polsce wywiera wpływ klimatu na biegunach. Jakiś on zawsze jest, ale raczej niewielki i często przypadkowy. Niemniej jednak podejmuję dyskusję z Agnosiewiczem – choćby dlatego, że jest to dla mnie przede wszystkim ekscytująca zabawa intelektualna w okresie słotnej jesieni (niesprzyjającej wychodzeniu z domu w wolnych chwilach), zabawa, ale za to twórcza i pożyteczna, przy której można rozwinąć swe horyzonty poznawcze i dzięki której istnieje szansa odpowiedzi na wiele zarzutów stawianych nieustannie naukom chrześcijańskim przez wolnomyślicieli, racjonalistów i ateistów.

Serwis Agnosiewicza w przypadku większości tekstów nie jest, niestety, wyzwaniem najwyższych lotów. Wiele z tekstów prezentuje słabe i często już dawno obalone zarzuty. Dalsza część tekstów jest z kolei niestety zwykłym pustosłowiem, laniem wody, pójściem na ilość, nie na jakość, i właściwie zwykłym antyklerykalnym plotkarstwem, gdzie operuje się nieuzasadnionymi ogólnikami bez konstruowania konkretnych, merytorycznych zarzutów. Jest to po prostu pisanie w stylu: „no wiecie, ja tak powiedziałem, a zatem tak po prostu jest, powinniście to zatem bezdyskusyjnie przyjmować, i już”, bez żadnego konkretnego uzasadnienia. Brak jest więc jakiejkolwiek gwarancji na to, że autor ma rację, a na przykład sobie nie zmyśla czy czegoś nie przeinacza. W przypadku takich tekstów polemika mi po prostu „nie szła”, bowiem ciągle musiałbym operować sokratejskimi pytaniami w stylu: „a skąd to wiadomo?” itd. To ukazywałoby może i bezzasadność tych tekstów, ale z drugiej strony byłoby nudne, monotonne i nierozwijające dla czytelników. Wiele do życzenia pozostawia również bibliografia podawana do większości tekstów zamieszczonych w serwisie Agnosiewicza, która jeśli w ogóle istnieje (co jest rzadkością), to najczęściej sprowadza się do przywoływania jedynie albo prac Deschnera, albo prac Uty Ranke-Heinemann. Jest to więc bibliografia bardzo uboga i jednostronna.

Jeszcze inna część tekstów ze strony Agnosiewicza podaje, co prawda, jakieś konkrety, ale w moim odczuciu bardziej jest to religioznawcze spekulowanie o religii, stawianie różnych hipotez niż przemyślane podważanie niektórych stwierdzeń. Przeglądając teksty do polemiki, w tym przypadku miałem więc prawdziwy dylemat, co tu wybrać do dyskusji. Wreszcie zdecydowałem, że będę omijał w swej polemice z serwisem Agnosiewicza takie teksty, które operują ogólnikami, z których nic nie wynika, wybiorę zaś takie, które operują już jakimiś konkretami i uderzają zarazem najmocniej w fundament wiary katolickiej i w ogóle chrześcijańskiej. Myślę, że taka forma polemiki niejako ubarwi apologetykę, którą w przypadku monologów może wydawać się mniej żywa. Tutaj naprzeciw siebie staje dwóch ludzi, co może być dla niektórych ciekawsze. Taka konfrontacyjna forma apologetyki nie jest nowa, istnieje już od starożytności. Przykładów nie trzeba daleko szukać, wystarczy przypomnieć słynną debatę Orygenesa wydaną w dziele Przeciw Celsusowi. Zwiedzając anglojęzyczne portale chrześcijańskie, zauważyłem, że szczególnie tam jest popularna taka forma uprawiania polemik i apologetyki, gdzie kolejne odcinki debat pomiędzy dwoma stronami są regularnie publikowane przez właścicieli tych portali.
(..)

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama