Czy relacje biblijne są mniej wiarygodne niż relacje historyczne?

Reklama

W tzw. naturalistycznym, racjonalistycznym czy obiektywnym nurcie analizy Biblii istnieje pewien zestaw uprzednio przyjętych założeń metodologicznych, które nie pozostają bez wpływu na ostateczne wnioski wyciągane przez krytyków wyznających powyższe poglądy. Cechą wspólną owych założeń jest przedkładanie przekazu historycznego nad biblijny, a następnie dyskredytowanie Biblii za pomocą relacji historycznych lub twierdzeń, że Biblia jest niewiarygodna w jakimś punkcie, ponieważ historia nie potwierdza jakiejś jej relacji. W niniejszym tekście, który jest raczej tylko szkicem i przyczynkiem do poważniejszego opracowania na ten temat (zagadnienie to wymaga o wiele bardziej rozszerzonego studium i polemiki), chciałbym się zająć analizą tego typu twierdzeń i założeń, ponieważ tak naprawdę w całym sporze o wiarygodność Pisma Świętego między jej zwolennikami i przeciwnikami (a także w każdej analizie biblijnej podejmowanej przez tzw. niewierzących) założenia te odgrywają decydującą rolę. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wnioski, jakie ci „racjonalistyczni” i „niewierzący” krytycy Biblii wyciągają podczas swych analiz, to wynik „bezstronnego”, „naukowego” i „rozsądnego” rozumowania – „bezstronnego”, rzecz jasna: ich zdaniem, bo pozbawionego spojrzenia z perspektywy wyznaniowej. W rzeczywistości jednak to tylko pozory, bowiem przystępując do analizy biblijnej, owi krytycy tylnymi drzwiami wpychają w nią cały bagaż filozoficznych założeń, które z góry określają ich przyszłe wnioski. Nie jest to więc analiza bezstronna. Owe założenia przedstawiają się następująco:

1) Pisarze biblijni – w przeciwieństwie do innych historyków swego czasu – nie byli obiektywni, bowiem pisali z pozycji wyznaniowej i religijnej. Ich celem był przekaz z punktu widzenia ich wiary, a nie obiektywne relacjonowanie prawdy historycznej[1].

2) Jeśli jakieś inne źródła nie wspominają o czymś, co wspomina Biblia, to należy przyjąć, że prawdopodobnie jest to wymysł, oszustwo czy fantazja pisarzy biblijnych. W najlepszym wypadku należy wówczas powątpiewać w daną relację biblijną[2].

3) Pisarze biblijni popełniali czasem błędy historyczne, stąd ich relacje są niewiarygodne i należy odwołać się do historyków świeckich piszących na dany temat[3].

4) Pisarze biblijni mogli zmyślać, stąd należy w odwołać się do historyków świeckich piszących na dany temat[4].

5) Pisarze biblijni nie byli bezstronni, stąd należy odwołać się do historyków świeckich piszących na dany temat[5].

6) Poszczególne księgi biblijne powstały „długo” po opisywanych wydarzeniach, nie mogą więc stanowić wiarygodnego źródła informacji o tych wydarzeniach[6].

7) Nie posiadamy oryginałów Biblii, istnieje więc ryzyko, że kopiści sfałszowali tekst podczas przepisywania go[7].


Każdy, kto kiedykolwiek będzie rozmawiał z tzw. niewierzącym czy racjonalistycznym krytykiem Biblii, wcześniej czy później zauważy bez trudu, że w przypadku konfrontacji Biblii z historią cały spór będzie rozbijać się tak naprawdę właśnie o te wstępne założenia, przy których reszta sporu będzie stanowić jedynie dalszy plan. Każde rozumowanie, każdy wniosek krytyki tego pokroju na temat konkretnego tekstu Biblii przy jej analizie w konfrontacji z historią „świecką” wychodzi właśnie z tych założeń, a potem do nich wraca. Czasem prezentuje się tylko same te założenia jako „oczywiste fakty”, co oczywiście nie ma nic wspólnego z żadnym poważnym prezentowaniem uzasadnionego stanowiska, więc nie będę się tym dalej zajmował. Przejdę teraz do szczegółowej analizy powyższych punktów.

1) Pisarze biblijni – w przeciwieństwie do innych historyków swego czasu – nie byli obiektywni, bowiem pisali z pozycji wyznaniowej i religijnej. Ich celem był przekaz z punktu widzenia ich wiary, a nie obiektywne relacjonowanie prawdy historycznej.

Zarzut ten jest niekonsekwentny, skoro w zasadzie uznawani przez współczesnych historyków za wiarygodnych, wszyscy inni historycy czasów biblijnych również prezentowali swoją wizję historii z perspektywy wyznaniowej i religijnej. Dotyczy to także tych, których relacje porównuje się z relacjami biblijnymi (w celu zdyskredytowania tych ostatnich). Rozmaici zwolennicy przeciwstawiania historii i Biblii praktycznie nigdy nie wspominają, że starożytnymi kronikarzami byli przeważnie królowie lub ich nadworni kapłani, którzy również postrzegali historię z perspektywy religijnej. Jeśli chodzi o starożytnych historyków-kapłanów, to nie trzeba daleko szukać: wystarczy wspomnieć babilońskiego kapłana Berossusa, jednego z najsłynniejszych historyków starożytności, który napisał historię Babilonii pt. Babyloniaca, znaną też jako Chaldaica[8]. Wystarczy też przywołać postać Józefa Flawiusza, słynnego i często porównywanego z pisarzami biblijnymi historyka żydowskiego z czasów Jezusa, który pochodził z rodu kapłańskiego i sam był od 19 roku życia faryzeuszem[9]. Encyclopedia Britannica określiła go nawet mianem „historyka zakonnego”[10]. Flawiusz także opisywał historię świecką z punktu widzenia religijnego, twierdził na przykład, że pogański król Cyrus wydał swój dekret o uwolnieniu Żydów z Babilonu pod wpływem lektury Księgi proroka Izajasza[11]. Taki sposób relacjonowania historii jest oczywiście jaskrawym przykładem tego, jak czyjś pogląd religijny wpływa na sposób relacjonowania przezeń wydarzeń. Nie przeszkadza to jednak historykom ustalać pewnych faktów historycznych wyłącznie na podstawie relacji Flawiusza (jak dalej jeszcze ukażę na konkretnych przykładach). Także „racjonaliści” odwołują się często do Flawiusza, i to również wtedy, kiedy chcą przeciwstawić przekazom ewangelicznym jakiś przekaz „historii świeckiej”. Dalej napiszę o tym więcej, odwołując się do konkretnych przykładów, które łatwo sprawdzić.


Jeśli natomiast chodzi o pozabiblijne relacje historyczne przekazywane nam przez starożytnych królów-historyków, to przypatrzmy się na początek pewnej relacji historycznej uwiecznionej na steli z Tell Nimrud, zawierającej inskrypcję Aszurnasirapli II, w której król opisuje swoje osiągnięcia polityczne z takiej oto perspektywy religijnej:

„Król, który wyrusza z pomocą wielkich bogów, swoich panów, którego ręka podbiła wszystkie kraje i opanował wszystkie łańcuchy górskie, i otrzymał od nich trybut, wziął zakładników i umocnił swą władzę nad wszystkimi krajami”[12].

W pewnym asyryjskim dokumencie w ten oto sposób relacjonuje się historię:

„Potężną mocą, którą mi Aszur użyczył, silnym orężem, który podarował mi [bóg] Nergal, kroczący przede mną, pokonałem ich”[13].

Podobne wyznania możemy znaleźć w innych dokumentach starożytnych z rejonów Bliskiego Wschodu, w których również opisuje się historię z perspektywy religijnej:

„Ja zaś błagałem [bogów] Aszura, Sina, Szamasza, Bela, Nabu, Nergala, boginie Isztar z Niniwy i Isztar z Arbela, bogów, którym ufam, o pokonanie potężnego wroga. Mego błagania rychło wysłuchali, przybyli mi z pomocą”[14].

„Z pomocą Aszura, Sina i [innych] wielkich bogów, moich panów, jego siły zbrojne poniosły klęskę w walnej bitwie i uległy rozproszeniu”[15].

„Aszur, Sin, Szamasz, Bel, Nergal, Nusku, którzy kroczyli przede mną i niszczyli moich wrogów, wtrącili Szamasz-szum-ukina, mojego wrogiego brata, który mnie wzywał do walki, w otchłań płonącego ognia. I przerwali jego życie”[16].

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama