Upadek Świątyni Jerozolimskiej

Jest to fragment książki Dzieje Świątyni Jerozoliskiej :. , który zamieszczamy dzięki uprzejmości i zgodzie Wydawnictwa WAM.

Reklama

ŚWIĄTYNIA SPALONA PRZEZ RZYMIAN

Jezus wielokrotnie w ciągu swego ziemskiego życia przebywał w Świątyni, która była domem Jego Ojca. On też zapowiedział, że ta przepiękna budowla, rozbudowana i upiększona przez Heroda Wielkiego, zostanie zburzona. Dokonało się to przez Rzymian, którzy w roku 70 zdobyli Jerozolimę, bronioną przez powstańców żydowskich.
Przytoczymy obecnie świadectwo Józefa Flawiusza, który jako naoczny świadek wydarzeń, opowie nam o ostatnich chwilach chluby Izraela:

Tytus tymczasem wycofał się do Antonii, postanowiwszy z brzaskiem następnego dnia uderzyć wszystkimi siłami i otoczyć Przybytek. Lecz Bóg już dawno skazał go na zniszczenie ogniem i skoro wypełniły się czasy, nadszedł ów przez los naznaczony dziesiąty dzień miesiąca Loos, dzień, w którym już kiedyś obrócił go w popiół król babiloński. Lecz tym razem ogarnęły go płomienie z przyczyny i winy samych Żydów. Kiedy bowiem Tytus oddalił się i powstańcy nieco ochłonęli, znowu uderzyli na Rzymian i rozgorzała walka między strażami Przybytku i żołnierzami, którzy gasili ogień w wewnętrznym okręgu świątynnym. Ci wyparli Żydów i ścigali ich aż do samego budynku, i wtedy jeden z żołnierzy, nie czekając rozkazu ani nie wzdragając się przed tak okropnym czynem, z jakiejś nieziemskiej podniety porwał kawałek płonącego bierwiona i podsadzony do góry przez towarzysza broni wrzucił ognistą żagiew przez złote drzwiczki, którymi można było dostać się z północnej strony do pomieszczeń otaczających Przybytek. Gdy strzeliły płomienie, Żydzi podnieśli krzyk godny takiego nieszczęścia i rzucili się pospołu na ratunek nie bacząc na niebezpieczeństwo życia ani nie szczędząc sił, kiedy ginęło to, co w przeszłości stanowiło przedmiot ich szczególnej pieczy.
Kiedy pewien żołnierz przybiegł z tą wiadomością do Tytusa, ten właśnie odpoczywał po bitwie w namiocie i zerwawszy się z miejsca pobiegł w takim stanie, w jakim się znajdował, do Przybytku, aby powstrzymać pożar. Za nim ruszyli tam także wszyscy wodzowie, a tym towarzyszyli spłoszeni żołnierze legionów. Powstała wrzawa i zamieszanie, jak to zwykle bywa, kiedy tak wielka masa wojska znajdzie się w bezładnym ruchu. Cezar tedy i głosem, i ręką dawał znak żołnierzom, aby gasili ogień, lecz oni ani nie słyszeli jego wołania, gdyż uszy mieli pełne nieopisanego wrzasku, ani na znaki dawane ręką nie zwracali uwagi, jako że jednych zupełnie pochłonęła walka, drugich zaślepił gniew. Zapalczywości nadbiegających żołnierzy legionów nie można było pohamować ani napominaniem, ani groźbą, lecz wszystkimi zupełnie owładnęła wściekłość. Przy wejściach zaś powstał tak wielki tłok, że wielu ginęło tratując jedni drugich, a niemało też podzieliło los pokonanych nieprzyjaciół, gdy wpadli na żarzące się jeszcze i dymiące zwaliska krużganków. A skoro zbliżyli się do Przybytku, udawali, że w ogóle nie słyszą rozkazów Cezara, i jeszcze wzywali towarzyszy przed sobą, aby wrzucili głownie do wnętrza. Powstańcy ze swej strony nie mieli już żadnej możliwości śpieszyć na ratunek - wszędzie była tylko rzeź albo ucieczka. Przeważnie ofiarą padali słabi i nie uzbrojeni mieszkańcy z ludu, których zabijano, gdzie kogo dopadnięto. Wokół ołtarza gromadziły się stosy trupów, a po schodach Przybytku krew płynęła strumieniem i ciała pomordowanych na górze osuwały się w dół.
Kiedy Cezar nie widział sposobu powstrzymania porwanych szałem żołnierzy i pożar się wzmagał, wszedł ze swoimi wodzami do wnętrza i oglądał święte miejsce Przybytku i to, co się w nim znajdowało, a wszystko o wiele przechodziło rozgłos, jaki miało między obcymi, i nie ustępowało tej wspaniałości, jaką chełpili się tubylcy. Gdy płomienie jeszcze w żadnym miejscu nie wdarły się do środka, lecz ogarnęły pomieszczenia wokół Przybytku, Tytus uważając (w czym się zresztą nie mylił), że można jeszcze uratować to dzieło, wypadł na zewnątrz i sani starał się nakłonić żołnierzy do gaszenia ognia, a nawet setnikowi z grona otaczających go oszczepników, niejakiemu Liberaliuszowi, rozkazał nieposłusznych okładać kijami. Lecz ani respekt dla Cezara, ani strach przed tym, który ich powstrzymywał, nie były w stanie pokonać wściekłości i nienawiści do Żydów i jeszcze gwałtowniejszego zapału do walki.
Dla wielu jednak pobudką była nadzieja rabunku, ponieważ żywili przekonanie, że wewnątrz świątyni musi znajdować się mnóstwo skarbów, skoro, jak widzieli, wszystko dookoła było sporządzone ze złota. Ale kiedy Cezar wybiegł, aby powstrzymać żołnierzy, jeden z tych, którzy już wtargnęli do środka, podłożył w ciemności ogień pod zawiasy bramy. Wtedy nagle wewnątrz rozbłysnął płomień, a wodzowie wraz z Cezarem wycofali się i nikt już nie czynił przeszkód żołnierzom po zewnętrznej stronie w rozniecaniu pożaru. W taki to sposób Przybytek, wbrew woli Cezara, stał się pastwą płomieni.
Trudno nie zapłakać gorzko nad lasem dzieła, które było ze wszystkich, jakie kiedykolwiek poznaliśmy, czy to na własne oczy, czy też ze słyszenia, najwspanialsze tak pod względem budowy, rozmiarów i bogactwa w każdym szczególe, jak i rozgłosu, jakim cieszyły się te święte miejsca. Jednak największą pociechę można znaleźć w tym, że przed wyrokiem losu nie ujdą również dzieła sztuki i miejsca tak samo jak istoty żywe. Można też podziwiać widoczną w jego zrządzeniu dokładność obiegu czasów, bo, jako rzekłem, wyznaczył on na spalenie Przybytku ten sam miesiąc i dzień, w którym poprzednio puścili go z dymem Babilończycy
(6, IV, 5-7)[1].

Józef Flawiusz podkreśla w opisywanym wydarzeniu dwie sprawy. Po pierwsze bardzo wyraźnie stwierdza, że spalenie Świątyni nastąpiło z wyroku Bożego. Dlatego też nastąpiło dokładnie w tym samym dniu i miesiącu, w jakim została zburzona pierwsza Świątynia przez Babilończyków. Flawiusz nazywa ten miesiąc Loos, stosując grecką terminologię, a w kalendarzu żydowskim nosi on nazwę Ab. Był to piąty miesiąc roku. Według Księgi Jeremiasza (52, 12n) spalenie świątyni nastąpiło dziesiątego dnia tego miesiąca i tegoż dnia według Flawiusza płonie druga Świątynia. Natomiast Druga Księga Królewska podaje datę spalenia pierwszej Świątyni na dzień siódmy Ab (25, 8n). Tradycja żydowska dla zsynchronizowania obu przekazów przyjęła datę 9 Ab jako datę spalenia pierwszej Świątyni i także jest to dzień, w którym obchodzi się rocznicę powtórnego spalenia.
Drugą myślą wyeksponowaną przez Flawiusza jest podkreślenie tego, że spalenie Świątyni nastąpiło wbrew woli Tytusa, wówczas wodza, prowadzącego wojnę z Żydami, a następnie piastującego po swym ojcu, Wespazjanie, godność cezara, dlatego nazywanego przez Flawiusza już Cezarem. Spalenie rozpoczęło się od przypadkowego wrzucenia płonącego bierwiona do zabudowań świątynnych, a następnie było wynikiem rozbudzonej żądzy niszczenia wszystkiego. Przed spłonięciem Przybytku Tytus wszedł do niego, podobnie jak poprzednio uczynił to Pompejusz. Wejście poganina do Przybytku było jego sprofanowaniem.
Świątynia jerozolimska legła w gruzach. Spełniły się słowa Jezusa, który do uczniów, ukazujących Mu wspaniałość budowli, powiedział: Widzicie to wszystko? Zaprawdę powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony (Mt 24, 2).
Olbrzymi plac świątynny zamienił się w gruzowisko, które przez wiele wieków nie zostało zabudowane. Pozostały natomiast mury oporowe, zbudowane przez Heroda dla podtrzymania ziemi służącej wyrównaniu tego placu. Zachodni fragment tego muru stanie się miejscem upamiętniającym zburzoną Świątynię, miejscem jej opłakiwania.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama