Dzieciństwo Jezusa

Jest to fragment książki Ewangelie :. Wydawnictwa Znak

Reklama

EWANGELIA WG ŚW. ŁUKASZA

Jak stwierdza egzegeta Josef Ernst, „św. Łukasz bez wątpienia jest wybitnym przedstawicielem tak zwanej teologii narracyjnej"[1]. Ewan­gelista opowiada tajemnicę Bożego synostwa Jezusa, opisując Jego na­rodziny. Teologię uprawia się za pomocą opowieści, a nie spekulacji. Św. Łukasz jest wyśmienitym narratorem. Doskonale widać to właś­nie w historii dzieciństwa Jezusa. Nie możemy powiedzieć z całkowitą pewnością, jakimi źródłami posłużył się tutaj Ewangelista, ale widzimy, jak mistrzowsko się z nimi obchodzi, jak kunsztownie je porządkuje. U św. Łukasza narodziny Jezusa zazębiają się z historią narodzin św. Jana Chrzciciela, przy czym Jezus góruje nad Janem, który całym swym istnieniem odsyła do Jezusa. Ewangelista ukazuje Jana i Jezusa na zasadzie przeciwstawienia: Jan głosi Sąd Boży, Jezus Dobrą Nowinę o łasce Bożej - Dobrą Nowinę, która raduje każdego, kto ją posłyszy. Św. Łukasz maluje tutaj dwa podwójne obrazy - „jak dyptyk"[2]. Znów ukazuje się jako malarz. Gdy opowiada, widzimy obraz, który kieruje naszą uwagę na ukryty dotychczas wymiar Bożego działania. Pierwszym obrazem są dwa zwiastowania narodzin, drugi ukazuje narodziny św. Jana Chrzciciela i narodziny Jezusa. Obydwa obrazy dopełnia medytacja nad opisanymi wydarzeniami. Po obu zapowiedziach narodzin następują od­wiedziny Maryi u Elżbiety. Po opowieści o narodzinach św. Jana i Jezusa Ewangelista umieszcza świadectwo Symeona i Anny o Jezusie oraz opo­wieść o dwunastoletnim Jezusie w świątyni. W obu obrazach rozbłyskuje tajemnica Nowo Narodzonego. Lud rozwijał Łukaszowy opis narodzin Jezusa. W każdej epoce powstawały nowe wyobrażenia Bożego Naro­dzenia, które na swój sposób objaśniają tajemnicę Wcielenia. Wszyst­kie wychodzą jednak od obrazu, jaki poruszające kreśli przed naszymi oczyma trzeci z ewangelistów.

Zwiastowanie Anielskie

Zachariasz, starzec i kapłan, na zwiastowanie przez anioła Gabriela reaguje wątpliwościami. Maryja, młoda niewiasta, prosta dziewczyna z Nazaretu, wierzy słowom anioła. Znów ukazuje się tu przeciwień­stwo. W naszym wnętrzu kryją się oba bieguny: wątpliwość i wiara. Ewangelista zachęca nas, żebyśmy, jak Maryja, bardziej ufali bieguno­wi wiary. Maryja znalazła łaskę u Boga. Bóg raduje się Maryją i zwra­ca się do niej z miłością. Przyrzeczenie, jakie anioł przekazuje Maryi, dotyczy także nas. Również w nas Bóg ma swe upodobanie. Lecz my nie odpowiadamy na nie. Ona zdaje się na Bożą łaskę: „Oto ja służeb­nica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego" (Łk 1,38). Ma­ryja czuje się tutaj przedstawicielką ludu Izraela. Gdy Izrael odrzucił Bożą wolę, ona spełni ją w zastępstwie swego ludu. Słowa te dowo­dzą, jakim szacunkiem św. Łukasz darzy Maryję jako kobietę. W od­różnieniu od mężczyzny Zachariasza, Maryja bezwarunkowo zdaje się na słowo Boże i ufa Bogu. Niewiasta staje się reprezentantką całego ludu Izraela. Ponieważ zdaje się na słowo Boże, cały lud dostępuje odkupienia. Wszystko pochodzi od Boga, ale zależy również od ludzi, którzy mogą zdecydować, czy pozwolą Mu działać. Maryja działaniu Bożemu udziela miejsca w swym osobistym życiu. Ma to następstwa dla całej ludzkości.
Scena Zwiastowania przedstawia Maryję jako dziewicę, a przyjście na świat Jezusa opisuje jako narodziny z dziewicy. Egzegeci i teologo­wie łamali sobie głowę nad tą kwestią. Motyw narodzin świętego męża z dziewicy był znany zarówno w kręgach judaizmu, jak i w hellenistycz­nej czy egipskiej tradycji. Już Filon z Antiochii, żydowski filozof, uzna­je narodziny Izaaka za narodziny z dziewicy. I mówi o ekstatycznym zjednoczeniu duszy z Bogiem[3]. W egipskim kulcie solarnym w nocy z 24 na 25 grudnia uroczyście świętowano narodziny Słońca. Wyznaw­cy wołali: „Dziewica porodziła, rośnie światło"[4]. Wierzono, że faraon jest potomkiem boga. Wszystkie te elementy egipskiego kultu solarnego i hellenistycznych wyobrażeń boskiego poczęcia upowszechniły się w judaizmie. Stąd św. Łukasz z jednej strony przetwarza żydowską tradycję, z drugiej zaś - odpowiada na tęsknoty Greków. Jego opowieść o Zwiastowaniu pozwala nam zrozumieć dziewictwo rodzicielki Me­sjasza, Jego wielkość i Boże synostwo, Jego wieczyste panowanie i po­częcie z Ducha Świętego[5]. Tak jak przesilenie zimowe następuje sześć miesięcy po przesileniu letnim, tak Jezus rodzi się sześć miesięcy po narodzinach św. Jana. Z Jego narodzinami słońce Bożej łaski zaczyna jasno świecić pośród chłodu naszego świata. Już św. Łukasz zapocząt­kował dialog między religiami, do którego wzywa wielu współczesnych teologów. Sięgnął do różnorakich nurtów religijnych, by na ich tle ta­jemnicę Jezusa sformułować w taki sposób, ze ludzie wywodzący się z wszelkich kultur religijnych potrafili zrozumieć, czym Bóg obdarzył ich przez swego Syna.
Wymienione motywy mitologiczne św. Łukasz łączy z ludzkim mo­tywem ufnej wiary, jaka uwidacznia się w postawie Maryi. Maryja sta­je się prawzorem i przykładem wiary. Zdaje się na słowa, które słyszy od anioła. Wprawdzie jest zlękniona, ale nie zamyka się, lecz rozmyśla nad sensem jego zapowiedzi. Anioł zwiastuje jej poczęcie syna, które­go nazywa „Synem Najwyższego" (Łk 1,32). W hellenistycznym ju­daizmie mistycznym „Najwyższy" jest popularnym określeniem Boga. Anioł wyjaśnia Maryi, w jaki sposób dojdzie do poczęcia: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego osłoni cię" (Łk 1,35). Sam Duch Święty zapłodni dziewicę. Słowa te nie tylko wyjaśniają narodziny Je­zusa z dziewicy, ale też stanowią metaforę naszego życia. Najcenniej­szy owoc, jaki możemy wydać, ostatecznie nie pochodzi od nas samych, nie powstaje też dzięki spłodzeniu przez drugiego człowieka, lecz rodzi się za sprawą Ducha Świętego. Maryja, wierząca niewiasta, jest tu wzo­rem dla chrześcijanina. Poprzez swego Ducha Świętego Bóg chciałby również w nas stworzyć coś nowego. Nie wolno nam zbyt nisko siebie oceniać. Jak Maryja, powinniśmy zaufać Bogu, że potrafi On z nas i w nas sprawić coś wielkiego. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemoż­liwego" (Łk 1,37). Prawdziwa wiara nie wyznacza Bogu żadnych gra­nic. Bóg wybiera dziewicę Maryję, prostą dziewczynę z Nazaretu, aby możliwe stało się coś, co w tym świecie wydaje się niemożliwe. Wybie­ra także nas, właśnie z naszą słabością i ograniczonością, by poprzez nas spełniać w tym świecie dzieło zbawienia i uzdrawiania. Chrystus chciałby również w nas przybrać postać. Wymaga to jednak, abyśmy jak Maryja powiedzieli: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego".

Spotkanie Maryi i Elżbiety

Zanim Ewangelista opisze narodziny św. Jana i narodziny Jezusa, opowiada piękną historię o spotkaniu Maryi i Elżbiety. Opowieścią tą łączy narodziny św. Jana z narodzinami Jezusa, a zarazem objaśnia nam sens całego wydarzenia. Maryja jest najbardziej błogosławiona ze wszystkich niewiast, gdyż nosi w łonie samego Pana. Historia spot­kania, którą opowiada nam św. Łukasz, ma w sobie coś cudownego. Dwunasto- czy czternastoletnia dziewczyna śpieszy przez góry. Na przebycie całej drogi trzeba było czterech dni. Maryja musiała być już pewną swych sił kobietą, skoro samotnie wybrała się w tak długą drogę. Poruszyło ją doświadczenie Boga, jakie stało się jej udziałem w chwili Zwiastowania. Również Elżbieta doznała poruszenia. Gdy Maryja ją pozdrowiła, niemowlę w łonie Elżbiety nagle podskoczyło. Elżbieta weszła w kontakt ze swą płodnością, z nową istotą, która się w niej rozwijała. I napełnił ją Duch Święty. Stała się prorokinią, któ­ra rozpoznała w Maryi tajemnicę jej macierzyństwa. W tej cudow­nej historii chodzi nie tylko o wydarzenie, które wówczas nastąpiło. Scena ta stanowi prawzór wszelkiego głębokiego spotkania między ludźmi. Każde spotkanie pozwala odkryć w drugim człowieku tajem­nicę Chrystusa. Każdy nosi w sobie Chrystusa. Gdy to rozumiemy, również w nas podskakuje dziecko. Odkrywamy tajemnicę drugiego człowieka. I naszą własną tajemnicę. Wchodzimy w kontakt z dziec­kiem w nas. By takie spotkanie stało się możliwe, musimy - jak Ma­ryja - powstać i wyruszyć w drogę. Musimy stać na własnych nogach, aby dojść do drugiego. I musimy przejść przez góry - przez góry za­hamowań i stereotypów - aby drugiego zobaczyć takim, jaki on rze­czywiście jest.
Elżbieta błogosławi Maryję jako tę, która uwierzyła, „że spełni się obietnica, jaką otrzymała od Pana"[6]. Św. Łukasz jeden jedyny raz w całej swej Ewangelii używa tu słowa teleiosis - „spełnienie". Naro­dziny Jezusa są spełnieniem wszystkich obietnic, które Bóg dał w Sta­rym Testamencie. Skupiają w sobie wszystko, co Bóg przyrzekł czło­wiekowi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama