Dyskutować czy potakiwać?

Czy warto było przez to wszystko przechodzić? Po ludzku Abraham miał mniejsze szanse na liczną rodzinę, niż jego brat. Ale – to już Abraham wiedział – Bóg wie co robi.

Reklama

Codzienność chrześcijanina to nie tylko sprawy ducha. To także zwyczajna troska o zwykłe sprawy: o jedzenie, ubranie, dach nad głową; to zachwyt nad pięknem błękitu nieba i postawienie kołnierza, gdy zacina deszcz. To spotkania z przyjaciółmi, i unikanie tych, którzy chcieliby zaszkodzić. Nie inaczej było w życiu Abrahama. Ale w te zwyczajne sprawy nieraz wkracza Bóg. Tak jak w życie Abrahama.

Takim, jakiego miał

Dzisiejszego czytelnika musi trochę dziwić, dlaczego Abraham pojął za żonę swoją przyrodnią siostrę. Zwłaszcza, że w Starym Testamencie znajdujemy wyraźny zakaz związków małżeńskich między rodzeństwem (Kapłańska 18, 11; Powtórzonego Prawa 27, 22). Abrahama to prawo nie obowiązywało? Ano nie. Nie dlatego, jakoby Abraham był ponad prawem Starego Testamentu. Ale dlatego, że w czasach Abrahama jeszcze go nie było. W tej dość oczywistej konstatacji odnajdujemy dwie, ważne prawdy. Chyba nie chodzi tu o potwierdzenie znanej już skądinąd prawdy, że Bóg wybiera człowieka niezależnie od osobistych zasług. Widać raczej co innego: Bóg nie wymaga rzeczy niemożliwych. Nie odrzuca człowieka, który z powodu nieznajomości prawa uchybi Jego woli. Po drugie fakt ów pozwala nam uświadomić sobie, że Bóg zepsutej grzechem ludzkości nie od razy wrzucił na barki cały ciężar swoich wymagań. Człowiek musiał dopiero do tego dojrzeć; zrozumieć, że Bóg nie stawia wymagań dla zabawy. Bóg ciągle realizuje swój plan, którego celem jest odbudowanie raju. Uwaga ta wydaje się ważna zwłaszcza w kontekście dość częstych pytań o to, dlaczego chrześcijanie częściowo odrzucili pochodzące przecież od Boga prawo mojżeszowe. Ono było jedynie wychowawcą, które przygotowywało na objawienie Bożej woli w całej pełni; na objawienie tego prawa, o którym prorocy mówili, że nie będzie już wypisane na tablicach z kamienia, ale w ludzkich sercach.

Jest jednak z Abrahamem inny problem. Dlaczego znów bał się przyznać – tym razem przed  Abimelekiem – że Sara jest jego żoną?  Czy chodziło o jej piękno? Wtedy była już – wedle dzisiejszych standardów – w dość podeszłym wieku. Nawet gdyby dane o wieku Abrahama i Sary uznać za symboliczne, na pewno nie mogła rodzić dzieci. Co w niej było tak niezwykłego, że najpierw faraon a teraz Abimelek zapragnęli wziąć ją za jedną ze swoich żon? Na pewno nie  bez powodu Abraham bał się przyznać, że jest nie tylko jej przyrodnim bratem, ale nadto mężem. Jaki by to jednak powód nie był, kłamstwo w ustach wybranego przez Boga męża brzmi niepokojąco. Dlaczego nie ujawniał całej prawdy?

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama