Jak rozumieć przestrzeń wiary?

Czy uczniowie Chrystusa uwierzyli, bo sobie wyobrazili, czy dlatego, że ujrzeli i doświadczyli?

Reklama

Postmodernizm atakuje także badaczy Pisma Świętego. Wielu z nich nie próbuje już wnikać w istotę przekazów biblijnych, ale zatrzymuje się na warstwie werbalnej, dowodząc, że wszystko zależy od interpretacji użytych tam słów. Nie ma tam dla nich rzeczywistości historycznej, lecz jedynie rzeczywistość symboliczna, zawarta w słowach. Naturalnie każde badanie naukowe oparte na analizie tekstu musi uwzględniać okoliczności jego powstania, intencje autora, współczesne mu znaczenia słów i symboli. Poza tym jest jednak także logika i umiejętność wyciągania wniosków ze wspomnianych okoliczności.

Egzegeza Starego Testamentu już dawno oddzieliła pisma o charakterze teologicznym czy kosmologicznym, w których użyto języka symbolicznego dla oddania tego, czego nie dało się opisać inaczej w tamtych czasach, od pism mądrościowych (np. Księga Koheleta czy Mądrość Syracha), poetyckich (Pieśń nad pieśniami), prorockich oraz historycznych (Księgi Kronik czy Księgi Machabejskie). Jak jednak traktować cztery Ewangelie? Do niedawna ortodoksja kościelna traktowała je w sposób dosłowny. Współczesne badania prowadzą także do rozróżnienia tego, co symboliczne, od tego, co historyczne. Gdzie jest jednak granica między tymi dwiema interpretacjami? Jeśli godzimy się, że liczby 77 nie należy traktować dosłownie, lecz jako synonim nieskończoności, to czy tak samo mamy traktować wskrzeszenie Łazarza? A co zrobimy z odmiennymi nieco relacjami o wydarzeniach związanych ze zmartwychwstaniem Chrystusa? Tu dochodzimy do punktu krytycznego we współczesnych analizach Nowego Testamentu.

Niektórzy współcześni jego interpretatorzy twierdzą, że przekazy o zmartwychwstaniu są w istocie alegorią, że trudno racjonalnie przyjąć ten fakt, gdyż nikt nie potwierdził go empirycznie. W Ewangeliach też, podkreślają, nie ma relacji o zmartwychwstaniu, lecz o jego skutkach – pustym grobie i ukazywaniu się Zmartwychwstałego. W konsekwencji głosi się teorię o zmartwychwstaniu jako fakcie istniejącym od początku w przestrzeni wiary. Jest faktem, że nikt nie był świadkiem zmartwychwstania, ale czy zapisy ewangeliczne świadczą o takim jedynie przyjęciu tego faktu przez uczniów? To kwestia o kluczowym znaczeniu. Czy Maria Magdalena lub uczniowie spotkali Zmartwychwstałego realnie czy tylko w przestrzeni wiary. To zależy, jak rozumieć tę ostatnią formułę. Jeśli ma ona oznaczać, że do przyjęcia faktu Zmartwychwstania potrzebna była wiara, to można by się z tym zgodzić, lecz jeśli formułę tę rozumiemy jako oparcie wiary na wyobrażeniu doświadczenia, a nie na doświadczeniu, to mamy do czynienia z poważnymi konsekwencjami.

Ludzie współcześni, żyjący 2000 lat po świętym Tomaszu, muszą przyjąć z pokorą słowa Chrystusa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29), ale czy tamci – uczniowie sprzed 2000 lat – uwierzyli, bo sobie wyobrazili, czy uwierzyli, bo ujrzeli i doświadczyli? Jeśli przyjąć tę pierwszą ewentualność, to wszystko staje się niejasne. Może im się zdawało? Może ulegli zbiorowej autosugestii? Może się umówili? Może i inne fakty opisane w Ewangeliach wymagają podobnej reinterpretacji?

Jakie są granice dowolności tych interpretacji? Nie ma tu granicy, o czym świadczą teologowie, którzy odeszli od Kościoła. Żeby w pełni zrozumieć to, o czym mówią Ewangelie, potrzeba wiary. Czy wiara pomaga czy przeszkadza w badaniach naukowych? Odpowiedź jest prosta. Od czasów twierdzenia Kurta Goedla z lat 30. XX wieku przyjmuje się, że każde dowodzenie w nauce, a w naukach społecznych w szczególności, opiera się na przyjętych założeniach i nie może wyjść poza te założenia. Na początku jest więc wiara w słuszność przyjętych założeń i ich weryfikacja.

Jakie mamy możliwości weryfikacji wiary, że Ewangelie przekazały doświadczenie, a nie wyobrażenie? Jest tych możliwości wiele. Po pierwsze należy wziąć pod uwagę szok, jakim było dla uczniów przejście od zwątpienia i rozpaczy Wielkiej Soboty do uwierzenia Niedzieli Zmartwychwstania. Co mogło spowodować ten szok? Czy tylko jakieś wyobrażenie, czy wstrząsające doświadczenie? Po drugie we wstępie do Ewangelii św. Łukasza znajdujemy znamienne słowa: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa.

Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono” (Łk 1,1-4). Ewangelista zauważa różnicę między „sługami słowa” i naocznymi świadkami, opiera się na obydwu, ale podkreśla, że byli i ci drudzy, którzy z „całkowitą pewnością” mogą potwierdzić to, co widzieli. Wstęp ten jakby był adresowany do współczesnych Łukaszowi, ale także do obecnych sceptyków. Po trzecie zakładając, że Ewangeliści zapisali wrażenia, a nie doświadczenia uczniów, jak wytłumaczyć sobie niezachwianą wiarę tej gromadki w większości niepiśmiennych rybaków z Galilei, którzy z uporem stawiali czoła Sanhedrynowi, ryzykując wykluczenie ze wspólnoty Izraela, a potem cierpienie i śmierć?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama