Biada mi, gdybym nie głosił

Ze znajomością Pisma Świętego u katolików bywa krucho. Na progu przeżywanego po raz pierwszy w Kościele diecezjalnym Tygodnia Biblijnego o to, czy słowo objawione rzeczywiście nam się objawia, zapytaliśmy biblistę ks. dr. hab. Janusza Lemańskiego, profesora Uniwersytetu Szczecińskiego.

Reklama

Karolina Pawłowska: Deklarujemy, że wierzymy w słowo objawione, ale czy je znamy?

Ks. prof. dr hab. Janusz Lemański: – Znamy Biblię, ale najczęściej wyrywkowo. Kiedy mówię o jakiejś przypowieści, szybko okazuje się, że wszyscy ją znają i potrafią dopowiedzieć, co było dalej. Ale czy wszyscy ją rozumieją? Odczytanie ilustracji jest proste – jest dobry Samarytanin, który udziela pomocy potrzebującemu, więc naszym bliźnim jest każdy potrzebujący pomocy. To wiemy. Ale za tym stoi pewien kontekst kulturowy, relacje między Żydami a Samarytanami, rozumienie pojęć „bliźni” czy „miłosierdzie” w czasach Jezusa. To są rzeczy, które ze zwykłej lektury nie wynikają. Dopiero gdy wiemy o tym wszystkim, wtedy możemy pojąć, na czym polegało novum Ewangelii. Jezus rzeczywiście dokonywał przewrotu. My też musimy tę nowość Ewangelii wydobywać. Ponieważ Ewangelia wyrasta ze Starego Testamentu, wchodzimy w krąg jeszcze bardziej zaklęty czy niedostępny dla zwykłego śmiertelnika. To kultura zupełnie obca, niezrozumiała. I te treści także trzeba odkrywać, pokazywać, jak lud Boży dojrzewał w swojej wierze.

Czy nie jest to wiedza zastrzeżona dla wąskiego grona „wtajemniczonych”, naukowców i biblistów?

– Na jakimś etapie doszliśmy do wniosku, że zajmujemy się Pismem Świętym, wymieniamy się informacjami, próbujemy przenosić na polski grunt efekty najnowszych badań, najnowszych kierunków, ale na nas się to zatrzymuje. Nie ma dalszej recepcji naszej naukowej pracy. A przecież cały Kościół nastawiony jest na to, by głosić Ewangelię. Święty Paweł mówi: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”. Inicjatywa miała więc na celu zaktywizowanie nas, biblistów. Żebyśmy nie tylko zajmowali się słowem Bożym siedząc na najwyższej półce, ale także żebyśmy dokonywali recepcji, która będzie przekazywana tym, którzy są na pierwszej linii frontu – duszpasterzom, katechetom, animatorom. Oni z kolei będą to aplikować szerszemu gronu wiernych. Chcemy proponować różne materiały, proste w odbiorze. Komentarz naukowy, sensu stricto, jest nawet dla duszpasterzy trudny. W tym trzeba na bieżąco siedzieć, śledzić, pracować. Nam chodzi o dostarczenie prostych narzędzi, to ma być kwintesencja tego, co jest odkrywane, nad czym się pracuje, do tego podana w takiej formie, że będzie można ją przekazywać dalej.

Czy Kościół nie za mało wkłada energii w zachęcanie do czytania i w przybliżanie Pisma Świętego?

– Myślę, że tak. Tydzień Biblijny ma nas właśnie pobudzić i przypomnieć, co my właściwie głosimy. Chodzi o to, żebyśmy sobie przypomnieli, że jesteśmy wspólnotą, która opiera się na Słowie, która żyje Słowem. Ewangelia św. Marka kończy się nakazem: „Idźcie i głoście”. Nie tylko słuchajcie, nie tylko medytujcie, ale idźcie i głoście. Musimy się więc zastanowić nad tym, co i jak głosimy. Wszystkie metody i formy duszpasterstwa powinny być zakorzenione w słowie Bożym. Ignorantia scripturae ignorantia Christi est – nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa, mówił św. Hieronim, co wyraźnie przypomniał nam Sobór Watykański II.

Czy naukowca, który od lat pracuje z tekstem Pisma Świętego, może coś jeszcze zadziwić i zaskoczyć podczas lektury Biblii?

– Cały czas coś mnie zadziwia. Czym innym jest przeczytanie, a czym innym odkrywanie arcyciekawych wątków i kontekstów. Podczas lektury odkrywa się prawdziwe zaskakujące perełki. Księga Izajasza kończy się słowami o kapłanach, lewitach, którzy zostaną wzięci spośród pogan. To tekst, który się zachował, choć musiał być wówczas wręcz obrazoburczy z punktu widzenia tego, jak kształtował się dostęp do kapłaństwa w okresie Drugiej Świątyni. To fascynujące, jak ten tekst się zrodził i co sprawiło, że się zachował. Czy satyryczna etopeja o pijaństwie w Księdze Przysłów, czy Pieśń nad pieśniami, tekst o miłości potężniejszej niż śmierć. Moim zadaniem, jako biblisty, jest właśnie wydobywanie takich perełek i pokazywanie, że one wcale nie tracą na aktualności. Te teksty żyją w nas. Są aktualne. Ludzie pragną takiej lektury, takiego przekazu i takiej łączności ze słowem Bożym. Bo Biblia jest zapisem doświadczenia wiary. Ci ludzie dwa czy trzy tysiące lat temu żyli w innych kontekstach, ale się od nas nie różnili aż tak bardzo. Tak samo borykali się z trudnościami w wierze, tak samo stawiali pytania i szukali rozwiązań.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama