Ani jedna jota...

Zakłopotany perspektywą wieczności, spłoszony wielkością Krzyża... Potulnie żałujący grzechów, których nie dostrzega... Karmiony obietnicami, które za wiel­kie, o które mu nie chodzi... Oto ty, Adamie. Oto ty.

 


Fragment książki "Oto ty Adamie", który zamieszczamy za zgodą Wydawnictwa WAM.


W następstwie spożycia zakazanego owocu zło wnika w świat człowieka, zyskuje w nim swój udział i odtąd człowiek wydany jest na jego zakusy. Tym jednym gestem unicestwił harmonię panującą w nim samym i w jego relacji ze Stwórcą. Zagubiony, przerażony, świadom karygodności swego postęp­ku, gotów jest anulować wszelką relację z Bogiem (Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzają­cego się po ogrodzie (...) skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu), ale Bóg nie zamierza z niej zrezygnować, cho­ciaż radykalnie zmieniona sytuacja nie pozwala na powrót do dawnej bliskości. Aby znowu mogło dojść do Spotkania, a ma dojść, bo taki jest cel stworzenia człowieka, trzeba skorygować plan pierwotny, to znaczy tak przeformułować wzorzec ludz­kiej egzystencji, by naprawić powstałe szkody i usunąć barie­ry, które teraz stają na przeszkodzie Spotkaniu. Jak ta korekta będzie wyglądała, dowiadujemy się z mowy Boga w Rdz 3. Protoewangelia (Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę) jest obietnicą na­prawy szkód, której dokona potomstwo niewiasty, to znaczy ktoś, kto bardziej niż ona (a więc człowiek w ogóle) zakorze­niony jest w świecie ducha i dlatego ma moc, by zwyciężyć węża. Pokonaniem zaś barier, które we wnętrzu człowieka, w jego sferze cielesnej (mężczyzna) i duchowej (niewiasta), powstały w wyniku bogoodstępstwa, musi się zająć on sam. Musi podjąć wysiłek zmiany siebie, innymi słowy: sam musi zapracować na Spotkanie. Musi zachcieć tego Spotkania i pod­jąć odpowiednie decyzje. Odtąd jego egzystencja przestaje być równoznaczna z doglądaniem i uprawą ogrodu wartości - dojrzewanie ze smakowaniem coraz to wyższych, bardziej wysublimowanych stadiów wartości - a staje się określone­go kształtu ewolucją wewnętrzną, z przemianą siebie taką, która te bariery usunie. Duch ludzki „budzić się" i dojrzewać będzie powoli i w uporczywym trudzie, dlatego niewiasta w bólach będzie rodziła dzieci, a dziecko jest w Biblii symbo­lem odrodzenia i przeobrażenia, bytowania na nowy sposób, w odnowionej postaci. Ból niewiasty ma też swą przyczynę w jej niesamodzielności. Istnieje ona tylko wespół z mężczyzną, częstokroć lepiej niż on rozumiejąc, co dla ich związku (tzn. człowieka) jest rzeczywistym dobrem (ku twemu mę­żowi będziesz kierowała swe pragnienia), a przecież nie ma możliwości skutecznego przeciwstawienia się jego decyzjom (on zaś będzie nad tobą panował) i chcąc nie chcąc ponosi ich konsekwencje. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgo­dy, tak że nie czynicie tego, co chcecie (Ga 5,17). Drastycznym przykładem tego panowania jest sytuacja nałogu: czy karciarz albo seksoholik jest w stanie świadomie zabiegać o swój roz­wój duchowy? Odwrotnie, owocne, pozytywnie przeżywane uczestnictwo w świecie „widzialnym", rozumny z nim kontakt i wgląd w rządzące nim prawa, skutkują szczególną mądrością i świadomością nieostateczności rzeczywistości materialnej, ucząc w ten sposób dystansu w stosunku do świata i do siebie, do miotających człowiekiem impulsów - a stąd już blisko do przebudzenia się niewiasty.

Ratując człowieka przed następstwami jego czynu, przed definitywnym zatwierdzeniem wspólnictwa między nim i wężem, Bóg sam wkracza w tę ich dopiero co nawiązaną, groźną relację, nadając wężowi status swego(!) przeciwnika (przeklę­ty) i jednocześnie przekształcając w pewnym sensie statycz­ną formułę ludzkiej egzystencji (z przebywania w ogrodzie wartości i opieki nad jego drzewami, co w najdalszej konse­kwencji prowadziło do kontemplacji i poznania Boga, jakim jest) w dynamiczną więź mężczyzny i niewiasty, której celem jest współbieżny proces przemiany obojga ku Spotkaniu. Smakowanie zostaje więc zastąpione przez o wiele trudniej­sze, niekoniecznie zakończone sukcesem, przeobrażanie sie­bie. Kierunek tego przeobrażania został określony w momen­cie zerwania więzi: skoro ma umożliwić ostateczne spotkanie z Bogiem, musi tak przebiegać, by unicestwić to, co w naturze człowieka teraz mu się przeciwstawia i co, komplementarnie, umożliwia grzech. Marzenie o pełni wolności, przemożny in­stynkt jej obrony ma przedzierzgnąć się w świadomą z niej re­zygnację, bunt przeciwko własnej słabości w mądrą akcepta­cję siebie, potrzeba bezpieczeństwa w ryzyko nielimitowanej ufności...

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja