Refleksja na dziś

Niedziela 7 listopada 2010

Czytania » Oddaję

Jest tyle spraw, w które jesteśmy zaangażowani. Mamy wiele zobowiązań. Ludzi wokół siebie bliższych i dalszych. Domy i rzeczy. I dobrze, że tak jest. Czujemy jednak intuicyjnie, że nic nie jest nasze tak do końca, bezwarunkowo. Bo przecież to, co mam – mogę utracić.

Wiele się może wydarzyć – możemy zachorować i pilne sprawy będą musiały poczekać. Może zabraknąć kogoś z naszych bliskich i będziemy musieli przejąć jego zobowiązania. Wichura albo powódź mogą odebrać nam to, co mamy. Wreszcie – możemy wyrzec się czegoś sami: i naszych zobowiązań, i naszych zaangażowań, nawet naszych relacji.

Ten ostatni przypadek – rezygnacji – wielu ludziom się przydarzył. Słyszymy dzisiaj słowa, które w niektórych sytuacjach nie tylko możemy, lecz nawet powinniśmy uznać za własne: „Od Nieba to otrzymałem, ale dla Jego praw tym gardzę”. To może dotyczyć pracy, większych i mniejszych wyborów, konieczności przeciwstawienia się złu, a nawet rezygnacji z rzeczy dobrych – w imię dobra jeszcze większego. To może dotyczyć także relacji z ludźmi – bo i te mogą nas niszczyć, nie budować.

Czy jednak jesteśmy w stanie, czy chcemy – oddać, wyrzec się, zrezygnować?

 

Czytania mszalne rozważa Katarzyna Solecka

Niedziela, 32. tydzień zwykły

Przeczytaj komentarze | 6 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

0 Łukasz 07.11.2010 23:43
Jednakowoż gdyby okazało się, że Bóg nie stworzył Rzeczywistości, opierając ją na genealogii, wypowiedziałbym mu chyba posłuszeństwo i dziecięctwo, a na pewno podziękowałbym mu za taką Wieczność, w której tylko opiewałbym jego majestat w jakimś stanie zawieszenia, będąc pozbawionym mojej rodziny w sposób formalny i nie mogąc od niej uzyskać większej miłości i większych względów, niż uzyskaliby inni ludzie spoza niej.
1 Łukasz 07.11.2010 23:42

Każdy człowiek potrzebuje ludzi, którzy by w różnym stopniu do niego "należeli" i sam odczuwa potrzebę przynależności do innych, też w różnym stopniu. Ewangelii z dzisiejszego dnia nie należy rozumieć tak, że w Wieczności nie istnieje genealogia, a więc nie ma też małżeństw, raczej tak, że ta obiektywna genealogia nie zawsze jest właściwie reprezentowana w Doczesności w wyniku różnych zawirowań życiowych u ludzi, takich, jak niewłaściwe wybory małżonków, aborcje, celibaty, upośledzenia uniemożliwiające życie małżeńskie itp. Dopiero w Wieczności dowiemy się, kto jest naprawdę naszym małżonkiem, prawdziwym ojcem, matką, szczególnie dotyczy to ludzi z rozbitych rodzin. Każdy człowiek ma współmałżonka, rodziców i dzieci, również ci ludzie, którzy jako pierwsi dostali na Ziemi duszę, a których biologicznymi rodzicami były jeszcze zwierzęta (jacyś tam ludzie pierwotni, którzy żyli ok. milion lat temu), jak i ci, którzy będą żyli jako ostatni, którzy dożyją zagłady Ziemi w wyniku czynników astronomicznych (gdy Słońce zacznie spalać hel w większej ilości).

0 Łukasz 07.11.2010 23:39

Wierzę, że w Wieczności obowiązuje genealogia
nadana przez Boga, że zbory kobiet i mężczyzn są
równoliczne i że każda kobieta ma obiektywnie w
Wieczności męża i każdy mężczyzna ma obiektywnie w Wieczności żonę. Gdyby tak nie było, nie
mielibyśmy również rodziców, dziadków itd. Nie jesteśmy w Doczesności całkowitymi tumanami emocjonalnymi i uważam, że potrzeba wyróżnienia niektórych ludzi spośród innych z punktu widzenia konkretnego człowieka jest obiektywnie istniejącą i jest nierozerwalną częścią konstytucji ludzkiej duszy.

0 natka 07.11.2010 20:21
szczególnie komentarze p.Kasi do mnie "trafiają"... dziękuję!

wszystkie komentarze >

Zobacz

Autopromocja

Reklama