Portret chrześcijanina

Te krótkie, wypływające z treści Ewangelii rozprawki mogą pomóc czytelnikom w refleksji nad naszym chrześcijańskim esse et agere – być i działać. abp Alfons Nossol

 

85. Obawy i pociecha


Pełen jestem pociechy, opływam w radość w każdym ucisku. Kiedyśmy przybyli do Macedonii, nasze ciało nie doznało żadnej ulgi, lecz zewsząd byliśmy dręczeni: zewnątrz walki, wewnątrz obawy. Lecz Pocieszyciel pokornych, Bóg, podniósł i nas na duchu przybyciem Tytusa. Nie tylko zresztą jego przybyciem, ale i pociechą, jakiej doznał wśród was, gdy nam opowiadał o waszej tęsknocie, o waszych łzach, o waszym zabieganiu o mnie, tak że radowałem się jeszcze bardziej (2 Kor 7, 4-7).


Dziwni są ci chrześcijanie. Opływam w radość w każdym ucisku... Kłopoty, tarapaty, trudności – to wszystko raczej smutek powinno powodować. A Paweł opływa w radość. Znamy, choć po części, jego życie. Trudu co niemiara. Przygód – nie tylko tych ciekawych, ale rodzących śmiertelne zagrożenie – wiele. To są owe walki na zewnątrz. Bardziej zaskakuje wyznanie: wewnątrz obawy. Znamy Pawła odważnego, zdecydowanego, umiejącego poradzić sobie w każdej sytuacji, znajdującego zawsze odpowiednie słowo. Czyżby przyznawał się do słabości? Tak, uczyni to zresztą w tym samym liście jeszcze raz (2 Kor 12, 9n). Chrześcijanin, nawet Apostoł, zawsze jest człowiekiem. Słabością są obawy. Słabością bywają wady charakteru, ułomności ducha. Mało tego – chrześcijanin, człowiek wiary, przeżywa załamania wiary i nadziei. Są to obawy, że niebo milczy. Obawy, że może Bóg zbyt daleko. Obawy, że może wszystko jest strasznym urojeniem i pomyłką, a niebo jest puste... Nie wiem, jakie były pawłowe obawy. Ale skoro tak pisze – widzę człowieka z krwi i kości. Człowieka, dla którego nie wszystko było proste i oczywiste. I podziwiam go za to, że nie było po nim tego widać.
Miał Pocieszyciela. Nazywa Go po imieniu: to Bóg go podniósł na duchu. I w tym dostrzegam ważny rys portretu chrześcijanina – mimo słabości żyć ze świadomością obecności Boga przy sobie. Słabość podszeptuje: niebo wysoko, Bóg daleko. Chrześcijańska wiara odpowiada: Bóg stał się jednym z nas! To nie jakaś płytka pociecha z rodzaju „nie przejmuj się, jakoś to będzie”. To pociecha sięgająca samego fundamentu ludzkiego istnienia: Syn Boży stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. To znaczy w chwili krzyża wołać jak Jezus: „Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mt 27, 46). I to znaczy doczekać dnia zmartwychwstania, by powiedzieć: „Pan mój i Bóg mój” (J 21, 28).
Bóg narzędziem swej obecności, swej łaski, swej pociechy czyni innego człowieka. Każdy z nas takim narzędziem może być dla drugich. Każdy z nas tej samej pociechy i pomocy potrzebuje. Człowiek człowiekowi znakiem obecności Boga? A czemuż by nie, skoro Bóg stał się jednym z nas? Taka jest odpowiedź chrześcijanina. Ja tego znaku potrzebuję. A równocześnie: tym znakiem mogę być i ja.

 

Spis treści :.

 

«« | « | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg