Ono kocha porządek natury. Wszak "Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało".
Cuda Jezusowe są, że tak to ujmę, konsekwentne wobec tego, co Bóg Ojciec czyni w naturze. Kiedy szatan kusi Syna Bożego na pustyni, sugerując, by zamienił kamienie w chleb, On odmawia. Bóg nie operuje w ten sposób. Oczywiście mógłby to zrobić, jest Wszechmogący, ale nie jest to Jego sposób działania.
Gdy w Kanie brakuje wina, mógłby je po prostu stworzyć z niczego, przemienić w wino powietrze. Jednakże przemienia w wino wodę. Nie tylko Jezus potrafi zmieniać wodę w wino. Czynią to także winogrona. Po prostu robią to powoli i naturalnie, podczas gdy Chrystus w Kanie czyni to natychmiastowo i w sposób nadprzyrodzony.
Jezus rozmnaża ryby; ale jak zostawić ryby w spokoju na wystarczająco długo, same się rozmnożą. Nie chodzi mi o to, aby w jakikolwiek sposób umniejszać cuda Jezusa, ale wskazać, że wszystko, co czyni w nadprzyrodzony sposób, jest jak gdyby odbiciem tego, co Bóg już dokonuje w porządku natury.
Porównajmy tę organiczną jakość cudów z dziwami, jakie wydarzają się w baśniach (gdzie np. dynia zamienia się w dyliżans). Nie ma w naturze nic, co sprawia, że dynia staje się dyliżansem, tak jak nie ma w naturze niczego, co sprawiłoby, aby kamień zamienił się w chleb.
Takie ‘fałszywe cuda’ brzmią na arbitralne i bezsensowne pogwałcenie praw natury. Diabelska koncepcja cudu drwi z natury; cuda Jezusa ją natomiast gloryfikują.
Dzieje się tak dlatego, ponieważ Wcielone Słowo kocha porządek natury. Wszak "Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało". Zatem, choć Mesjasz wykracza działaniem poza naturę, nigdy nie działa przeciwko niej. To, że tak to ujmę, pozostaje w Rodzinie, jaką jest Trójca Przenajświętsza. I tak samo jest z konsekracją (...).
Ba, nawet centralne Tajemnice naszej Religii – Wcielenie i Zmartwychwstanie – są w jakimś sensie paralelne wobec świata naturalnego. Bóg zstępuje, aby ponownie się wznieść. Schodzi z wyżyn Bytu Absolutnego w czas i przestrzeń, do człowieczeństwa. Ale schodzi, aby powrócić i zabrać ze Sobą cały zrujnowany świat. Widzimy ten wzór na całej ziemi w rozmnażaniu się roślin i zwierząt. Roślina musi się zdegradować do czegoś twardego, małego i śmiertelnego, musi wpaść w ziemię: stamtąd ponownie wznosi się nowe życie. Mistrz Sam nakreślił tę analogię, mówiąc: - Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
Potrafię przemieniać chleb w ciało i wino w krew. Mianowicie jedząc chleb i pijąc wino. Nazywa się to metabolizmem. Spożyty przeze mnie chleb staje się moim ciałem, a zatem mną, wszakże ciałem i duszą jest człowiek. Nie jest on w stanie żyć bez tej przemiany materii – aby żyć, trzeba się odżywiać. Jak pisałem, cuda Syna Bożego nie sprzeciwiają się naturze. Przeistoczenie, do jakiego dochodzi na ołtarzach, jest czymś, co pierwotnie Jezus czynił powoli i naturalnie (jedząc i pijąc), a teraz natychmiastowo i nadnaturalnie (na słowa wypowiedziane przez kapłana). Innymi słowy: Chrystus przemienia hostię w Siebie na ołtarzu w ten sam sposób, w jaki wchłaniał jedzenie i picie w swoje Ciało przy stole podczas ziemskiego życia.
*
O autorze: Michał "Sprytus" Waligóra - katolik, tradycjonalista, autor tekstów poświęconych Wierze, w tym książki 'Dziwujmy się z Maryją. Głębokości Tajemnic Różańcowych'., z której pochodzi powyższy fragment.
