Syn marnotrawny

Znana przypowieść Jezusa o młodzieńcu, który roztrwonił majątek. A kiedy znalazł się w sytuacji bez wyjścia, upokorzony powrócił do ojca, w myśl zasady – „jak trwoga to do Boga”.

Czego uczy nas to opowiadanie? Pokory? Przypomina o bezgranicznym miłosierdziu Boga? Warto zacząć od tego, że tytuł tej przypowieści jest mylący. Nie jest to opowieść o nieroztropnym synu. On jest tłem. Bóg ojciec i Jego miłosierdzie są esencją tej historii.

Łukasz Ewangelista w 15 rozdziale przedstawia historię bogatej rodziny. Zamożny ojciec posiadał wielki majątek, wynajmował licznych pracowników. Zapewne przygotowywał się do przekazania dobytku dzieciom. W tamtych czasach prawem do spadku rządziły silne zasady, zgodnie z prawem Mojżesza. Na przykład syn pierworodny miewał prawo do podwójnej części spadku. Ale ojciec jeszcze żył. A mimo to zgodził się dać młodszemu synowi to, co należało mu się dopiero po śmierci ojca. Obdarzony zaufaniem rodziców, wszystko sprzeniewierzył.

Czy był za młody na tak duże pieniądze? A kiedy stał się bankrutem i zaznał głodu, zgodził się nawet paść świnie za samo jedzenie. Ten fragment jest szczególnie wymowny. Świnia była zwierzęciem nieczystym dla Żydów. Ten fakt dodaje dramaturgii całemu opowiadaniu. A kiedy „przedwczesny dziedzic” nie potrafił wyjść ze ślepego zaułka, zrozumiał jak wielki błąd popełnił.

A ojciec? On oczywiście mu przebaczył, pomimo ogromnego błędu i ogromnej krzywdy wyrządzonej całej rodzinie. Nie okazywał tego aż do momentu, kiedy jego dziecko okazało skruchę i poprosiło o przebaczenie. On nigdy nie zwątpił. Ewangelia podaje, że „gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec”. On ciągle czekał. Nie szukał go, kiedy syn błądził. Na pełne przebaczenie musimy niekiedy poczekać, musimy być gotowi na ten gest. Bóg zawsze daje nam czas, daje nam drugą szansę. I o tym jest przypowieść o Synu Marnotrawnym. Nie o zagubionym w życiu dziecku. Ta przypowieść jest przede wszystkim o Bogu. O Jego ogromnym miłosierdziu. On jest cierpliwy. Przeszłość nie ma znaczenia.

Tak możemy interpretować to opowiadanie w kategoriach religijnych. Ale jest też ludzki aspekt tej historii. Spójrzmy inaczej na relację rodzice – dzieci. Tak jak większość rodziców, ojciec „syna marnotrawnego” kochał go bezgranicznie. Pragnął dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. A przede wszystkim zabezpieczyć jego byt materialny. Dał mu wszystko. Być może zbyt wiele, zbyt wiele w tak młodym wieku.

Chłopak wszedł w posiadanie ogromnego majątku, na który nie musiał ciężko pracować. I co z tym zrobił. Ano to samo co większość młodych ludzi by zrobiło na jego miejscu. Wydał bezmyślnie, nie martwiąc się o przyszłość. Długoterminowa perspektywa była mu obca. Czuł się niezwyciężony. Co będzie jutro? To nie jego problem. Był niedojrzały, stąd jego niedojrzałe decyzje. Całkowicie niegotowy na dar jaki ofiarował mu ojciec. Efekt oczywisty, spodziewany. To, że został bankrutem, to najmniejszy problem. Skrzywdził przede wszystkim tych, którzy go najbardziej kochali.

Czy to znajoma sytuacja w dzisiejszych realiach? Oczywiście, że tak. Zdarzenia takie mają miejsce każdego dnia. Nieraz krzywdzimy kogoś, mając dobre intencje. Dajemy dzieciom prezenty zbyt duże, zbyt wcześnie, bo czujemy się z tym dobrze. Wydaje się nam, że im pomagamy, a okazuje się nieraz, że po prostu ich krzywdzimy. Psychologia człowieka nie jest skomplikowana. Rzeczy otrzymanych za darmo nie szanujemy. Prezentów nie pamiętamy. Zawsze zachowujemy w pamięci czyjeś długi wobec nas, naszą krzywdę. Bezinteresowność, otrzymaną pomoc zapominamy bezzwłocznie. Dlatego warto się zastanowić zanim „pomożemy” dziecku, które takiej pomocy jeszcze nie potrzebuje. I tego także uczy nas przypowieść o synu marnotrawnym.

Andrzej Dańkowski - autor książki KSIĘGI MĄDROŚCI

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg