Nie można z Boga zrobić większej karykatury! Z tego Boga, który wyprowadził z niewoli, stworzono sobie bożka, który jest brutalną siłą i – po prostu – kasą.
Kard. Grzegorz Ryś: Są takie momenty, kiedy trzeba być bliżej Boga, a nie dalej. A być bliżej znaczy właśnie: otwierać słowo, próbować je usłyszeć. Szukać w Piśmie Świętym tego, co jest prawdziwą twarzą Boga, przez Niego objawioną. Bo zły obraz można przełamać tylko dobrym i właściwym obrazem. Biblia mówi, kim Bóg jest – i jeszcze więcej mówi o tym, kim na pewno nie jest. A nie jest On taki, jak w obrazie, który przychodzi od Złego.
Karlol Kleczka: Sytuacja Hioba jest ciekawa także dlatego, że pokazuje coś, co często stanowi przedmiot zarzutu: dwoistość Boga Starego i Nowego Testamentu…
Ja jej nie widzę.
Niedawno czytałem fragment z Księgi Wyjścia (Wj 32) o złotym cielcu. Wcześniej przeoczyłem moment, w którym już po zejściu z góry Synaj, strzaskaniu tablic i cielca Mojżesz bierze lewitów i każe im zabijać – nie wszystkich Izraelitów, ale chyba kilka tysięcy buntowników. Co mam z takiego Boga zrozumieć?
To nie jest jedyne, co Mojżesz tam robi. Zauważmy, że właśnie nie zabija wszystkich. Owszem, ma taką pokusę i przeżywa ją na modlitwie z Panem Bogiem – jakby słyszał Boga mówiącego: „Wybijemy ich wszystkich, a z ciebie wyprowadzę nowy lud, bo ty jesteś bez grzechu”.
Mojżesz tej pokusie nie ulega. Pokazuje siebie jako członka tego narodu: „Jeśli już – to i mnie wymaż z Twojej księgi”. Jest to więc przejaw wielkiej solidarności Mojżesza z jego ludem, który okazał się dramatycznie grzeszny, bo zrobił z Boga karykaturę. Z tego Boga, który wyprowadził go z niewoli, stworzył sobie bożka, który jest brutalną siłą i – po prostu – kasą.
Złoty byk: nie można z Boga zrobić większej karykatury! Dlatego dla ludzi, którzy się tego dopuścili, przewidziana jest kara śmierci. Tylko że nie powinniśmy tego czytać jako objawienia, że za bałwochwalstwo trzeba karać śmiercią. Objawione jest w tym tekście raczej to, że bałwochwalstwo wprowadza śmierć w życie człowieka. Ono człowieka zabija.
W Biblii bałwochwalstwo stanowi istotę niewiary, nie może być więc traktowane jako jeden z możliwych wyborów w życiu: wiara – dobrze, niewiara – też dobrze. Nie na tym etapie tworzenia ludu Boga w dziejach. Potrzeba pewnie, aby upłynęło wiele czasu, aż temu wszystkiemu zostanie nadana inna interpretacja – w Jezusie Chrystusie.
Gdybym miał porównywać Stary i Nowy Testament, to użyłbym tej zasady, że Stary się w Nowym wypełnia, a Nowy się w Starym rozjaśnia. Dlatego mamy dwie istotne zasady w czytaniu Biblii, zwłaszcza Starego Testamentu. Pierwsza: czytać w kontekście, bo dopiero w takim przypadku mogę dojść do tego, jaka jest myśl autora natchnionego i co stanowi ostatecznie wyrażoną w tym tekście prawdę o Bogu i o człowieku. Druga zasada jest chrześcijańska: czytam tekst Starego Testamentu jako taki, który wypełnia się w osobie Jezusa Chrystusa – i wtedy też wiem, o co w nim ostatecznie chodzi.
Wówczas pewnie to napięcie znika.
*
Powyższy tekst jest fragmentem rozmowy opublikowanej w książce "Nie tracą nadziei". Kard. Grzegorz Ryś w rozmowie z Karolem Kleczką. Wydawnictwo ZNAK
