Ewangelia dzieciństwa

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 51-52/2011 |

publikacja 22.12.2011 00:15

Dlaczego w Ewangelii św. Marka nie ma ani słowa o narodzinach Jezusa? Święci Łukasz i Mateusz opowiadają tę historię w odmienny sposób. Św. Jan pisze tylko o Słowie, które stało się ciałem. Jak to wszystko pogodzić?

Ewangelia dzieciństwa pitts theology library „A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2,12)

Nie trzeba bać się stawiania tych i podobnych pytań. Cóż to byłaby za wiara, gdyby lękała się konfrontacji z krytyką lub wątpliwościami! Bibliści, historycy, teologowie od lat mocują się z wieloma pytaniami. Tak zwana Ewangelia dzieciństwa, czyli dwa pierwsze rozdziały Łukasza i Mateusza, należy do najtrudniejszych fragmentów Nowego Testamentu. Niektórzy uczeni twierdzą, że Ewangelia dzieciństwa nie przedstawia żadnej wartości historycznej, a jest tylko chrześcijańską legendą. Inni przeciwnie, traktują ewangeliczne opowiadania o narodzinach Jezusa całkiem dosłownie, jak kronikę historyczną. Obie te interpretacje należy odrzucić jako skrajne. Jaka jest więc prawda?

Fakt plus interpretacja

Przypomnijmy, że Ewangelie generalnie nie są ani tworem wyobraźni religijnej pierwszych chrześcijan, ani kroniką historyczną. Ewangelie są swoistym gatunkiem literackim. Jak podkreśla biblista ks. Józef Kudasiewicz, Ewangelie to „fakt plus interpretacja”. Fakt, czyli Jezus, Jego słowa i czyny, oraz interpretacja, pochodząca od apostołów i ewangelistów. Między historycznym życiem Jezusa a odbiorcami Ewangelii pojawiły się dwie instancje pośredniczące. Wspomina o tym św. Łukasz w prologu do swojej Ewangelii: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały wśród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa” (1,1-2). Mowa tu jest o bezpośrednich świadkach działających we wspólnocie („wśród nas”). Dalej czytamy: „Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu” (1,3). Druga instancja to ewangelista – redaktor tekstu. Wydarzenie Jezusa jest więc interpretowane przez apostołów i pierwotną wspólnotę oraz ewangelistów – redaktorów.

Pierwsi świadkowie słów i czynów Jezusa nie relacjonowali ich po kronikarsku. Najstarsze przekazy o Jezusie były głoszeniem wiary, przepowiadaniem, kazaniem. Poza tym na Jezusa uczniowie spoglądali z perspektywy dramatycznych wydarzeń śmierci i zmartwychwstania, które stały się kluczem do Jego życia. Również na narodzenie Jezusa spoglądano w świetle Jego Paschy. Pierwsi świadkowie nie dbali o detale historyczne, o chronologię wydarzeń czy kontekst słów. Ważne było przekazanie życiowych wniosków, które płynęły z opowieści o Jezusie.

Apostołowie nie byli historykami, ale głosicielami Dobrej Nowiny: w Jezusie z Nazaretu przemówił do nas Bóg, objawił siebie, w Jezusie jest nasze zbawienie. W momencie, w którym zaczęto utrwalać ten pierwotny przekaz na piśmie, istotną rolę zaczynają odgrywać ewangeliści, którzy z cząstkowych świadectw (ustnych lub pisemnych) komponują spójną opowieść. Każdy z nich zachowuje swój odrębny styl, ma swoje źródła, cel i adresatów. Dlatego każda z Ewangelii oświetla inny aspekt tej samej tajemnicy.

To, że ewangeliści zaznaczyli własny styl w swoich opowieściach, nie oznacza bynajmniej, że traktowali materiał, którym dysponowali, w sposób dowolny. Ewangelie powstawały we wspólnocie wiary, która czuwała nad autentycznością przekazu. Były one w pewnym sensie urzędowym, potwierdzonym przez Kościół świadectwem o Jezusie z Nazaretu, zbawicielu świata. Proces formowania się tekstu Ewangelii zakończył się ok. 70 lat po śmierci Jezusa, czyli wraz ze śmiercią ostatnich żyjących świadków. Poza tym pierwsi chrześcijanie byli Żydami, a w judaizmie szacunek dla tradycji, dla wiernego przekazywania słowa Bożego, czy to w formie pisemnej czy ustnej, był czymś świętym, nienaruszalnym.

 

Dzieciństwo z perspektywy Paschy

Ewangelia dzieciństwa należy do tych fragmentów, które powstały najpóźniej. Ewangelia św. Marka (najstarsza, powstała przed 70 r.) w ogóle pomija okoliczności narodzenia i dzieciństwo Jezusa. Może się to wydawać szokujące, ale pamiętajmy, że dla pierwszych uczniów czymś najważniejszym były krzyż i zmartwychwstanie, a w następnej kolejności czyny i słowa Jezusa. Zainteresowanie dzieciństwem pojawiło się później. To całkiem zrozumiałe. Pomyślmy na przykład o bł. Janie Pawle II. Gdyby ktoś zapytał, kim był, zaczęlibyśmy od tego, że wybitnym papieżem, który wiele zrobił dla Kościoła i świata. Na jego dzieciństwo w Wadowicach zawsze będziemy patrzyli z perspektywy tego, że mały Karolek to przyszły papież i dlatego już wtedy… i tu mogą pojawiać się opowieści, w których historia będzie mieszała się z naszą interpretacją. Często bywa i tak, że o dzieciństwie wielkich ludzi wiemy niewiele.

Mateusz i Łukasz mieli do czynienia z taką właśnie sytuacją. Skąd czerpali informacje o dzieciństwie Jezusa? Od Józefa? Od Maryi? Nie można tego wykluczyć. Maryja była obecna wśród uczniów zebranych w Wieczerniku po zmartwychwstaniu. Łukasz konstruuje swoją opowieść o dzieciństwie Jezusa właśnie z Jej perspektywy. Mateusz jako główną postać swojej wersji przedstawia Józefa. Ale Józef w chwili, gdy Jezus rozpoczynał swoją publiczną działalność, najprawdopodobniej już nie żył. Mateusz więc raczej nie mógł czerpać wiadomości od Józefa.

Nie jesteśmy w stanie stwierdzić z całkowitą pewnością, które elementy Ewangelii dzieciństwa są ścisłą prawdą historyczną, a które pełnią rolę teologiczną. Ewangelie powstały w środowisku żydowskim, a żydowska tradycja posługiwała się często midraszem, czyli opowiadaniem, które rozwijało pewne wątki Starego Testamentu. Rabini łączyli swobodnie pewne historyczne wydarzenia z fikcją. Ważny był tu sens, przesłanie, a nie historyczność wszystkich szczegółów. Ewangelia dzieciństwa nie jest w ścisłym sensie midraszem, ale w jej kompozycji widać ślady tej judaistycznej techniki interpretacji. Nawiasem mówiąc, księża dzisiaj, świadomie lub nie, układają czasem midrasze na ambonie, dopowiadając wiele szczegółów, których nie ma w tekście Ewangelii. Historia narodzenia jest bardzo wdzięcznym tematem dla tego typu zabiegów. Dlatego słyszymy o osiołku, na którym Święta Rodzina uciekała do Egiptu, a o którym nie ma słowa w Ewangelii. Sporo gromów wciąż spada w homiliach na niegościnnych mieszkańców Betlejem, a Łukasz pisze tylko: „nie było dla nich miejsca w gospodzie”.

Ile jest historii w Ewangelii dzieciństwa?

Jakie są podstawowe fakty historyczne w Ewangelii dzieciństwa? Nie da się odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Dlaczego? Bo nie dysponujemy innymi źródłami historycznymi poza samą Ewangelią. Jakiż starożytny kronikarz interesowałby się urodzinami dziecka biedaków w zapadłej rzymskiej prowincji? Nie potrafimy z przekazu ewangelicznego wypreparować gołego historycznego faktu oddzielonego od teologii (interpretacji). Ta trudność wynika z fundamentalnego paradoksu naszej wiary. Otóż Jezus z Nazaretu był autentycznym człowiekiem. Bezsprzecznie miał więc ludzką historię (także dzieciństwo), choć nie potrafimy jej precyzyjnie odtworzyć. Ale w losie tego konkretnego człowieka objawiła się nadprzyrodzona tajemnica. Dziecko narodzone w Betlejem nie było tylko ludzkim synem Maryi, ale i Synem Boga. Ten paradoks stanowi sedno chrześcijaństwa. I tej tajemnicy nie da się do końca zracjonalizować, zamknąć w pojęcia. Można ją adorować albo wyśmiać.

W świątecznej świeckiej prasie pojawiają często teksty różnych niewierzących mędrców, którzy udowadniają, że „prawdziwy”, „historyczny” Jezus był tylko zwykłym człowiekiem, którego chrześcijanie ubrali później w pobożną legendę o wcielonym Bogu. Skąd to wiedzą? Przecież nie wiedzieliby niczego o Jezusie, gdyby nie świadectwo Nowego Testamentu. Próby rekonstrukcji historycznego Jezusa po odrzuceniu wiary prowadzą do wykreowania sztucznych i często sprzecznych ze sobą Jego wizerunków, utkanych z dowolnie wybranych biblijnych cytatów (Jezus jako rewolucjonista, żydowski reformator, łagodny moralista, głosiciel absolutnej wolności). Jak zauważył celnie Benedykt XVI, to jednak bardziej fotografie ich autorów i ich własnych ideałów niż prawdziwa ikona.

Musimy zgodzić się z tym, że dostajemy w Ewangelii nieostry historycznie obraz dzieciństwa Jezusa (nie znamy nawet dokładnej daty Jego urodzin). Musimy też jednak cały czas pamiętać, że mamy do czynienia z konkretną ludzką historią, w całej prozie życia. Prawda o pełnym człowieczeństwie Jezusa nie może nam się zagubić w sielsko-anielskich wizjach betlejemskiej stajni.

Ewangelie przekazują nam dwie różne wersje dzieciństwa Jezusa. Nie da się ich zharmonizować w jedną spójną opowieść. Fundamentalną prawdą obu przekazów jest przekonanie, że na świat przychodzi Mesjasz. Obaj ewangeliści starają się więc wykazać powiązanie narodzin Jezusa z zapowiedziami Starego Testamentu (widać to zwłaszcza u Mateusza) oraz pokazują, że już od początku Jezus był tym, kogo ludzie znacznie później w Nim rozpoznali (Synem Boga).

Bibliści zwracają uwagę, że choć Mateusz i Łukasz nie znali nawzajem swoich opowieści, to jednak mają one wiele elementów wspólnych. Obaj ewangeliści musieli prawdopodobnie odwoływać się do jakiegoś starszego przekazu. Wyliczmy wydarzenia opisywane przez obie Ewangelie: 1) zaślubiny Maryi z Józefem (Mt 1,18; Łk 1,27); 2) pochodzenie Józefa z rodu Dawida (Mt 1,16.20, Łk 1,27.32; 2,4); 3) zwiastowanie narodzin dziecka (Mateusz opisuje to od strony Józefa – 1,20-23; Łukasz z perspektywy Maryi – 1,30-35); 4) poczęcie bez udziału mężczyzny (Mt 1,20.23,25; Łk 1,34); 5) poczęcie przez działanie Ducha Świętego (Mt 1,18.20; Łk 1,35); 6) objawienie imienia Jezus (Mt 1,21; Łk 1,31); 7) ogłoszenie przez anioła, że Jezus będzie Zbawicielem (Mt 1,21; Łk 2,11); 8) narodziny Jezusa przez Maryję w obecności Józefa (Mt 1,24-25; Łk 2,5-6); 9) Betlejem – miejsce narodzin Jezusa (Mt 2,1; Łk 2,4-6); 10) narodziny za panowania Heroda Wielkiego (Mt 2,1; Łk1,5);
11) wychowywanie Jezusa w Nazarecie (Mt 2,23; Łk 2,39).

Poza tymi elementami Mateuszowa wersja odbiega od Łukaszowej. Wynika to z różnych redakcyjnych założeń obu Ewangelii, ale także z czegoś bardziej oczywistego. Kiedy dwóch świadków jednego wydarzenia, np. wypadku, opowiada o nim, to zawsze są między nimi różnice. A cóż dopiero, gdy dwóch ludzi ma odtworzyć wydarzenia sprzed 80 lat. Nie powinno więc nas dziwić, że tyle szczegółów różni obie wersje Ewangelii dzieciństwa, ale raczej to, że tak wiele elementów się pokrywa.

Znak Niemowlęcia w żłobie

Jakie jest teologiczne przesłanie Ewangelii dzieciństwa? W sercu opowieści obu ewangelistów jest nowo narodzone dziecko, które matka owinęła w pieluszki i złożyła w żłobie. Łukasz celowo umieszcza historię narodzenia Jezusa w kontekście wydarzeń znanych z powszechnej historii. Wspomina Cezara Augusta, którego otaczano boską czcią i sławiono jako tego, który przyniósł pokój Imperium Rzymskiemu. Znane są starożytne inskrypcje sławiące Augusta jako „zbawiciela całego świata”. Od dnia jego narodzin (23 września) liczono w Rzymie nowy rok. Łukasz chce nam więc powiedzieć, że prawdziwy pokój przynosi światu Jezus, a nie cesarz czy jakikolwiek inny ziemski władca. Urodziny godne boskiej czci i będące prawdziwym nowym początkiem miały miejsce nie w Rzymie, ale w Betlejem, nie w pałacu, lecz w stajni.

Pasterze reprezentują ludzi ubogich i grzesznych. Oni pierwsi oddają pokłon Jezusowi. Jak podkreśla ks. Kudasiewicz, szokujące jest to, że „chwała Pana zewsząd oświeciła pasterzy”, a nie Pana i Zbawiciela, który owinięty w pieluszki leży w żłobie. Aniołowie nazywają Niemowlę w żłobie znakiem („A to będzie znakiem dla was”). To ważne słowo. Znakiem jest dziecko urodzone w biedzie. Nie widać w nim żadnych oznak chwały Boga, Jego potęgi czy majestatu. Chwała Boża oświeca natomiast tych, którzy słyszą Dobrą Nowinę o tym dziecku, którzy rozumieją, co oznacza ów znak, którzy dowiadują się, że to Niemowlę jest Zbawicielem, Mesjaszem i Panem. U Mateusza znajdujemy analogiczną historię o gwieździe prowadzącej mędrców (magów) do Betlejem. Sednem jest tutaj to samo: pasterze i mędrcy symbolizują ludzi, którzy dobrze odczytują znak: widzą w Jezusie Zbawiciela świata.

Owinięcie w pieluszki można odczytywać jako zapowiedź owinięcia martwego ciała Jezusa przed złożeniem w grobie. Ikonografia chrześcijańska już od pierwszych wieków przedstawiała żłób na kształt małego grobu i ciało Jezusa owinięte w sposób przypominający mumię przygotowaną do pogrzebu. Mesjasz stał się uczestnikiem naszego losu od kołyski aż po grób. Jego droga na krzyż zaczęła się już w Betlejem. Jezus doświadcza od dziecka odrzucenia, niezrozumienia. Tę samą prawdę pokazuje Mateusz w opowiadaniu o rzezi niewiniątek i ucieczce do Egiptu. Syn Boży jest kruchym, słabym, śmiertelnym człowiekiem. Dzieli los ubogich, emigrantów, prześladowanych, bezdomnych, po to, aby ich wszystkich otoczyć Bożą chwałą, ocalić od rozpaczy, zbawić.

A co z czwartą Ewangelią? Św. Jan znał teksty pozostałych trzech Ewangelii (tzw. synoptycznych). Nie chciał powtarzać tego, co już zostało powiedziane. Posługując się starochrześcijańskim hymnem, św. Jan kontempluje tę samą tajemnicę Wcielenia. Mateusz i Łukasz opowiadają o ziemskiej historii Jezusa, w której dostrzegają ukrytego Boga. Można powiedzieć, że patrzą z dołu do góry. Św. Jan odwrotnie, spogląda jakby z lotu ptaka, z góry na dół. Pokazuje Boga zstępującego na ziemię w ludzkim życiu Jezusa. Tajemnica Boga sięga tak daleko, aż do stajenki, do krwi i ciała człowieka. Sięga tego konkretnego człowieka – Jezusa, a dzięki Niemu do każdego człowieka. Do mnie.