Wierzyć to znaczy...

Andrzej Macura

dodane 03.10.2013 19:59

Garść uwag do czytań na XXVII niedzielę zwykłą roku C z cyklu „Biblijne konteksty”.

Wierzyć to znaczy... Uwierz, powiedz Bogu "tak". A wtedy przez kolejne znaki których doświadczasz Twoja wiara będzie ciągle rosła

Łatwo powiedzieć: „ślubuję ci miłość”. Wiadomo, codzienność domaga się realizowania owego ślubu w bardzo różny sposób i w wielu różnych okolicznościach. Podobnie jest z wiarą w Boga i Jego Syna. Nie tylko wymaga ona ułożenia życia wedle przykazania miłości. Wierzyć znaczy też ułożyć jakoś swoje relacje z Bogiem. Wierzący, podobnie jak kochający mąż, żona, ojciec czy matka, musi wypowiadać Bogu swoje „tak” w bardzo różnych, czasem trudnych okolicznościach. Wokół tej prawdy koncentrują się czytania XXVII niedzieli zwykłej.

1. Kontekst pierwszego czytania Ha 1,2-3;2,2-4

Jak długo, Panie, mam wzywać pomocy – a Ty nie wysłuchujesz? Wołam do Ciebie: Na pomoc! – a Ty nie wysłuchujesz. Dlaczego ukazujesz mi niegodziwość i przyglądasz się nieszczęściu? Oto ucisk i przemoc przede mną, powstają spory, wybuchają waśnie.

I odpowiedział Pan tymi słowami: «Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności».

Czytanie to, choć składa się z dwóch różnych części krótkiej księgi Habakuka, zasadniczo dobrze oddaje istotę dylematów tego proroka. Żył on w czasach znacznie bardziej znanego proroka Jeremiasza. Tak jak on widział niegodziwości popełniane przez Lud Wybrany (wtedy już tylko Królestwo południowe, Judę, bo północne, Izrael, już przestało istnieć). Był też świadom nadciągającej na Judę zagłady i być może nawet jej świadkiem. W księdze pada skierowane do Boga dramatyczne pytanie: dlaczego toleruje On ludzkie niegodziwości? A gdy Bóg odpowiada, że niebawem nieprawości Judy zostaną ukarane, zadaje pytanie jeszcze trudniejsze: dlaczego sprawiedliwym biczem Bożym na nieprawości Judy stał się naród naruszający zasady sprawiedliwości w znacznie większym stopniu?

Trzeba przyznać, pytanie ciągle aktualne. Zwłaszcza od czasów wojen światowych i obozów śmierci. Odpowiedź jaką słyszy prorok odnośnie do jego konkretnej sytuacji uspokaja go i rodzi ufność: Bóg wymierzy sprawiedliwość wszystkim, bez wyjątku. Dlatego śpiewa też:

Drzewo figowe wprawdzie nie rozwija pąków,
nie dają plonu winnice,
zawiódł owoc oliwek,
a pola nie dają żywności,
choć trzody owiec znikają z owczarni
i nie ma wołów w zagrodach.
Ja mimo to w Panu będę się radować,
weselić się będę w Bogu, moim Zbawicielu.
Pan Bóg - moja siła,
uczyni nogi moje podobne jelenim,
wprowadzi mnie na wyżyny.

Wymowa czytanych tej niedzieli fragmentów jest w tym kontekście jasna. Pierwsza część to dylematy proroka dotyczące bezczynności Boga wobec dziejących się w ludzie Bożym krzywd, nieprawości, zła, ucisku, przemocy, sporów i waśni (tak wyraża się o tym co dzieje się w Judzie sam Habakuk). Druga to odpowiedź Boga: dopuszczających się zła spotka kara. Choć dotknie ona cały naród, to jednak Bóg ocali z tego nieszczęścia sprawiedliwych.

Trudno oczywiście dziś wyrokować, że w najeździe Chaldejczyków (Babilończyków) na Judę ucierpieli jedynie ludzie nieprawi. Ważne jest jednak, że Bóg rękami Babilończyków wcale nie wyniszczył całego Izraela. Jak to wiemy choćby z ksiąg Ezdrasza i Nehemiasza, Bóg po siedemdziesięciu latach pozwolił „Reszcie Izraela” powrócić z wygnania. Pozwolił wrócić tym, którzy mimo pokus zachowali w swoim sercu przywiązanie do Niego.

Czego uczy ta historia? Zaufania do Boga. W obliczu różnych ludzkich nieprawości może się wydawać, że Bóg milczy. Może się wydawać, że lekceważąco toleruje niesprawiedliwość. To jednak nieprawda. „ Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie”. Bóg ma swoje plany i niekoniecznie reaguje natychmiast. Ale zareaguje na pewno.

2. Kontekst drugiego czytania 2 Tm 1,6-8.13-14

Drugi list św. Pawła do Tymoteusza nazywa się czasem testamentem Apostoła. W przepełnionym… smutkiem zaprawionym goryczą, ale i wiarą w ostateczne zwycięstwo liście, świadom zbliżającego się końca swojego życia Apostoł udziela ostatnich pouczeń swojemu uczniowi. A przez niego całemu Kościołowi.

Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą!

Zdrowe zasady, które posłyszałeś ode mnie, zachowaj jako wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie. Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka.

Tekst tego czytania  jest jasny i chyba nie wymagałby specjalnych wyjaśnień, gdyby nie… No właśnie.

„Rozpal w sobie na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk” to zachęta do rozpalenie na nowo gorliwości kapłańskiej. Równie jasne są wezwania do tego, by Tymoteusz nie wstydził się ani Pawła ani Jezusa. Rodzi się jednak pytanie co to za „zdrowe zasady”, które Tymoteusz usłyszał od Pawła? Co to za „dobry depozyt”, którego Tymoteusz ma strzec z pomocą Ducha Świętego, który dał chrześcijanom ducha „mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Wymagałaby analizy pod tym kątem wszystkich pism Pawła, z Dziejami Apostolskimi na dodatek. A i to mogłoby nie dać wyczerpującej odpowiedzi na pytanie. Bo przecież Paweł niekoniecznie wszystkie owe „zdrowe zasady” stanowiące „dobry depozyt” jakoś spisał. Tymoteusz znał je ze spotkań z Pawłem, z przykładu jego wiary, z rozmów z nim, ze słuchania jego nauczania.

Nie jesteśmy jednak zdani na tak mozolne poszukiwania. Pewien szkic tej odpowiedzi odnajduje uważny czytelnik w liście, z którego pochodzi czytany tej niedzieli fragment. Konkretnie w opuszczonych w czytaniu wierszach 9-12. Przytoczmy je.             

„On (Bóg) nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię,  której głosicielem, apostołem i nauczycielem ja zostałem ustanowiony. Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu uwierzyłem, i pewien jestem, że mocen jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia”.

W tym kontekście owe „zdrowe zasady” i „dobry depozyt” to uznanie, że człowiek jest zbawiony nie przez wypełnianie jakichś uczynków, ale przez wiarę w Jezusa Chrystusa. On jest tym, który zmartwychwstając oferuje człowiekowi nowe, wieczne, nieśmiertelne życie.

Rzeczywiście, temat zbawienia przez wiarę jest jednym z głównych wątków nauczania św. Pawła. A realności zmartwychwstania poświęca spory fragment swojego pierwszego listu do Koryntian. Widać w czasach apostolskich to, co dziś wydaje nam się jasne i oczywiste, wcale takim nie było. Prawdy te musiały torować sobie drogę wśród wielu innych koncepcji. Zresztą…

Przecież i dziś do całkiem sporej części chrześcijan nie bardzo dociera, że wierzymy w zmartwychwstanie ciał; że w niebie będziemy nie tylko z naszymi nieśmiertelnymi duszami, ale także z naszymi odnowionymi w zmartwychwstaniu ciałami. Całkiem też sporo nieporozumień rodzi kwestia zbawienia przez wiarę. Gdy zapomina się, że jest ona powiedzeniem Bogu „tak” całym swoim życiem, a nie tylko intelektem, rodzi się pokusa lekceważenia potrzeby dobrego i świętego życia. Gdy zbytnio akcentuje się rolę dobrych czynów rodzi się pokusa traktowanie zbawienia jako czegoś, co się dobremu człowiekowi należy. Ta ostatnia sprawa jest zresztą poruszona też w Ewangelii tej niedzieli.

To wszystko? To są owe „zdrowe zasady”, „dobry depozyt”, o których pisze święty Paweł? W drugim liście Pawła do Tymoteusza można znaleźć i inne wskazania, które zdają się dobrze wyjaśniać naszą zagadkę.

Na przykład gdy Paweł pisze (2, 15-18):

„Dołóż starania, byś sam stanął przed Bogiem jako godny uznania pracownik, który nie przynosi wstydu, trzymając się prostej linii prawdy. Unikaj zaś światowej gadaniny; albowiem uprawiający ją coraz bardziej będą się zbliżać ku bezbożności, a ich nauka jak gangrena będzie się szerzyć wokoło. Do nich należą Hymenajos i Filetos, którzy odpadli od prawdy, mówiąc, że zmartwychwstanie już nastąpiło, i wywracają wiarę niektórych (…)”.

Parę wierszy zaś później czytamy (2, 22-26):

„Uciekaj zaś przed młodzieńczymi pożądaniami, a zabiegaj o sprawiedliwość, wiarę, miłość, pokój - wraz z tymi, którzy wzywają Pana czystym sercem. Unikaj natomiast głupich i niedouczonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. A sługa Pana nie powinien się wdawać w kłótnie, ale [ma] być łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, zrównoważonym. Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy  i może oprzytomnieją i wyrwą się z sideł diabła, żywcem schwytani przez niego, zdani na wolę tamtego” (…).

Zwłaszcza rada jak odnosić się do wrogo usposobionych wręcz uderza w polskich realiach swoja aktualnością…

I dalej (3, 1-7):

„A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń. Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju, takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy”.

A co ma robić Tymoteusz? (3, 10-14)

„Ty natomiast poszedłeś śladem mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości,  prześladowań, cierpień, jakie mnie spotkały w Antiochii, w Ikonium, w Listrze. Jakież to prześladowania zniosłem - a ze wszystkich wyrwał mnie Pan! I wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania. Tymczasem ludzie źli i zwodziciele będą się dalej posuwać ku temu, co gorsze, błądząc i [innych] w błąd wprowadzając. Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci powierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś”.

Pomijając już rady Pawła smutny to obraz Kościoła…

3. Kontekst Ewangelii Łk 17,5-10

Ogólny schemat struktury Ewangelii Łukasza jest dość jasny. Czytany tej niedzieli fragment pochodzi z części, gdy Jezus zmierzając do Jerozolimy uświadamia swoim uczniom, że pójść za Nim znaczy też przyjąć na siebie trudne zobowiązania (9,51-19,27). Trudniej gdy chodzi o szczegóły. Nie ma to jednak jakiegoś znaczącego wpływu na rozumienie czytanych pouczeń.

(Uwaga, fragment tylko dla fascynatów, reszta się zanudzi. Im proponuję ominąć ten akapit)

Zamysł autora wyrażony przez dobór tych czy innych pouczeń Jezusa jest w tym miejscu (17 rozdziale Ewangelii) na tyle niejasny, że w jednym z polskich wydań NT zatytułowano je wspólnie „Różne pouczenia”. Ale i podział porządkujący tę część tekstu dzieła Łukasza nie wydaje się zbyt szczęśliwy. Ze względów chyba czysto literackich czytaną tej niedzieli perykopę zalicza do jednej sekcji, a już następującą bezpośrednio po niej opowieść o dziesięciu trędowatych do kolejnej. Gdy jednak przyjrzeć się tematyce tej części Ewangelii wydaje się, że można tu dostrzec inną prawidłowość. Czytany tej niedzieli fragment (od tego czytanego poprzedniej niedzieli dzieli go jeszcze pouczenie o wadze zgorszeń i o przebaczeniu) rozpoczyna cykl wypowiedzi Jezusa poruszających temat wiary. Dokładniej: wiary rozumianej jako budowanie relacji z Bogiem, stosunku do Jego obietnic  czy konieczności poświęcenia dla niej swojego „normalnego” życia. To najpierw opowieść o dziesięciu trędowatych, z których tylko jeden, Samarytanin, wrócił podziękować. Dalej znajduje się pouczenie o obecności królestwa Bożego już tu i teraz pośród ludzi, następnie mowa jest o powtórnym przyjściu Jezusa. To jeszcze w rozdziale 17. A w kolejnym na początku o modlitwie: wytrwałej wdowie proszącej sędziego, o modlitwie faryzeusza i celnika, a dalej o stosunku do dzieci (pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie), o wierze porzucającej dla Chrystusa wszystko inne (rozmowa z bogaczem).

W każdym razie przyjrzenie się kontekstowi czytanej tej niedzieli perykopy potwierdza oczywistość: to Ewangelia o wierze; wierze rozumianej jako dynamiczna relacja z Bogiem.

4. Warto zauważyć

Od Habakuka uczymy się, że wiara to zaufanie od Boga. Od Pawła zdrowych zasad, które powinny wierze towarzyszyć. A czego uczy sam Jezus?

Apostołowie prosili Pana: «Dodaj nam wiary». Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna.

Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».

Trzeba przyznać, że dialog Jezusa z Apostołami wygląda trochę na rozmowę ślepego z głuchym. Apostołowie proszą o przymnożenie wiary, a Jezus mówi, co by mogli robić, gdy mieli wiarę choćby maleńką. Skąd to rozminięcie się?

Najpierw trzeba odpowiedzieć na inne pytanie. Co właściwie znaczy prośba Apostołów? Skoro wiara jest odpowiedzią, jaką człowiek daje Bogu, w tym wypadku Jego Synowi, Jezusowi, jak Jezus może im tej wiary przymnożyć? Zdecydować za nich? A może chodziło o pokazaniem im czegoś, co pomogłoby im w Niego uwierzyć? Jakiś cud? Jakaś wizja podobna do tej na Taborze? Cuda widzieli. Ba, parę rozdziałów wcześniej czytamy, że gdy Jezus wysłał ich na misje, sami takie cuda działali. Mało im było? Zmartwychwstanie zobaczą i będzie to najbardziej przekonująca wizja jaką mogli zobaczyć. Pewnie dlatego Jezus ich prośbę zdaje się zlekceważyć. A uczy ich, że gdyby ich wiara w Niego była nawet bardzo mała, ale jednak była, to nic nie byłoby dla nich niemożliwe. I wtedy cuda jakie by się dzięki ich wierze działy, byłyby dla nich najlepszym umocnieniem dla tej ich ciągle słabej wiary. Czyli krócej mówiąc to wskazanie: uwierz, a wtedy przez kolejne znaki których doświadczasz Twoja wiara będzie ciągle rosła.

Uwierz czyli dokładniej co? No i jakie cuda by się działy? Trudno przypuszczać, że chodzi spektakularne o przenoszenie gór i przesadzanie drzew. To raczej wskazanie: uwierz, że to czego żąda od ciebie Chrystus jest do wykonania; uwierz, że da się iść drogą błogosławieństw, zapierania się samego siebie, słowem - przyjmowania tego, czego On uczył. To droga konsekwentnego trzymania się tego, czego nauczał. Uwierz, zaufaj - mówi swoim uczniom Jezus -  a każdego dnia będziesz widział, jak skuteczna to droga. I dzięki temu twoje zaufanie będzie coraz większe.

Choć więc na pierwszy rzut oka wydaje się inaczej, Jezus odpowiada jednak na prośbę uczniów o przymnożenie wiary. Przymnożycie jej sobie sami konsekwentnie trzymając się tego, czego uczę - odpowiada im.

Na marginesie: trochę dziwnym może wydawać się, że tę prośbę Apostołowie skierowali do Jezusa właśnie w tym momencie ich wędrówki z Mistrzem. Przecież oni już widzieli wiele i w sumie jakoś już tam Jezusowi ufali. Ale, mimo cudów, chyba jednak nie do końca. Cuda cudami, ale wcale nie spieszyli się, by przyjąć Jego styl, jego rozumienie spraw. I tego, tego rodzaju wiary w Niego im brakowało. Wiary która odważy się słuchać Go nawet wtedy, gdy jego wymagania wydają się naiwne czy nieżyciowe.Trzeba też pamiętać, że Ewangelie nie są kronikarskim zapisem wydarzeń i pewne sceny mogą w nich nie być opowiedziane w tej kolejności, w jakich się rozegrały. Zostały pogrupowane tematycznie dla czytelnika. To on w gruncie rzeczy prosi Jezusa o przymnożenie wiary. I to on ma rozumieć, że jeśli zrobi pierwszy krok, uwierzy, jego wiara każdego dnia będzie wrastać coraz bardziej.

W tym kontekście jaśniejszą staje się druga wskazówka jakiej Jezus udziela swoim uczniom; że nie mają oczekiwać nadzwyczajnej wdzięczności za to, że służą Jezusowi. To podkreślenie, że mieć wiarę jak ziarenko gorczycy, wiarę mogącą przenosić drzewa i góry to nic wielkiego. To norma. Dokładniej: normą jest pełne zaufanie do Mistrza i trzymanie się konsekwentnie całej Jego nauki. Nie należy więc oczekiwać za to jakiejś specjalnej pochwały, jak za zrobienie czegoś nadzwyczajnego.

Tak, nie tylko wypełnianie dziesięciu przykazań, ale wszystkich wskazań Jezusa powinno być dla chrześcijanina normą. To coś, co powinno się zawsze robić. Bóg żąda zasadniczo tego, by być dobrym. Bardziej dobrym niż trzymanie się tylko dekalogu. Żyjąc wedle tych zasad człowiek realizuje samego siebie, realizuje swoje powołanie. Nie powinien domagać się za to od Boga jakiejś specjalnej nagrody. Bo już sama możliwość takiego dobrego życia z gwarancją, że to dobre życie – dzięki wysłużonemu przez Jezusa zbawieniu – będzie trwało wieczne, jest niewyobrażalnie wielka nagrodą. Jeśli Bóg zechce jeszcze jakoś specjalnie któryś z dobrych czynów człowieka nagrodzić, to Jego sprawa. Ale dobre życie nie jest powodem, by w imię sprawiedliwości domagać się od Boga jakiejś premii.

Ta myśl znajdzie swoje uzupełnienie w następnej scenie, gdzie uzdrowionych zostaje 10 trędowatych, a tylko jeden za to Jezusowi dziękuje. Nic się człowiekowi od Boga nie należy. Za wszelkie dobro powinniśmy Mu wdzięczni.

5. W praktyce