publikacja 10.10.2013 00:15
Żaden z filmów biblijnych nie powtórzył artystycznego i komercyjnego sukcesu „Pasji” Mela Gibsona. Niektórzy wróżyli koniec tego gatunku. Fenomenalny sukces miniserii „Biblia” dowodzi, że były to prognozy przedwczesne.
Casey Crafford /Lightworkers Media/Hearst Productions Inc.
Portugalski aktor Diogo Morgado gra w serialu Jezusa
Na początku było „10 przykazań”, hollywoodzka superprodukcja sprzed ponad pół wieku. Mark Burnett, jeden z producentów serialu „Biblia”, oglądał film Cecila B. DeMille’a w latach 60. ub. wieku w telewizji. Przyznaje, że najbardziej zainteresowały go efekty specjalne. Szczególnie przeżył scenę przejścia Żydów przez Morze Czerwone. I również efekty specjalne są jednym z atutów wyprodukowanego przez niego, wraz z Romą Downey, 10-odcinkowego serialu opartego na księgach Starego i Nowego Testamentu. Na szczęście, o czym wkrótce przekonają się widzowie, nie jedynym.
Mój stary ojciec zwykł mawiać, że nic nie rozdzieli rodziny, która wspólnie odmawia modlitwę”. Burnett wychował się w mieszanej wyznaniowo rodzinie. Jego matka była prezbiterianką, a ojciec katolikiem. „Nigdy nie było to powodem nieporozumień czy kłótni. Szczególnie na temat Biblii” – wspominał Burnett w wywiadzie dla PBS. „Pragnęliśmy wnieść nieco świeżego tchnienia w przedstawienie na ekranie Biblii, którą oboje kochamy” – tłumaczyła Downey pomysł kolejnego przeniesienia Biblii na mały ekran. – „Nasze nadzieje przeszły wszelkie oczekiwania. Biblia mówi, że kochamy Boga, bo On nas ukochał najpierw. Oglądalność, jaką cieszy się nasz serial, dowodzi, jak głęboko ludzie Go kochają. Modlimy się, by film pozwolił uświadomić ludziom, jak mocno On nas kocha”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł