Na całego

Andrzej Macura

dodane 24.07.2014 09:49

Garść uwag do czytań na XVII niedzielę zwykłą roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

Na całego WWalas / CC-SA 3.0 Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją

Roztropność jest niedaleka tchórzostwu – mawiają niektórzy. Czasem to prawda. Bywa że ktoś chcąc zachować się roztropnie zwleka z ważnymi decyzjami, próbuje ciągnąć kilka srok za ogon na raz i powoduje wielkie szkody w sprawach, którymi zawiaduje. Trudno takie działanie nazwać prawdziwie roztropnym. Człowiek roztropny kalkuluje. I wie, że czasem tylko trudne postawienie wszystkiego na jedną, ale pewną kartę, może przynieść sukces.  I o tym są czytania tej niedzieli.

1. Kontekst pierwszego czytania 1 Krl 3,5.7–12

Scena przedstawiona w pierwszym czytaniu tej niedzieli pochodzi z 1 Księgi Królewskiej. Rozgrywa się na początku długiego i w sumie szczęśliwego panowania nad Izraelem (jeszcze niepodzielonym) króla Salomona. Nowy król właśnie objął władzę po swoim ojcu. Choć wcale nie było to oczywiste. Wprawdzie to jego Dawid wyznaczył na swego następcę (1 Krl 1, 32 nn), ale pretensje do tronu zgłaszał także starszy syn Dawida, Adoniasz. I miał poparcie wpływowych ludzi. Salomonowi udało się jednak przejąć władzę. Nie dał się też nabrać na fortel Adoniasza, który poprosił go o Abiszag, jedną z kobiet z haremu Dawida. Zgodnie z panującymi wówczas prawami tym samym zyskiwałby prawo do tronu. Salomon przejrzawszy jego zamiary kazał go zabić. A po nim także jego poplecznika, ważnego dowódcę wojsk Dawida, Joaba. Popierającego ich kapłana Abiatara skazał zaś na wygnanie. Krwawy początek rządów? Bez wątpienia. Zgodny jednak z testamentem Dawida. To on przed śmiercią doradził Salomonowi takie rozwiązanie. A Adoniasz, prowokując Salomona, dał mu odpowiedni pretekst.

Wszystko to – uwaga – opisane jest na początku pierwszej Księgi Królewskiej. Zdumiewające, prawda? Nie chodzi nawet o to, że w Biblii takie rzeczy opisano, bo przecież jest to księga do bólu prawdziwa. Zaskakuje, że Bóg w swoich planach posługiwał się także takimi ludźmi. Prawda, wielkiego wyboru nie miał. Wszyscy mieli coś za uszami.... Hmm... Spokojna lektura historycznych ksiąg Starego Testamentu nasuwa myśl, że Bóg wiele potrafił swoim wybrańcom wybaczyć. Najważniejsze, by zawsze pamiętali, kto jest Szefem. Ale to już chyba rozważania na inną okazję...

W każdym razie właśnie w tym kontekście rozgrywa się scena odmalowana w pierwszym czytaniu, czyli sen Salomona. Ciekawe, choć nie takie ważne, że bezpośrednio przed opowieścią o śnie autor Księgi Królewskiej wspomina, iż rozgrywa się ona w okolicach Gibeonu, gdzie Salomon udał się, by złożyć Bogu ofiarę. Jakie to ma znaczenie? Ano niebawem składanie ofiar poza Jerozolimą będzie surowo zwalczane i uważane za wyraz odszczepieństwa. W tych czasach jest jeszcze dopuszczalne, choć autor księgi – pisząc pewnie o sprawie już znacznie później – widzi i tu pewien zgrzyt.

No to może w końcu przytoczmy tekst czytania. Razem z opuszczonym w nim wierszem szóstym i trzema wierszami z końca opowiadania (tekst czytania pogrubiony).

W Gibeonie Pan ukazał się Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: «Proś o to, co mam ci dać». A Salomon odrzekł: «Tyś okazywał Twemu słudze Dawidowi, memu ojcu, wielką łaskę, bo postępował wobec Ciebie szczerze, sprawiedliwie i w prostocie serca. Ponadto zachowałeś dla niego tę wielką łaskę, że dałeś mu syna, zasiadającego na jego tronie po dziś dzień. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?» Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: «Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie. I choć nie prosiłeś, daję ci ponadto bogactwo i sławę, tak iż <za twoich dni> podobnego tobie nie będzie wśród królów. Jeśli zaś będziesz postępować moimi drogami, zachowując moje prawa i polecenia za przykładem twego ojca, Dawida, to przedłużę twoje życie». Gdy Salomon obudził się, uświadomił sobie, że był to sen. Udał się do Jerozolimy i stanąwszy przed Arką Przymierza Pańskiego, ofiarował całopalenia i złożył ofiary pojednania oraz wyprawił ucztę wszystkim swoim sługom.

Co jest najważniejsza umiejętnością dla króla? Umiejętności dowódcze w wypadku wojny? Sprawność w zarządzaniu gospodarką? Na pewno można by dyskutować. Niewątpliwie jednak rozsądek, pozwalający odróżnić dobro od zła, mający służyć dobremu wykonywaniu przypisanej wtedy królom roli sędziów, to jedna z bardzo ważnych spraw. Salomon wybrał właśnie to, bo zależało mu, by być królem sprawiedliwym. A Bogu to podejście, w którym na pierwszym miejscu król stawia swój lud, nie siebie, bardzo się spodobało. I – jak to czytamy w dalszej części tej historii – do daru umiejętnego sądzenia dodał jeszcze bogactwo i sławę oraz obietnicę, że jeśli Salomon dalej będzie się dobrze sprawował, to da mu jeszcze długie życie.

Patrząc na to czytanie z perspektywy czytanej w tę niedziele Ewangelii można powiedzieć, że Salomon – we śnie (!) mając do wyboru wiele różnych darów poprosił o prawdziwy skarb. Ale mając go, niczego tak naprawdę nie stracił. Przeciwnie, Bóg dołożył mu znacznie więcej.

Jego historia to ważny przyczynek do rozmyślań nad tym, czego i chrześcijanie powinni u Boga szukać. Niekoniecznie skuteczności w działaniu. Owa skuteczność bywa zresztą bardzo powierzchowna. Bardziej rozsądku, prawości, uczciwości, tego, dzięki czemu będą mogli lepiej służyć. Owoce takich postaw bywają z początku mało widoczne. Ale z perspektywy dłuższego czasu przynoszą błogosławione owoce.

2. Kontekst drugiego czytania Rz 8,28-30

To czytanie jest kontynuacją lektury Listu do Rzymian z poprzednich tygodni. Chyba nie ma już sensu przypominać głównej myśli tej części Pawłowego dzieła. Chodzi o zbawienie, którego dostępują i Żydzi i poganie dzięki wierze w Chrystusa. No i o chwałę, jaka staje się ich udziałem. W dzisiejszym fragmencie Paweł robi jeszcze jeden krok naprzód.

Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też obdarzył chwałą.

Poznał, przeznaczył, powołał, usprawiedliwił, obdarzył chwałą (w czasie przeszłym!). Chyba nie ma w tym miejscu sensu zastanawiać się „a co z tymi, których Bóg nie powołał”, choć lektura Listu do Rzymian często nasuwa takie pytanie. Odpowiedź jest w zasadzie prosta: Bóg wszystkich poznaje, więc wszystkich przeznacza, usprawiedliwia i obdarza chwałą. Jak to w tym samym liście pisze Paweł (cytat z pamięci) Bóg wszystkich poddał marności aby wszystkich usprawiedliwić.

Przeszkodą w tym dziele może być tylko ludzkie „nie”; odwołując się do pierwszego zdania tekstu – „niemiłowanie” Go. Ważniejsza jest tu jednak myśl, którą owo pierwsze zdanie zawiera: Bóg z miłującymi Go współdziała dla ich dobra. Przedziwnie łączy się ono z pierwszym czytaniem i Ewangelią. Jeśli chcesz, jak Salomon, być człowiekiem mądrym i prawym, a nie zależy Ci na władzy czy sławie, Bóg Ci pomoże i być może da jeszcze więcej. Jeśli znajdując skarb królestwa wszystko dla niego oddajesz, Bóg nie przestanie Ci pomagać. To lepsze niż trafienie szóstki w Lotto. Bo mając mnóstwo pieniędzy możesz zejść na złą drogę. Mając po swojej stronie Boga, który współdziała z Tobą dla Twojego dobra...

3. Kontekst Ewangelii Mt 13,44-52

Przypowieści zawarte w Ewangelii tej niedzieli to dalsza część Jezusowego nauczania o królestwie, z którym słuchacze zapoznawali się już przez dwie ostatnie niedziele. Przypomina kolejne ważne znamiona tego królestwa. Dla przypomnienia: wcześniej można było przeczytać przypowieść o ziarnie padającym na różne gleby i nie zawsze przynoszącym plon, o chwaście nasianym na łanie pszenicy, o ziarnku gorczycy i o zaczynie.

 „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.

Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją”.

„Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko?”

Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”. A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stal się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”.

 

4. Warto zauważyć

Niby prawie wszystko jasne. Ale dla porządku...

5. W praktyce

Szukajcie wpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam przydane. Właściwie tymi słowami Jezusa można by streścić przesłanie czytań tej niedzieli. Uczniowie Jezusa powinni postawić królestwo na pierwszym miejscu. Tak jak Salomon mądrość. Proste?

Nie bardzo. Bo świeckiemu chrześcijaninowi bardzo trudno nie troszczyć się o inne sprawy. Zwłaszcza gdy jest ojcem czy matką rodziny. Więc jak? Napisałem wcześniej: królestwo niebieskie to niekoniecznie coś dla czego trzeba wszystko inne oddać. Bo może starczyć i na królestwo i na inne sprawy. Ale na pewno trzeba wszystko mu podporządkować.

To, że dziecku trzeba dać jeść, ubrać je, wykształcić i wychować wcale nie kłóci się z podporządkowaniem wszystkiego królestwo. Przecież taki mały człowieczek, żeby stać się dobrym chrześcijaninem potrzebuje zjeść, ubrać się, wykształcić i wychować. Na pewno jednak rodzic, który podporządkowuje wszystko królestwu świadomie nie będzie go uczył zachowań niemoralnych; odpłacania złem za zło, cwaniactwa, nieuczciwości, wykorzystywania bliźnich i wielu podobnych.

Tymczasem dość często chyba zdarza się, że wierzący rodzice niby wychowują dziecko po chrześcijańsku, ale w praktyce uczą go zupełnie niechrześcijańskich zasad postępowania. Skąd to się bierze? Nie tylko z ludzkiej słabości. Także z wyrachowania. Także z tego, że dla nich samych królestwo nie jest żadnym skarbem. Raczej tradycją, którą wypadałoby zachować albo i zbędnym ciężarem, o którym się mówi znacząco mrugając okiem.

Warto też chyba pamiętać, że tym, kogo człowiek najczęściej stawia na pierwszym miejscu zamiast Boga nie są wcale pieniądze, władza czy jakieś idee. Najczęściej człowiek na miejscu Boga stawia samego siebie, swoje ja, swój egoizm. Jak ów poszukiwacz skarbów czy drogocennych pereł, którzy dla ich zyskania sprzedali wszystko co mieli, tak i my powinniśmy pamiętać, że podporządkować wszystko Jezusowi znaczy także podporządkować Jezusowi samego siebie.

Co jeszcze? To może teraz już w nawiązaniu do trzeciej przypowieści....

Słyszy się czasami, że na Zachodzie w Kościele nie mówi się już o piekle. Żeby niby nie straszyć. To bardzo nierozsądna postawa. Bo skoro sam Pan Jezus ukazywał możliwość odrzucenia, nie powinniśmy jej przemilczać.

Sprawa ma szersze tło. Dotyczy – ogólnie – chowania ludzi, zwłaszcza dzieci, pod kloszem. By nigdy się nie wystraszyły, by nigdy nie zetknęły się z jakimś złem. I dlatego np. nie pozwala się, by bawiło się militarnymi zabawkami albo starszym zabrania pójścia na jakąś zabawę z rówieśnikami. A to błąd. Dziecko kiedyś i tak ze złem się spotka. Podobnie jak dorosły i tak stanie kiedyś przed Bożym sądem, na którym piekło będzie realną możliwością. Celem wychowania powinno być raczej nauczenie dziecka, jak radzić sobie ze złem, jak nie dać się w nie wciągnąć. Liczenie na to, że nigdy się z nim nie zetknie, to naiwność... I podobnie z mówieniem o piekle. Lepiej wiedzieć, że to realna możliwość. Także dla uczniów Chrystusa.