Choćby nie posłuchali

Andrzej Macura

dodane 01.07.2015 18:43

Garść uwag do czytań na XIV niedzielę zwykłą roku B z cyklu „Biblijne konteksty”.

Choćby nie posłuchali John W. Schulze (fragment) / CC 2.0 "To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg"

„Nie byli to ludzie źli, tylko przyzwyczajeni” -  twierdził jeden z polskich pisarzy opisując obojętność więźniów obozów koncentracyjnych wobec śmierci ich towarzyszy. Przyzwyczajenie to chyba główny hamulcowy pozytywnych zmian we wszelkich dziedzinach życia. Także w życiu religijnym. No bo przecież my wszystko wiemy, wszystko dobrze żeśmy sobie poustawiali, a jeśli coś trzeba zmienić, to tylko jakieś drobiazgi. Jak więc ktoś może kwestionować podstawy? I nie zauważamy, że naszą religijność budujemy nie na mocnych fundamentach Ewangelii, ale obok nich, na naszych pogańskich, tylko pokropionych wodą święconą przyzwyczajeniach. A każdego Bożego proroka skłonni jesteśmy traktować jak wichrzyciela. To o tym nieszczęsnym duchowym zaślepieniu są w dużej mierze czytania tej niedzieli.

1. Kontekst pierwszego czytania Ez 2,2-5

Pierwsze czytanie to fragment sceny powołania proroka Ezechiela. Przypomnijmy: prorok rozpoczął swoja misję w VI wieku przed Chrystusem, u schyłku Państwa Judzkiego. Działał  wśród pierwszych wygnańców w Babilonii zanim jeszcze Jerozolima ostatecznie została zburzona po buncie Sedecjasza. Pięknie mówi o tym sam początek księgi:

Działo się to roku trzydziestego, dnia piątego czwartego miesiąca, gdy się znajdowałem wśród zesłańców nad rzeką Kebar. Otworzyły się niebiosa i doświadczyłem widzenia Bożego. Piątego dnia miesiąca - rok to był piąty od uprowadzenia do niewoli króla Jojakina - Pan skierował słowo do kapłana Ezechiela, syna Buziego, w ziemi Chaldejczyków nad rzeką Kebar; była tam nad nim ręka Pańska.

Prorok następnie ma wizję rydwanu Bożego. A potem następuje scena powołania. Bardzo długa i piękna. Zazwyczaj pokusy skłaniają do złego. Tym razem  pokusie przedstawienia owej mowy w całości koniecznie trzeba ulec. Bo choć długa, jest przepiękna. Teksty czytania pogrubioną czcionką.

(...) Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego. Rzekł On do mnie: «Synu człowieczy, stań na nogi. Będę do ciebie mówił». I wstąpił we mnie duch, gdy do mnie mówił, i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: «Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną - są bowiem ludem opornym - przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich. A ty, synu człowieczy, nie bój się ich ani się nie lękaj ich słów, nawet gdyby wokół ciebie były osty i ciernie i gdybyś się znalazł wśród skorpionów. Nie obawiaj się ich słów ani się nie lękaj ich twarzy, bo to lud oporny. Przekażesz im moje słowa: czy będą słuchać, czy też zaprzestaną, bo przecież są buntownikami.

Ty więc, synu człowieczy, słuchaj tego, co ci powiem. Nie opieraj się, jak ten lud zbuntowany. Otwórz usta swoje i zjedz, co ci podam». Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi. Rozwinęła go przede mną; był zapisany z jednej i drugiej strony, a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania.

 A On rzekł do mnie: «Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów!» Otworzyłem więc usta, a On dał mi zjeść ów zwój, mówiąc do mnie: «Synu człowieczy, nasyć żołądek i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem». Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód.

Potem rzekł do mnie: «Synu człowieczy, udaj się do domu Izraela i przemawiaj do nich moimi słowami. Jesteś bowiem posłany nie do ludu o mowie niezrozumiałej lub trudnym języku, ale do domu Izraela; nie do wielu narodów o niezrozumiałej mowie i o trudnym języku, których słów byś nie rozumiał. Chociaż gdybym cię do nich posłał, usłuchaliby ciebie. Jednakże dom Izraela nie zechce cię posłuchać, ponieważ i Mnie słuchać nie chce. Cały bowiem dom Izraela ma oporne czoło i zatwardziałe serce. Oto Ja uczyniłem twarz twoją odporną jak ich twarze i czoło twoje twardym jak ich czoła, dałem ci czoło jak diament, twardszy od krzemienia. Nie bój się ich, nie lękaj się ich oblicza, chociaż są ludem opornym».  Wreszcie powiedział mi: «Synu człowieczy, weź sobie do serca wszystkie słowa, które wyrzekłem do ciebie, i przyjmij je do swoich uszu!  Udasz się do zesłańców, do twoich rodaków i powiesz im: Tak mówi Pan Bóg, czy będą słuchać, czy też nie».

Wówczas podniósł mnie duch i usłyszałem za sobą odgłos ogromnego huku, gdy chwała Pańska unosiła się z miejsca, w którym przebywała. Ten ogromny huk to szum uderzających o siebie skrzydeł istot żyjących i odgłos kół obok nich. A duch podniósł mnie i zabrał. I poszedłem zgorzkniały, z podnieceniem w duszy, a mocna ręka Pańska spoczywała nade mną. Przybyłem do zesłańców, do Tell-Abib, osiedlonych nad rzeką Kebar, tam gdzie oni mieszkali, i w osłupieniu pozostawałem tam przez siedem dni wśród nich.

Prawda, że scena piękna? Szczególnie interesująca jest tu rola „twarzy”. „To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach” mówi Bóg o Izraelu. I powtarza, że cały lud Izraela ma „oporne czoło i zatwardziałe serce” by potem uczynić twarz proroka „odporną jak ich twarze i czoło twarde jak ich czoła”, twarde jak diament,  i wezwać, by prorok nie lękał się oblicza Izraela... Tak, ludzie często wszystko mają wymalowane na twarzach. Ale chyba nie o tę obserwacje chodzi. Twarz to synonim całej postawy. Jak Izrael jest bezczelny i zatwardziały, tak prorok ma być nieugięty...

Przesłanie czytania jest jasne. Izrael, choć nazywa się ludem Bożym, jest tak naprawdę  ludem zbuntowanym przeciwko Bogu. Dlatego Bóg posyła do tego ludu swojego proroka. Doskonale jednak wie, że lud niekoniecznie go posłucha. Prorok jednak  ma robić swoje, niezależnie od tego jak zostanie przyjęty. Choćby tylko po to, by być dla Ludu Wybranego wyrzutem sumienia. I przy okazji prorok ma być znakiem, że choć Izrael przeżywa teraz wielkie problemy, Bóg o nim nie zapomniał.

Chrześcijanom XXI wieku pozostaje zapytać samych siebie, czy przypadkiem wobec Boga też nie są „ludźmi o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach”. Przecież choć nazywamy się chrześcijanami w wielu sprawach wiemy swoje i koniec.  A trudne wymagania Ewangelii poddaliśmy mądrej egzegezie skutecznie eliminującej  ewentualne wyrzuty sumienia.

2. Kontekst drugiego czytania 2 Kor 12, 7-10

Drugie czytania nie są dobierane do pozostałych, są raczej w miarę ciągła lekturą jakiegoś fragmentu Nowego Testamentu, ale tym razem bardzo mocno współgra ono z pozostałymi, traktującymi o trudach bycia prorokiem. To fragment obrony Pawła przez zarzutami stawianymi mu przez bliżej nieznanych nam ludzi, podważających wartość jego posługi wśród mieszkańców Koryntu. Paweł nazywa ich szukającymi tylko własnej chwały fałszywymi apostołami, podstępnymi działaczami udającymi tylko apostołów Chrystusa. I broniąc się przed ich zarzutami przestawia się bliżej Koryntianom:

Hebrajczykami są? Ja także. Izraelitami są? Ja również. Potomstwem Abrahama? I ja. Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości (...)

Potem przechodzi do otrzymanych od Boga objawień. Mocno zaznaczając, że przecież otrzymane objawienie nie jest właściwie powodem do chluby, bo jest darem. I dlatego – już w przypływie swoistego Bożego szaleństwa – zaczyna opowiadać o swoich słabościach. I ten fragment, zaznaczony w cytacie pogrubieniem czcionki,  wybrano właśnie na drugie czytanie tej niedzieli.

Jeżeli trzeba się chlubić - choć co prawda nie wypada - przejdę do widzeń i objawień Pańskich. Znam człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty - czy w ciele - nie wiem, czy poza ciałem - też nie wiem, Bóg to wie - został porwany aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek - czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, , Bóg to wie -  został porwany do raju i słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać. Z tego więc będę się chlubił, a z siebie samego nie będę się chlubił, chyba że z moich słabości. Zresztą choćbym i chciał się chlubić, nie byłbym szaleńcem; powiedziałbym tylko prawdę. Powstrzymuję się jednak, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy. Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. Oszalałem, a wyście mnie do tego zmusili! To wy powinniście wyrażać mi uznanie. W niczym przecież nie byłem mniejszy od "wielkich apostołów", chociaż jestem niczym.

Faktycznie, chlubienie się swoimi słabościami wygląda w pierwszym momencie na szaleństwo. Ale gdy się zastanowić, to jest to przecież jasne wskazanie, że w tym wszystkim nie człowiek, prorok czy apostoł się liczy, ale Bóg, który przez proroka czy apostoła działa. A że Bóg wybiera mało godne narzędzia to tylko powód do tym gorętszego wielbienia Go.

Dla Pawła zaś fakt, że Bóg wybrał właśnie jego, słabego człowieka jest dodatkowym umocnieniem. Dlaczego? Widząc swoje słabości widzi też, że sam z siebie nie dałby rady. Jeśli mimo tych słabości udaje mu się tyle osiągnąć, to tylko dlatego, że jest z nim Bóg. Paradoksalnie więc świadomość własnych słabości jest dla niego dowodem na to, że nie działa sam z siebie, ale że wypełnia zadanie zlecone mu przez Boga. Faktycznie, rozumowanie stawiające do góry nogami „normalny” tok myślenia.

Pewnie niejednego zastanawia o czym myślał Paweł pisząc, że dany mu został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby go policzkował. Niestety, tego nie wiemy, a wszystkie próby odpowiedzi na to pytanie to zwykłe zgadywanie. Wydaje się jednak że warto w tym miejscu zwrócić uwagę jak Paweł traktuje tę swoją nieznana nam słabość: jako upokorzenie mające mu pomóc nie unosić się pychą. Upomnienie dla tych, którzy nie mają świadomości, że bywają słabi: grozi wam pycha.  I przede wszystkim nadzieja dla tych, którzy tę świadomość mają: moc w słabości się doskonali. A nawet jeśli nie staniesz się mocny, to  przynajmniej zmniejszysz prawdopodobieństwo, że popadniesz w pychę.

Postawa Pawła to chyba ważne wskazanie dla wszystkich proroków i apostołów dzisiejszych czasów. Im więcej doznajesz trudności, także tych spowodowanych kłopotami z samym sobą, tym wyraźniej pokazuje się w twoim działaniu Bóg. A  przecież w sprawie głoszenia Ewangelii nie chodzi o to, by zostać celebrytą, ale by na pierwszym planie ciągle stał sam Chrystus. Ciesz się z tego, że przez ciebie ludzie do Niego się zbliżają i usuń się w cień.

3. Kontekst Ewangelii Mk 6, 1-6

Kim jest Jezus? Czym jego królestwo. To podstawowe pytania tej części dzieła Marka, z której została wzięta Ewangelia tej niedzieli. Przez parę ostatnich niedziel po kolei poznawaliśmy cząstki odpowiedzi na to pytanie. Jezus to Bóg, który chce dać człowiekowi zbawienie; odwrócić te wszystkie nieszczęścia które spadały na człowieka z grzechem pierwszych rodziców w Edenie.  W czytanym tej niedzieli fragmencie nie znajdziemy jednak dalszej części tej odpowiedzi. To raczej...  Ale oddajmy głos świętemu Markowi.

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.

A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

4. Warte zauważenia

Scena w „rodzinnym mieście Jezusa” – czyli w Nazarecie – to swoiste podsumowanie tego, co wydarzyło się wcześniej. Zwróćmy uwagę, że mieszkańcy Nazaretu nie negują faktów. Uznają, że Jezus naucza wyjątkowo mądrze. I są świadomi, że przez Jego ręce dzieją się niesamowite cuda. Dlaczego nie chcą Mu uwierzyć? Przecież to ich rodak.  Dobrze Go znali. Od dziecka. Niemożliwe, by był kimś nadzwyczajnym. Przyzwyczaili się traktować Go jako jednego spośród nich. Teraz miałoby się okazać, że jest od nich znacznie lepszy? Niemożliwe.

Wedle jednej z teorii Ewangelia Marka pisana była dla przygotowujących się do chrztu katechumenów. Jeśli chcieli przyjąć Jezusa musieli najpierw poznać kim jest. Jeśli czytać tę Ewangelię w tym kluczu scena z Nazaretu jest dla nich ważnym przypomnieniem: nie wystarczy że Jezusa poznasz, że będziesz znał Jego nauczanie i doświadczysz Jego mocy  musisz jeszcze Go jeszcze przyjąć. I to pouczenie, także nas żyjących dwa tysiące lat później. Nam też nie wystarczy poznać Jezusa rozumem. Musimy Go jeszcze przyjąć. Ale przyjąć naprawdę, nie milcząco zakładając, ze wszystko już wiemy i żadne nowe pouczenie nie jest nam potrzebne.

To chyba podstawowe przesłanie płynące z Ewangelii tej niedzieli. Czytana w kontekście pozostałych czytań nabiera jednak i innego znaczenia. Chodzi najpierw o los Bożych ludzi. O odrzucenie, które zazwyczaj ich spotyka. I to zwłaszcza przez tych, którzy są im najbliżsi. A po drugie to także wyrzut dla nas, którzy często jesteśmy bliskimi takich proroków. Nie przyjmujemy ich, bo przecież oni nie mogą być lepsi, ważniejsi od nas. O, gdyby jako prorok wystąpił ktoś nieznany, ktoś obcy...

Na koniec warto zwrócić jeszcze uwagę na dwa drobiazgi.

5. W praktyce