Ben-Hur

Piotr Drzyzga

dodane 19.08.2016 13:31

Wielki powrót, czy wielkie rozczarowanie? Jaki jest nowy "Ben-Hur", który właśnie pojawił się na naszych kinowych ekranach?

Ben-Hur mat. prasowy Plakat do tegorocznego "Ben-Hura"

Jego reżyser, Timur Bekmambetov, to świetny spec od efekciarskiego kina akcji. Taki był jego amerykański film "Wanted - Ścigani", w którym główną rolę zagrała Angelina Jolie, a także wcześniejszy, kultowy nieomal obraz "Straż nocna", będący swoistą, rosyjską odpowiedzią na "Matrixa" braci Wachowskich.

Wszystko to jednak futurystyczne filmy akcji. Jak Bekmambetov poradził sobie w przygodowym kinie kostiumowym z elementami filmu biblijnego?

Trzeba przyznać, że całkiem nieźle. Biblii jest tu co prawda niewiele, ale przecież podobnie było w klasycznym, legendarnym „Ben-Hurze”, wyreżyserowanym przez Williama Wylera. Twórcy tamtego (obsypanego jedenastoma Oscarami!) filmu z 1959 roku, starali się jednak jakoś ukazać na ekranie Sacrum, Transcendencję. Wyczuwa się, że było to dla nich wyzwanie. Że podchodzili do scen znanych nam z Nowego Testamentu z pokorą, onieśmieleniem, czy niemalże bojaźnią. W wersji z roku 2016 dostajemy jedynie biblijne migawki. Kilka razy pojawi się Jezus, kilka razy Poncjusz Piłat, raz święty Piotr...

Co ciekawe najwięcej jest tu Dyzmy, Dobrego Łotra, którego w Piśmie Świętym nie wymienia się nawet z imienia. W "Ben-Hurze" przewija się on jednak praktycznie przez cały film, dzięki czemu obraz ten uznać można za kinematograficzny apokryf poświęcony właśnie tej postaci.    

Mimo wszystko jest to jednak postać drugoplanowa. Na pierwszym planie mamy Jacka Hustona i jak dla mnie sprawdza się on lepiej w tytułowej roli niż Charlton Heston przed laty. Heston nigdy nie wydawał mi się sympatyczny. Był typowym ekranowym twardzielem, który nie okazywał emocji. Idealnie nadawał się raczej do grania szwarccharakterów. Huston inaczej. Ma w sobie dużo więcej wrażliwości. Dzięki temu, wykreowanemu przez niego bohaterowi, znacznie łatwiej współczuć i utożsamiać się z nim.

Być może dla miłośników kina zabrzmi to jak herezja, ale także współczesna sekwencja z wyścigiem rydwanów, moim zdaniem, jest znacznie lepsza niż ta z 1959 roku. Zdaję sobie sprawę, że jak na tamte czasy był to nieprawdopodobny wyczyn operatorsko-montażowy, ale... czasy się zmieniły i niestety dziś trąci już ona nieco myszką. Natomiast ta z filmu Bekmambetova trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty.

Bardzo ciekawie wygląda też sekwencja bitwy morskiej z udziałem galer, na które skazany został główny bohater. Współcześni twórcy zrezygnowali ze spektakularnej sceny batalistycznej i zdecydowali się pokazać morskie starcie z perspektywy zakutego w kajdany Judy Ben-Hura. Klaustrofobiczne wnętrza pod pokładem statku, osaczenie, niemożność ucieczki... - ponownie ekipa z 2016 roku przebiła pod względem dramaturgicznym filmowców z końca lat '50 ubiegłego wieku.

Oczywiście "Ben-Hur" w reżyserii Timura Bekmambetova nie zastąpi w encyklopediach historii kina "Ben-Hura" Wylera, ale, mam wrażenie, że dla współczesnych widzów, to właśnie nowa wersja będzie ciekawsza i bardziej przystępna. Ja, w każdym razie, bardzo ją polecam.

*

Tekst z cyklu ABC filmu biblijnego

forumfilmpoland Ben-Hur (2016) - zwiastun PL