Rodzinne tradycje

Andrzej Macura

dodane 12.04.2010 15:52

Ciekawe czy jakiś kosmita patrząc na katolików w Polsce Indiach i Kamerunie, zorientowałby się, że ma do czynienia z wyznawcami takiej samej religii.

Rodzinne tradycje Henryk Przondziono Agencja GN Te dziwaczne dla obserwatorów z zewnątrz znaki niejednemu z nas pomagają jednak przeżyć głębiej rzeczone święta. Bóg potrafi się nimi posłużyć, choć to, że istnieją w naszej tradycji, w żaden sposób nie wynika z przesłania Ewangelii.

Owszem, sedno wiary jest to samo, obrzędy religijne bardzo podobne, ale już obyczaje z nimi związane mogą być całkiem inne. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co wprost wyrasta z naszej chrześcijańskiej tradycji, a co jest częścią naszej – nie zawsze idącej ręka w rękę z chrześcijaństwem – narodowej tradycji. Choinka na Boże Narodzenie? A niby dlaczego? Jajka na Wielkanoc? Mogą być. Ale żeby jeszcze zając? Te dziwaczne dla obserwatorów z zewnątrz znaki niejednemu z nas pomagają jednak przeżyć głębiej rzeczone święta. Bóg potrafi  się nimi posłużyć, choć to, że istnieją w naszej tradycji, w żaden sposób nie wynika z przesłania Ewangelii. 

W historii Abrahama jest podobnie. Nie wszystko co robi jest związane wprost z jakimś Bożym nakazem. W wielu sprawach najzwyczajniej w świecie trzyma się jakiejś tradycji swoich przodków. Jednak w jakiś przeciwny sposób Bóg potrafi te zasady, zwyczaje, ludzkie charaktery i temperamenty wykorzystać do realizacji swoich planów

Kupić Alaskę

Ciekawe jak długo targowali się Amerykanie, zanim od Rosjan kupili Alaskę. Jak by nie było, zrobili kapitalny interes. Abraham się nie targuje. Dlatego, choć z początku mógł dostać ziemię za darmo, zapłacił sporą sumę 400 syklów srebra. Daję ci za darmo – usłyszał na początku. Ależ nie, ja chcę kupić - odpowiada. W takim razie cena to 4 kilogramy i 560 gramów srebra. Dla takich krezusów jak my to drobnostka, prawda? Abraham bez wahania się zgadza. Ktoś ze zmyłem kupieckim mógłby orzec, że oszalał. Zwłaszcza że nie kupował  w supermarkecie, ale dobijał targu z ludźmi uwielbiającymi ten sposób sprzedawania. Kierowały nim dwie sprawy. Najpierw pieczołowitość wobec zmarłej żony. Wszak godna była tego, by być pochowana we własnej ziemi, a nie jak przybłęda. Po drugie chyba ciągle zastanawiał się, czy nie powinien jakoś zadbać o spełnienie Bożej obietnicy, że kiedyś posiądzie tę ziemię na własność. Studnię już miał. Teraz chodziło o pierwszy, skromny kawałek ziemi. Cena nie grała roli.

Trudno odmówić mu rozsądku. Faktem pozostaje, że Bóg obiecał tę ziemię jego potomkom dać. Kupowanie jej to raczej wyraz braku zaufania do Niego. Ale Bóg nie oponuje. Dobrze, niech rodzina Abrahama jak najmocniej zapuszcza tu swoje korzenie. Pochował więc Abraham Sarę w grocie na polu Makpela. Na swojej skromnej własności w ziemi, którą kiedyś całą posiąść mieli jego potomkowie.

Tu jest moje miejsce

Kananejka być nie może. Pójdź do Charanu i tam znajdź jakąś żonę mojemu synowi – poleca Abraham swojemu najstarszemu słudze. Biedny musiał być ten Izaak. Najpierw ojciec chciał go zamordować w kraju Moria. Teraz szuka mu żony w jakimś dalekim kraju,  jakby brakowało kobiet w Kanaanie. Nic dziwnego, że nie wyrósł na człowieka o silnej osobowości, a wolał rozmyślać samotnie po polach (24, 63). Tęskniący za matką (24,67) z czasem zostanie pantoflarzem i nawet  synowie niewiele będą się z nim liczyli. Ale to właśnie jego, a nie inne dzieci Abrahama – Izmaela, syna niewolnicy Hagar czy dzieci zrodzone ze związku z Keturą – wybrał Bóg. Może wszystko po to, żeby podkreślić, że nie sprytem, a dzięki Bożej łasce spełni się obietnica dana Abrahamowi?

W każdym razie Abraham znów bierze sprawę w swoje ręce. Nie może być Kananejka, bo jego wnuki niewiele różniłyby się do innych mieszkańców Kanaanu. Ale Izaak sam poszukać żony w Charanie nie może, bo jeszcze by mu się tam spodobało i z obietnic Bożych nici. Dlatego wyprawia sługę. Idź, poszukaj mu żony. Gdyby nie chciała z Tobą iść, trudno.

Zabawa  w Boże losowanie

Czyż  modlitwa sługi, proszącego Boga o pomoc w wypełnieniu szczegółowej procedury wyboru żony dla Izaaka nie przypomina naszych warunków, jakie czasem stawiamy Bogu? Jeśli chcesz, żebym poszedł do zakonu, to niech jutro będzie słoneczna pogoda. Jak będzie deszcz, to nie pójdę. W takich razach następnego dnia najczęściej pojawia się ostre słońce z mocnymi, przelotnymi opadami. Ale tym razem Bóg – o zgrozo – spełnił prośbę sługi. „Napij się, a ja napoję też Twoje wielbłądy” – miała odpowiedzieć ta, która na oko wyda się słudze Abrahama najodpowiedniejsza. I tak się stało. Wybranką okazała się Rebeka, wnuczka brata Abrahama, Nachora.

Od razu widać, że była zupełnym przeciwstawieniem ciapowatego Izaaka. Rezolutna, uczynna, a przy tym młoda i piękna. W opowieści Księgi Rodzaju prawie słychać jej perlisty śmiech pewnego własnej wartości trzpiota. Nic dziwnego, że po czasie zyskała większy mir u swoich synów, niż jej skłonny do rozmyślań małżonek. Ale gdy przyszła do domu z kolczykiem i bransoletami darowanymi jej w dobrej wierze przez sługę Abrahama, musiała wzbudzić niepokój w rodzinie, a zwłaszcza w sercu swojego brata, Labana.

Przygodnym obrońca kobiety można się nie przejmować. Męża od biedy można utłuc. Ale brata lepiej się strzec. Od niego wiele zależy. A gdy uzna, że naruszono cześć jego siostry, może wziąć srogi odwet. Co kierowało Labanem: chęć wybadania intencji człowieka dającego siostrze takie podarki? Żądza łatwego wzbogacenia się? A może po prostu chciał oficjalnie zaprosić gościa do domu? W każdym razie sługa Abrahama znalazł gościnę.

Znamienne, że o ile Abraham podchodził do sprawy czysto praktycznie – znajdź żonę dla mojego syna  – jego sługa podchodzi do sprawy bardzo religijnie; jest przekonany, że to sam Bóg wybrał żonę Izaakowi. I tak przedstawia sprawę rodzinie dziewczyny. Dziś bywa podobnie. Jedni kierują się w swoich wyborach rozumem licząc, że tak czy siak Bóg zrobi po swojemu. Inni nawet w najłatwiejszych sprawach wolą być przez Boga prowadzeni za rękę. Jak uczy ta historia, jedna i druga postawa mieszczą się jakoś w ramach prawdziwej pobożności.

Pociecha po matce

Czy z Bogiem można dyskutować? Skoro wybrał Rebekę na żonę Izaaka, to niech tak będzie.  Mogłaby jeszcze parę dni zostać, ale skoro chce, niech idzie – orzekli Betuel i Laban. Razem ze swoją niańką (jedna osoba do wykarmienia mniej?). Zadziwia łatwość, z jaką Rebeka porzuca swoją rodzinę i rusza w nieznane. Może w rodzinie, u boku władczego brata, było jej za ciasno? A może i rodzina była już nią zmęczona? „Wzrastaj w tysiące, niech twoje potomstwo zdobędzie bramy Twych wrogów”. Ale dobrze że mamy z głowy kłopot z tobą – zda się myśleć po cichu rodzina dziewczyny. Tak Rebeka ruszyła w drogę, by zostać żoną czterdziestoletniego Izaaka. Znamienne, że dopiero gdy go zobaczyła, zakrywa zwyczajem ludów wschodu twarz. W tej chwili trzpiot postanawia zostać damą? Być może. Na pewno zaś zostaje Izaakową– jak to ujmuje autor księgi Rodzaju – „pociechą po matce”.

Historia tych dwojga – maminsynka Izaaka i rzutkiej Rebeki pokazuje rodzicom wszystkich czasów, że jeśli tworzy się w domu dla dziecka zbyt wygodne warunki, łatwo wychować nieudacznika. Jeśli warunki w gnieździe nie są zbyt wygodne, łatwiej dziecku założyć własne.

„Ojciec wielu narodów”

Wprawdzie Abraham wszystko zapisał Izaakowi, ale dzieci miał więcej. Izmaela z niewolnicą Hagar i sześcioro synów z Keturą. Wszyscy oni z czasem dali początek różnym szczepom mieszkającym na obrzeżach Kanaanu. Tak spełniła się przepowiednia Boga: staniesz się ojcem wielu narodów (17,4). A gdy spojrzeć jeszcze na rzecz z perspektywy Nowego Testamentu, gdy Ludem stają się ci, którzy dotąd byli „Nie-Ludem”...

Abraham umiera i zostaje pochowany obok swojej żony, Sary. Przez Izaaka i Izmaela. Jakby dawne krzywdy odeszły już w niepamięć. Bo tak to jest. Zwłaszcza w obliczu śmierci. Przychodzi wypełnić smutny obowiązek, a potem trzeba jakoś żyć dalej. I ta historia będzie miała swój dalszy ciąg. Ale już bez „Ojca wielu narodów”

Życie, śmierć, różne cechy ludzkiego charakteru, różne temperamenty, obyczaje, Boża opatrzność i Jego prawa –  wszystko to razem tworzy historię, która przez Boga przemieniana jest w historię zbawienia. Tak jest zawsze. My też żyjemy w podobnym splocie. Naszych dziejów, w których zmierzamy do zbawienia.