Droga do doskonałości

GN 7/2019 |

dodane 14.02.2019 00:00

Fresk przedstawia Kazanie na Górze zgodnie z zapisem Ewangelii według św. Mateusza.

Guido di Pietro da Mugello zwany Fra Angelico
Kazanie na górze 
fresk, 1437–1445
Klasztor San Marco, 
Florencja Guido di Pietro da Mugello zwany Fra Angelico Kazanie na górze fresk, 1437–1445 Klasztor San Marco, Florencja

Według tradycji Jezus przemawiał na Górze Błogosławieństw na północnym brzegu jeziora Genezaret, w okolicach Kafarnaum. Na obrazie nie widzimy jednak żadnego konkretnego miejsca, które można by rozpoznać. Dominikanin Guido di Pietro da Mugello zwany „anielskim bratem” (Fra Angelico) malował swe obrazy jak traktaty teologiczne. Dlatego w jego dziele góra będąca scenerią Bożej nauki to miejsce symboliczne, mistyczne zetknięcie nieba z ziemią.

Artysta pragnął jednak jeszcze bardziej podkreślić znaczenie Kazania na Górze. Posłużył się więc dodatkowo... geometrią. Ludzie średniowiecza byli wrażliwi na symboliczne znaczenie figur geometrycznych. Dominikanie, dla których Fra Angelico malował swe dzieło, wiedzieli, że okrąg, jako figura nie mająca ani początku ani końca, symbolizuje Bożą doskonałość. Artysta ustawił więc apostołów w kręgu skupionym przy Jezusie. Nie poprzestał jednak na tym. Mimo że góra z natury ma kształt strzelisty, namalował ją w ten sposób, że wszystkie skały składające się na wzniesienie tworzą spłaszczone koło. Wrażenie podkreśla linia widnokręgu.

Malując swój obraz, Fra Angelico musiał rozwiązać jeden problem. Uczestniczenie w Kazaniu na Górze było duchowym wyniesieniem apostołów. Jednym z nich był wówczas również Judasz, który potem zdradził Jezusa. Artysta nie mógł go pominąć, a jednocześnie chciał jakoś zaznaczyć niewdzięczność tego apostoła. Użył więc symboliki barw. Głowy jedenastu uczniów Jezusa otoczone są aureolami w kolorze złotym, oznaczającym świętość. Głowa Judasza – czarną aureolą niewdzięczności. Jednocześnie Fra Angelico namalował Judasza tak, by było go widać jak najmniej. Zasłaniają go inni apostołowie. Nie widzimy ani jego twarzy, ani gestu jego rąk.

Leszek Śliwa

Tagi: