Dawid i Abiszaj

ks. Robert Skrzypczak

dodane 23.03.2019 06:00

Trzy postaci, trzy postawy: Saul, Dawid i Abiszaj. Saul dał się łatwo obrabować.

Dawid i Abiszaj Nicolas Vollmer / CC 2.0 Ponoć osiągnęliśmy szczyt rozwoju cywilizacyjnego...

Spał spokojnie, odurzony przekonaniem o własnej mocy. Miał przecież trzy tysiące wojska. Słupki poparcia i propaganda sukcesu działały na jego korzyść. „Wola mocy”, ten złudny mentalny narkotyk, działa na zgubę nie tylko władców, ale i każdego, kto uczestniczy w duchowej walce współczesnego świata. Francis Fukuyama, gdy pod koniec ubiegłego wieku ogłaszał „koniec historii”, uległ podobnemu delirium: osiągnęliśmy szczyt rozwoju cywilizacyjnego, człowieka czeka jedynie konsumowanie efektów szczęścia. A potem nadszedł islamski terroryzm, manipulacje genetyczne, masowe imigracje spowodowane wojnami i głodem.

Dawid tymczasem nauczył się działania w kruchości. Akceptacja takiej postawy jest warunkiem rozeznania woli Bożej. Dlatego też Jezus, wysyłając swych uczniów na przepowiadanie Ewangelii i walkę z demonem, „przykazał im, żeby nic ze sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie” (Mk 6, 8). Bojaźń Boża jest jedynym kompasem, wskazującym właściwe rozwiązania.

Innymi kryteriami kieruje się Abiszaj. Jest przekonany o tym, że okazji nie wolno w życiu marnować. Zwłaszcza takiej, gdy drugiemu można przyłożyć bez konsekwencji. Wygrywa ten, kto przechytrzy innych. Między postawą Dawida a myśleniem Abiszaja zieje przepaść.

Podobny przełom wprowadza w życie swych uczniów Chrystus. Dla Niego św. Paweł, jak mówił, „wyzuł się ze wszystkiego i uznaje to za śmieci, byleby pozyskać Chrystusa”; wyrzekł się własnej sprawiedliwości dla osiągnięcia nowej sprawiedliwości, „otrzymanej przez wiarę w Chrystusa”, przez „upodobnienie się do Jego śmierci” (Ef 3, 8-10). Chodzi o „sprawiedliwość krzyża”, wyrażającą się w miłości do nieprzyjaciela. Dawid jest zapowiedzią Chrystusa i Jego uczniów. Ksiądz Jerzy Popiełuszko podawał herbatę tym, którzy go inwigilowali, a Jan Paweł II poszedł do więzienia odwiedzić swego niedoszłego zabójcę. •