Mądrość nie jest kochana

Szukaj sensu z Koheletem. Andrzej Macura

dodane 27.04.2011 08:21

Święty Franciszek mawiał, że „miłość nie jest kochana”. Parafrazując jego myśl można chyba też powiedzieć, że podobnie jest z mądrością. W sumie to nic dziwnego. Zwłaszcza jeśli za ocenianie co mądre, a co nie zabierają się głupcy.

Mądrość nie jest kochana Henryk Przondziono/Agencja GN Tak właśnie jest. Mądrość biednego bywa w pogardzie, a słowa jego nie mają posłuchu.

Wartość tego, co publicysta wypisywał w gazecie powinno się oceniać po czasie – mawiał mój znajomy. Faktycznie. Pamięć mam słabą, ale nie na tyle, żeby nie pamiętać, jak ten czy ów mądrzył się zapowiadając Kościołowi, Polsce czy światu taką czy inną przyszłość. W ogóle nie dopuszczając innej możliwości. Czas mijał, a przepowiednie się nie sprawdziły. Publicysta dziś dalej pisze swoje mądre teksty, dalej uchodzi za znawcę o głębokiej, analitycznej umysłowości. Bo to co wypisywał dawniej, przykryła już paromilimetrowa warstwa kurzu i nie musi się rumienić. Tylko ci, którzy ośmielają się twierdzić, że może to nie tak, że może inaczej,  uważani są za nieokrzesanych prostaków.

Tak jest w zasadzie wszędzie. Nie liczy się, co kto mówi i robi, ale jakie nosi nazwisko. Gdy jest kimś ważnym, nawet powtarzając banały uchodzi za mędrca, a robiąc rzeczy najzwyklejsze pod słońcem - za człowieka o niezwykłej wyobraźni i wrażliwości. Schemat znany z baśni „Nowe szaty cesarza” pasuje tu jak ulał. Gdy ktoś nie jest gwiazdą, nie piastuje funkcji, nie jest znany „w środowisku”, najczęściej nie jest dostrzegany. Choćby robił rzeczy największe. I nie jest to tylko domena naszych czasów. Tak bywało już za Koheleta. Uśmiecham się, gdy narzeka:

Ale i taki przykład mądrości widziałem pod słońcem,
a wielką mi się ona wydawała:
Małe miasteczko, i mężów w nim niewielu.
I naszedł je potężny król,
a wkoło je otoczywszy zbudował przeciwko niemu wielkie machiny oblężnicze.
I znalazł się w nim człowiek biedny, lecz mądry,
i ten uratował miasto dzięki swej mądrości.
A nikt nie pamięta o tym biednym człowieku.
Więc powiedziałem: «Lepsza jest mądrość niż siła».
Lecz mądrość biednego bywa w pogardzie,
a słowa jego nie mają posłuchu.

Tak właśnie jest. Mądrość biednego bywa w pogardzie, a słowa jego nie mają posłuchu. Jasne, że kiedy inaczej radzi lekarz, a inaczej człowiek nie znający się na medycynie, lepiej uważać na radę laika. Choć czasem mądrość ludowa bywa lepsza niż lekarskie diagnozy. Ale bywa, że specjalista od tej czy owej sprawy podpowiada rzeczy ewidentnie sprzeczne z doświadczeniem i ze zdrowym rozsądkiem. Czy trzeźwy głos prostaczka nie jest wtedy cenniejszy?

Nie inaczej jest w tym, co zowie się troską o dobro wspólne. Czyli polityką. Dziwnie znajome wydają się dylematy Koheleta:

Spokojne słowa mędrców więcej znaczą
niż krzyk panującego wśród głupców.
Lepsza jest mądrość od narzędzi wojennych,
lecz jeden grzesznik popsuć może wiele dobrego.
Nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku.
Bardziej niż mądrość, niż sława zaważy trochę głupoty.

 

Ileż to wojen wyniknęło z tego, że władca lub jego zausznicy, unosząc się honorem uznali, że sprawy może naprawić jedynie rozlew krwi? A przecież dla zwykłych ludzi wojna to tragedia. Bo wraz z nią, niezależnie od ostatecznego wyniku,  zawsze kroczą głód, niepewność, zniszczenie i śmierć. W zdecydowanej większości wypadków nie warto. Ale choć mądrość – czyli roztropne kierowanie sprawami – jest „ważniejsza od narzędzi wojennych” czasem bardziej niż ona zaważy trochę głupoty. Ot, jedno słowo, jeden wrogi gest za dużo…

Czytam dalej, zdumiony przenikliwością Koheleta i niezmiennością ludzkiej natury.

Serce mędrca zwraca się ku prawej stronie,
a serce głupca ku lewej.
Nawet gdy głupiec idzie drogą, brakuje mu rozwagi
i mówi o każdym: «To głupiec».

Kohelet żył tysiące lat temu, więc nie wyciągam zbyt daleko idących wniosków z jego tezy o sercu skłaniającym się ku prawej lub ku lewej stronie. Wiem, że chodziło mu o prawość i nieprawość; o to że mędrzec szuka prawdziwego dobra, a głupi knuje dla  doraźnych zysków. Uśmiecham się jednak, gdy czytam o głupcu, któremu brakuje rozwagi i wszystkich wokół nazywa głupcami. Ponad dwadzieścia lat życia w demokracji już mnie nauczyło, że radykalizm i stawianie nawet drobiazgów na ostrzu noża nie przynoszą zwykłym obywatelom  żadnych zysków. Tylko skąd takie rzeczy wiedział żyjący w autokracji Kohelet?

Kolejne jego uwagi też wydają mi się bardzo celne. Choć raczej nie odnosiłbym ich do królów, prezydentów czy premierów. Oni są daleko. Raczej do szefów. Prawie każdy jakichś ma.

Jeśli gniew władcy się przeciw tobie podniesie,
miejsca swego nie opuszczaj,
bo zachowanie spokoju
zapobiec może wielkim wykroczeniom.

Bo co pozostaje, kiedy się demonstracyjnie wyszło? Uknuć spisek w celu obalenia władcy? Zamordować go? Złożyć wypowiedzenie? Wszystko to złe wyjścia. Choćby i szef postępował wbrew zdrowemu rozsądkowi i żądał rzeczy sprzecznych z prawami fizyki. Bo i tak, niestety, bywa. Szef, jak to szef, może niby wszystko. Kohelet  pisze:

Jest zło - widziałem je pod słońcem,
to błąd ze strony władcy:
wynosi się głupotę na stanowiska wysokie,
podczas gdy zdolni siedzą nisko.
Widziałem sługi na koniach,
a książąt kroczących, jak słudzy, pieszo.

To prawda. Są szefowie, dla których najlepszą kompetencją pracownika do zajęcia ważnego stanowiska w firmie jest… brak kompetencji. Bo wtedy nikt nie krytykuje błędów samego szefa. No i takim niekompetentnym człowiekiem łatwo sterować. Mierny, bierny, ale wierny. Ale – radziłby pewnie i dziś Kohelet – nawet takiemu szefowi warto dać spokój. Bo:

Kto kopie dół, ten może weń wpaść,
a tego, kto mur rozwala, ukąsić może żmija.
Kto wyłamuje kamienie, może się o nie skaleczyć,
kto rąbie drwa, naraża się na niebezpieczeństwo.

W takiej sytuacji trzeba więcej ciężkiej pracy albo… roztropności, sprytu i ostrożności. Kiedy nie da się czegoś osiągnąć tak, trzeba spróbować inaczej. Nic na siłę.

Jeśli siekiera się stępi,
a nie naostrzy się jej,
trzeba zwiększyć wysiłek.
Pożyteczna jest wtedy mądrość,
by osiągnąć powodzenie.

Bo inaczej wszystko przepadnie. Jak to ujął Kohelet nawiązując do jarmarcznych pokazów zaklinaczy węży, popisujących się swoją rzekomą mocą:

Jeżeli żmija ukąsi, nim doszło do zaklęcia,
traci swój zysk zaklinacz.

Głupota wcześniej czy później człowieka gubi.  Czy jest władcą, politykiem, szefem firmy, jego zastępcą czy tylko brygadzistą.

Słowa z ust mędrca są przyjemnością,
lecz usta głupca gubią jego samego.
Początek słów jego ust to głupstwo,
a koniec jego mowy to wielkie szaleństwo.
A głupiec mnoży słowa.
Nie wie [przecież] człowiek, co będzie,
bo kto mu oznajmi, co będzie potem?
Głupiec tak się męczy wysiłkiem,
że nie potrafi [nawet] dotrzeć do miasta.

Gdy głupiec, swoim zwyczajem, mnoży słowa, jego głupotę widać coraz wyraźniej.  A gdy zaczyna przy tym opowiadać dyrdymały o tym, jak ciężko pracuje, choć gołym okiem widać, że niespecjalnie się wysila, jego koniec jest już bliski….

Mądrość nie jest kochana. Gdyby było inaczej,  świat byłby znacznie lepszy…