Sto bram do nieba

ks. Mariusz Rosik

dodane 07.07.2011 08:34

Jest w Jerozolimie miejsce zupełnie niezwykłe, wyjęte jakby z innego świata. To Mea Szearim - dzielnica Stu Bram, zamieszkiwana przez ortodoksyjnych żydów.

Mieszkaniec Mea Szearim ks. MaRiusz Rosik/GN Mieszkaniec Mea Szearim
Pierwsi przybysze zawitali do tej „dzielnicy czystych dusz” w XIX stuleciu. Pochodzili z Polski i Węgier

W szabat odświętnie ubrani ojcowie rodzin, we frakach, garniturach i kapeluszach, ze starannie przystrzyżonymi brodami i pejsami, maszerują spokojnym krokiem, często trzymając za ręce swych synów. Kilka kroków za nimi idzie matka z córkami.

Czasem można zobaczyć sceny niemal komiczne, kiedy dwóch mężczyzn maszeruje, przerzucając sobie nawzajem jakiś pakunek lub pudełko. Prawo zakazuje przenoszenia przedmiotów w szabat, ale nie zakazuje ich przerzucania! Kto chciałby w dzień szabat przejechać przez tę dzielnicę samochodem, raczej nie powinien liczyć na utrzymanie szyb czy lakieru w stanie nienaruszonym. Na widok kierowcy przekraczającego nakazany spoczynek, kamienie szybko idą w ruch.

Pomysłodawcą założenia ortodoksyjnej dzielnicy był Konrad Schick. Niektórzy nazywają ją „miastem w mieście”, choć pierwotna nazwa wywodzi się od planu zbudowania jednocześnie stu domów. Wydaje się, że czas zatrzymał się tu jakiś wiek temu. Ulicami spieszą chasydzi różnych nurtów. Rozróżniają się po sposobie noszenia czapki, długości pejsów czy kroju płaszczy.

Pierwsi przybysze zawitali do „dzielnicy czystych dusz” w XIX stuleciu. Pochodzili z Polski i Węgier. Dziś jej mieszkańcy kontestują istnienie państwa Izrael. Są zwolnieni z podatków i służby wojskowej. Właściwie pracują tylko kobiety, które notabene są zobowiązane do całkowitego ścięcia włosów po ślubie, by nie przyciągać wzroku mężczyzn.

Mężczyźni natomiast chętnie oddają się całodniowym studiom Tory w jesziwach. Mea Szearim to jedno z najbiedniejszych miejsc w Izraelu.