publikacja 19.01.2026 10:37
Dlatego warto gromadzić takie bogactwa, których nikt nie ukradnie i których nie zniszczy ani rdza, ani mole ani inflacja. I które w niebie przetrwają naszą śmierć.
adrian vieriu /Pexels
Więcej mieć
Najgorzej, gdy chciwość traci moralne hamulce...
„Niewiasta siedząca na Bestii szkarłatnej”, „Wielka Nierządnica”, „Wielki Babilon”... Tak nazywał tę rzeczywistość Jan w 17 rozdziale Apokalipsy. To, przypomnijmy, społeczeństwo popierające bluźniercze roszczenia władzy – czyli służącej Smokowi Bestii (pierwszej Bestii) – bo mocno na takim układzie korzystające. To społeczeństwo wspierające bałwochwalstwo, uprawianie czarów, mordy na wojnie i cyrkowych arenach, seksualne rozpasanie, kradzież, kłamstwa, rozmiłowane w przepychu i konsumowaniu dóbr wszelkich; społeczeństwo nie widzące nic złego w wyzysku biednych i niewolników. Dodajmy, społeczeństwa wspierające też prześladowania tych, którzy służą prawdziwemu Bogu i starają się wiernie przestrzegać Jego praw. Kolejny, 18 rozdział Apokalipsy to wizja, w której ogłoszony zostaje nieodwołalny upadek tej instytucji; wielu zaboli, ale to nie jest układ, który zasługiwałby na przetrwanie. W najgłębszym swoim wymierza jest przecież dziełem Smoka i tych, którzy dla jakichś korzyści postanowili go wesprzeć...
Jan w wizji z 17 rozdziału Apokalipsy mocno ukierunkowywał odbiorców swojego dzieła ku przekonaniu, że tą rzeczywistością jest bałwochwalczy Rzym ze swoim wielkim imperium. Wizja z 18 rozdziału każe nam widzieć problem wyraźnie szerzej: to każda w historii świata instytucja (w tym państwo), wroga ludowi Bożemu. Babilon, ten starożytny, był pierwszym, który prawie zniszczył lud Boży, wtedy Judę. Rzym, kolejny taki Babilon, też próbował - Kościół. Jezus objawiający przez swojego anioła Janowi „co musi się stać”, wskazuje teraz, że wszystkie inne takie twory, które pojawią się w historii, upadną. Babilony zawsze, wcześniej czy później, upadają.
Czytającego Apokalipsę w trzeciej dekadzie XXI może przy tej lekturze przejść dreszcz: ta wizja Babilonu charakteryzuje go przede wszystkim jako pewien styl kulturowy rozmiłowany w dobrach materialnych, gotowy dla nich na wszystko. To przecież także obraz naszego świata, w którym tak naprawdę przestają liczyć się wartości, a liczy niczym nieskrępowana konsumpcja. Nawet gdy powoduje już mdłości. Ale przejdźmy do szczegółów Janowej wizji.
Niechybnie spustoszony
Potem ujrzałem innego anioła - zstępującego z nieba
i mającego wielką władzę,
a ziemia od chwały jego rozbłysła.
I głosem potężnym tak zawołał:
„Upadł, upadł Babilon - stolica.
I stała się siedliskiem demonów
i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego,
i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt,
bo winem zapalczywości swojego nierządu napoiła wszystkie narody,
i królowie ziemi dopuścili się z nią nierządu,
a kupcy ziemi wzbogacili się ogromem jej przepychu”.
Inny, zstępujący z nieba anioł? Inny od tego, który był jednym z siedmiu wylewających czasze gniewu Boga, a który pokazywał Janowi „Wielką Nierządnicę”. W ogóle nie jeden z owych siedmiu. Jakiś inny, zstępujący z nieba. To anioł „mający wielką władzę”, „od którego chwały rozbłyska ziemia” i który „ma potężny głos”. Nie znaczy to oczywiście że sam anioł jest tak ważny, ale że ważne i pewne jest posłanie, jakie przynosi od Boga.
Woła „upadł, upadł Babilon – stolica (...)”. Czas przeszły? To wskazanie dla czytelnika czy słuchacza Apokalipsy, że to wyrok pewny; tak pewny, że anioł mówi o nim w czasie przeszłym.
Warto zwrócić uwagę, że podobną zapowiedź mieliśmy już wcześniej. Najpierw gdy mowa była o aniołach zapowiadających godzinę sądu (tu konkretnie 14,8): „Upadł, upadł wielki Babilon, co winem zapalczywości swego nierządu napoił wszystkie narody!” O karze na Wielki Babilon wspomniano też w 16 rozdziale. No i oczywiście, o czym już wspomniałem, w rozdziale 17, gdzie mowa była o Wielkiej Nierządnicy, która to imię miała wypisane na czole. Dokładnie: „Wielki Babilon. Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi”. Babilon przegra, na pewno – głoszą te zapowiedzi. Przegrają instytucje zapatrzone w pomnażanie bogactwa i nie mające w tym żadnych moralnych oporów.
Miasto zamieni się w ruinę – wieszczy dalej w wizji Jana anioł. Stanie się „siedliskiem demonów”, „kryjówką wszelkiego ducha nieczystego”, „kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt”. To ostatnie jest obrazem spustoszenia, stosowanym między innymi przez Izajasza: miasta zamieniają się w siedliska dzikich zwierząt. W późnej tradycji biblijnej nieczyste (w sensie rytualnym) i budzące wstręt ptaki stały się synonimem nieczystych duchów, demonów. Stąd takie właśnie stwierdzenie w Apokalipsie.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że w tłumaczeniu tego fragmentu mamy najpierw słowo „siedlisko” – demonów w tym wypadku, a potem „kryjówka” – wszelkich duchów i ptaków nieczystych. To drugie słowo lepiej chyba jednak oddano w Biblii Paulistów jako „więzienie”: więzienie ducha nieczystego, więzienie nieczystego ptaka. Jak to rozumieć? Wiezienie, w których duchy nieczyste więżą? Czy więzienie w którym same są więzione? W tym drugim wypadku znaczyłoby to, że same nie mają ochoty w owym upadłym Babilonie żyć. W każdym razie obraz ten uświadamia nam, że korzystanie ze zła, posługiwanie się nim, na krótką metę, owszem, może dawać jakieś zyski. Na dłuższą zawsze jednak kończy się zniszczeniem.
A o jakie konkretnie zło chodziło? „(...) bo winem zapalczywości swojego nierządu napoiła wszystkie narody, i królowie ziemi dopuścili się z nią nierządu, a kupcy ziemi wzbogacili się ogromem jej przepychu” – ogłosił Janowi anioł.
Dwa razy pada tu słowo „nierząd”. Skojarzenie? Po pierwsze z prorokami, którzy tak nazywali bałwochwalstwo. Po drugie fakt, że pogaństwo słynęło z rozwiązłości seksualnej. Tu jednak chodzi o coś innego. Tym nierządem jest niepohamowane pragnienie bogactwa, w którym człowiek traci wszelkie moralne hamulce; dla pieniędzy gotów jest zrobić wszystko. Wskazuje na to trzecia z tych fraz, w której nie ma mowy o nierządzie, a o kupcach bogacących się na handlu z Babilonem. Jan używa tu obrazu zapożyczonego z mniej znanego proroctwa Izajasza, który przedstawia bogate, portowe miasto Tyr jako nierządnicę, bogacącą się dzięki usługom dla wszystkich królestw świata (Iz 23, 15-18). Tą usługą był oczywiście handel, ale Izajasz porównał go do bogacenia się dzięki nierządowi. Jan w Apokalipsie używa podobnego obrazu.
Warto zwrócić uwagę, kto na owym nierządzie się bogacił: wszystkie narody, królowie, kupcy. „Narody” to dość ogólne określenie; dziś też narody czy państwa mogą być bogate, co nie znaczy, że część ich obywateli może cierpieć biedę. Królowie i kupcy to już bardziej konkretne wskazanie. Warto zwrócić uwagę: to kategoria ludzi, która niczego nie wytwarza, a żyje dzięki temu, co wytwarzają inni; królowie dzięki podatkom, kupcy dzięki temu, że taniej kupują, drożej sprzedają...Babilon dał im możliwość bogacenia się, ale za cenę porzucenia zasad. Napoił, napoiła (bo stolica, w domyśle Wielka Nierządnica) ich winem zapalczywości swojego nierządu...
Czytelnikowi Apokalipsy z XXI wieku obraz ten przypomina to, co dzieje się dziś w świecie. Kiedy coraz wyraźniej pragnienie zysku sprawia, że do lamusa wędrują zasady moralne. Nie ma hamulców, chciwość nie jest nasycona nawet wtedy, gdy nie jest w stanie sensownie wykorzystać nawet ułamka swojego bogactwa. Ciągle jej mało. Ciągle chce się bogacić bardziej i bardziej i za nic ma zwykłych zjadaczy chleba, nawet tych z trudem wiążących koniec z końcem. Byle konta puchły, zer na rachunkach przybywało....
I dziś także mówi się, że bogacą się narody, choć dotyczy to przede wszystkim władców i tych, którzy trudnią się... Handel to o tyle nieodpowiednie określenie, że nie chodzi o detalistów. Raczej wielkich hurtowników, obracających potężnymi kwotami pieniędzy, papierami wartościowymi i temu podobnymi; bogaczy którzy maja juz tyle, że ich portfele już tylko pęcznieją. To ich przede wszystkim ten system karmi. Gdyby upadł... Biedni nawet tracąc wszystko tracą niewiele. Gdy bogacz ubożeje, a zwłaszcza gdy traci wszystko...
Chrześcijaninie, nie bierz w tym udziału
Jan pisze dalej
I usłyszałem inny głos z nieba mówiący:
„Ludu mój, wyjdźcie z niej,
byście nie mieli udziału w jej grzechach
i żadnej z jej plag nie ponieśli:
bo grzechy jej narosły - aż do nieba,
i wspomniał Bóg na jej zbrodnie.
Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała,
i za jej czyny oddajcie podwójnie:
w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie!
Ile się wsławiła i osiągnęła przepychu,
tyle jej zadajcie katuszy i smutku!
Ponieważ mówi w swym sercu:
«Zasiadam jak królowa
i nie jestem wdową,
i z pewnością nie zaznam żałoby»,
dlatego w jednym dniu nadejdą jej plagi:
śmierć i smutek, i głód;
i będzie ogniem spalona,
bo mocny jest Pan Bóg, który ją osądził (...)”.
Głos z nieba? Pewnie samego Boga, skoro mówi „ludu mój”. Czyli zwraca się do Kościoła, ludu Bożego. Ale w dalszej części tej wypowiedzi jest mowa o Bogu w trzeciej osobie, więc może to też być głos kogoś, kto Boga reprezentuje.
Co ma zrobić ten Boży lud? Wyjść z Babilonu, Wielkiej Nierządnicy, by nie mieć udziału w jej grzechach, a tym samym nie podlegać tej samej co Babilon karze. Co to znaczy? Zapewne nie chodzi o przeprowadzenie się do innego, bardziej uczciwego kraju czy udanie się na jakieś odludzie, by prowadzić życie z dala od niemoralności tego świata. Raczej o radykalne odcięcie się od tej niemoralności, którą świat proponuje. W dawnym Imperium Rzymskim było to wspomniane już bałwochwalstwo, umiłowanie krwawych rozrywek, seksualne rozpasanie, rozmiłowanie w przepychu i konsumpcji nie widzące niczego złego w wyzysku słabszych i parę innych. W dzisiejszych czasach.... Może o tym na koniec. W każdym razie to mocne podkreślenie: chrześcijanin nie może iść z duchem tego świata, nie może przyjmować jego zasad; musi trzymać się Ewangelii. Bardzo ważne. Bo inaczej doświadczy tych samych co Babilon plag... Nie, to nie jakiś wyjątek od reguły, że chrześcijanie mają iść z duchem czasu. Nie mają. Przynajmniej nie tak, by przyjmować styl tego świata. Podobne zresztą upomnienie skierował do chrześcijan św. Paweł w 2 liście do Koryntian (6,14-16): „Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego (...).
Babilon czeka więc kara. „Grzechy jej narosły - aż do nieba” – mówi głos. Czyli jest ich tyle, są tak wielkie, że Bóg nie może nie reagować. „Wspomniał na jej zbrodnie” to stwierdzenie podobne w swej wymowie, częściej w Biblii używane: Bóg zaczyna się sprawą interesować, więc za grzechy wymierzy karę.
Zwraca uwagę, że Babilonowi-Nierządnicy zostanie odpłacone tak, jak ona odpłaciła. Czyli dotknie ją ta sama krzywda, którą ona wyrządzała innym, doświadczy jak to jest, gdy tej konkretnej krzywdy się doznaje. Nawet więcej: otrzyma podwójnie. Niesprawiedliwie? Tu chodzi o to, żeby zrozumiała, żeby doświadczyła jak to jest, gdy jest się krzywdzonym.
A występujący w tej wizji Jana obraz kielicha i przyrządzonego wina? Przyrządzone, bo pewnie nieraz pito je z różnymi dodatkami. A wino, bo, jak tłumaczyłem w jednym z poprzednich odcinków tego cyklu, bywa ono symbolem cierpienia z powodu sposobu, w jaki się je wytwarza: wyciskanie soku przez wydeptanie winogron powoduje jego rozpryskiwanie się, co przypomina obraz bitewnej rzezi...
Sławę i przepych zastąpią w takiej samej mierze katusze i smutki – ciągnie dalej głos z nieba. A potem.. Może dla wygody czytającego przytoczmy ten tekst raz jeszcze:
Ponieważ mówi w swym sercu:
«Zasiadam jak królowa
i nie jestem wdową,
i z pewnością nie zaznam żałoby»,
dlatego w jednym dniu nadejdą jej plagi:
śmierć i smutek, i głód;
i będzie ogniem spalona,
bo mocny jest Pan Bóg, który ją osądził (...)”.
To obraz pychy. Jestem królową – mówi o sobie Nierządnica – Wielki Babilon. Czemu chwali się, że nie jest wdową? Sytuacja kobiet, które straciły mężów, była w społeczności pogańskiego Rzymu, podobnie jak w innych społecznościach tamtego czasu, dość niepewna. Wdowy, o ile nie znalazły „męskiego opiekuna” – ojca, brata, kuzyna były narażone na różnorakie „męskie knowania”, przez które mogły stracić majątek – jeśli go miały – albo i nawet skromne źródło utrzymania. Pozycja kobiety, także wdowy zależała trochę od łaski otoczenia. Stąd ten obraz „niewdowy”: jestem zabezpieczona, nic mi nie grozi.
Ale głos z nieba wieszczy: ta pycha zostanie w jednym momencie obalona przez plagi, które na nią spadną. Śmierć – w domyśle gwarantującego jej pozycję męża – związany z tym smutek wywołany niepewnością czy wręcz utratą dawnej pozycji i zubożenie – tu określane dosadnie jako głód. „Będzie ogniem spalona” dodaje głos. To kara, jaka przez wieki spotykała miasta stawiające silny opór swoim przyszłym zdobywcom. Sposób znany i współcześnie, choćby z historii popowstaniowej Warszawy... Bo ten, który Nierządnicę osądził, Bóg, jest mocny. I zrobi to, bo może zrobić. A Babilon nic na to nie będzie mógł poradzić...
Dalsza część tej wizji to z jednej strony lament tych, którzy na upadku Nierządnicy stracili, oraz wyzwanie do radości dla tych, którzy wiele od niej wycierpieli. Żeby jednak i ten odcinek cyklu nie rozrósł się do nie wiadomo jakich rozmiarów, na tym rozważania nad tekstem zakończmy. Spróbujmy jeszcze tylko odpowiedzieć na pytanie, jaka nauka płynie z tego proroctwa dla chrześcijan żyjących współcześnie.
Gdy czytać dziś...
Zauważmy najpierw najmniej istotne: Nierządnicy zostaje odpłacone tak, jak ona płaciła; a nawet więcej, dostaje „podwójną porcję” tego zła, jakie wyrządziła innym. Nie jest to regułą, ale dość często zdarza się, że ludzie doświadczają takiej samej krzywdy, jaką wyrządzili innym. Mówi się dziś – nie po chrześcijańsku – że „wróciła karma”. Tak bywa. W relacjach między społeczeństwami czy narodami zaobserwować coś takiego trudniej. Niekoniecznie dlatego, że tak się nie dzieje, ale w jakiejś mierze dlatego, że wszystko bardziej rozciąga się w czasie. Bywa jednak, znamy to z historii, że wielkie imperia upadają i same doznają potem ucisku, który wcześniej zgotowały innym. Jeśli dziś widzimy pychę i butę różnych potęg, to nie oskarżajmy Boga, że nic z tym nie robi. On ma czas. A dla nas nie jest napawanie się zemstą, ale nagroda za wierność jaką jest niebo.
Przypomnijmy też, o czym już wspomniałem: obraz Babilonu przedstawiony w tej wizji mocno przypomina to, co widzimy w dzisiejszym świecie: ową chciwość tak wielką, że gotową dla pomnożenia zysków na każdą nieprawość i każde draństwo. W naszym świecie wyraźnie przestaje się liczyć to, co nazywamy wartościami. Zastępują je pseudowartości. Wszystkie koniec końców nakierowane na to, żeby „jeść, pić i używać”; by jak najwięcej skonsumować. Dóbr materialnych, dóbr (pseudo)duchowych, doznań... Widać to nie tylko u poszczególnych ludzi. To nieraz państwa a nieraz i ponadpaństwowe systemy. Nie liczy się człowiek, nie liczą się nawet wielkie rzesze ludzi, liczy się zysk, kolejne zero dopisane do ciągu cyfr na bankowym koncie. Różnych władców, różnych, dzięki pieniądzom, w tych społeczeństwach niby ważniejszych; elit. Ale jak Babilony kończą – wiadomo...
Nie sposób czytając ten fragment Apokalipsy nie zastanowić się jeszcze nad jednym: co dla chrześcijan trzeciej dekady XXI wieku znaczy „wyjść z Babilonu”, by nie mieć udziału w grzechach tej Nierządnicy?
Zauważmy raz jeszcze: jej główną cechą jest rozbuchany konsumpcjonizm. To on stał się jej bożkiem, jego czci i jemu składa ofiary. Nie z siebie oczywiście, ale składając innych na jego ołtarzu. Jeśli chrześcijanie mają „wyjść z Babilonu” muszą radykalnie od takiej postawy się odciąć. Nie mogą w tej grze uczestniczyć, spodziewając się dla siebie jakichś zysków.... Jak?
Chrześcijanin nie jest oczywiście materialistą; wierzy w Boga. Ale może być materialistą praktycznym. W praktyce to pieniądz może rządzić jego działaniem. I grozi to także mocno zaangażowanym w życie wspólnoty Kościoła: żeby powstało jakieś zbożne dzieło, potrzebujemy pieniędzy. I z czasem przestajemy zauważać, że zamiast służyć zbożnemu dziełu zaczynamy służyć pieniądzom...
Chrześcijanin nie powinien przyjmować stylu współczesnego świata, który chce używać. Nie tylko dóbr materialnych, ale także doznać jak najwięcej, zwłaszcza tego, co przyjemne. Stąd nadużywanie alkoholu, narkotyki, seksualna rozwiązłość... Ale też nastawienie na wypoczynek i relaks, nie na służbę; zaniedbywanie ważnych obowiązków po to, by mieć więcej „czasu dla siebie”.... Tak, egoizm też; skoncentrowanie na sobie, na swoich prawach, a pogardzanie prawem innych... To uleganie niemądrym modom, szukanie akceptacji za cenę niewierności Bożemu prawu, czczenie różnych prezentujących całkiem niechrześcijańskie wartości idoli...
Chrześcijanin musi być inny. Musi starać się być człowiekiem Bożym; widzieć świat przez okulary Ewangelii i w jej świetle to, co jest w tym świecie, oceniać. Czasem bywa, że chrześcijanie czują się zobowiązani podążać za różnymi modami, bo to ma być sposobem na przyciągnięcie innych do Boga. Ale jeśli nie są inni niż ten świat, jeśli zdają się czcić te same bożki co świat, jak chcą go zmieniać? Sól, która traci smak nadaje się już tylko do wyrzucenia.