publikacja 02.02.2026 22:45
To wielki zaszczyt. Ale docenisz czy zaczniesz się wymawiać?
ks. Rafał Starkowicz /Foto Gość
Komunia
To święta uczta, na której Chrystus karmi nas swoim Ciałem. Ale tez znak zapowiadający, że zaproszeni jesteśmy na wesele w niebie
Bywa w ponure dni, kiedy na niebie nic, tylko ciężkie, brzemienne wodą chmury, że zaczyna robić się jaśniej. Słońca nie widać, nie widać ani kawałka błękitnego nieba, bo wszystko jednolicie szare, ale przykrywająca ziemię warstwa przepuszcza więcej światła. To niechybny znak, że chmury nad głową już cieńsze. Owszem, za chwilę znów może zrobić się ciemniej. Bywa jednak dość często tak, że za kilka czy kilkanaście minut po takim rozjaśnieniu zza chmur wychodzi słońce. Coś podobnego dzieje się w wizji z 19 rozdziału Apokalipsy. Ponurości całkiem nie znikają. Ale pojawia się jakby więcej światła. Nie, to jeszcze nie koniec dziejów, nie koniec zmagań ze złem. Babilon jednak już upadł. Wszystkie Babilony wcześniej czy później upadają. Na ziemi robi się jaśniej...
Początek dziewiętnastego rozdziału Apokalipsy zabiera nas jednak z powrotem do nieba. Dokładniej: to kolejna wizja zaproszonego do nieba Jana. Poprzednie jednak, już od dłuższego czasu, dotyczyły ziemi. Ta znów dotyczy nieba. I pokazuje reakcję jego mieszkańców na upadek Niewiasty siedzącej na szkarłatnej Bestii, Wielkiej Nierządnicy, Babilonu. Czytajmy:
Potem usłyszałem jak gdyby głos donośny
wielkiego tłumu w niebie - mówiących:
„Alleluja!
Zbawienie i chwała, i moc u Boga naszego,
bo wyroki Jego prawdziwe są i sprawiedliwe,
bo osądził Wielką Nierządnicę,
co znieprawiała nierządem swym ziemię,
i zażądał od niej poniesienia kary
za krew swoich sług”.
I rzekli powtórnie:
„Alleluja!”
A dym jej wznosi się na wieki wieków.
A dwudziestu czterech Starców upadło
i czworo Zwierząt,
i pokłon oddało Bogu zasiadającemu na tronie, mówiąc:
„Amen! Alleluja!”
W tym miejscu naszą lekturę świętego tekstu przerwijmy...
Wśród tłumu wielbiących Boga
To jasne: w wizji przedstawiono dziękczynienie składane Bogu za to, iż sprawił, że Babilon upadł. Przypomnijmy, Babilon to społeczeństwo zadowolone z władzy Bestii, bo mocno na wprowadzonych przez nią układach korzystające. Jego upadek, zgodnie z Ap 17,16 to dzieło Bestii i dziesięciu rogów. Czyli bluźnierczego państwa, bluźnierczych struktur władzy i jego/jej pomniejszych sojuszników, którym nie w smak było zbyt wygodne i dostatnie życie ich poddanych. Czemu więc niebo dziękuje Bogu? Ha! Bo Bóg jest Panem wszystkiego. Jego nie do ogarnięcia ludzkim rozumem zamysłem było, że zło wystąpiło przeciw złu; On, wiedząc jak zło potrafi nienawidzić, wprzągł je w swoje plany, ograł je. A kto konkretnie dziękuje Bogu?
To najpierw wielki tłum. Ten sam, który pojawiał się już w różnych fragmentach tej wizji wcześniej. W rozdziale 7 ludzie ci są nazwani tymi, którzy „przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (7,14). W rozdziale 15 to ci, co „zwyciężają Bestię i obraz jej, i liczbę jej imienia” i śpiewają hymn Mojżesza i Baranka. Tak, to ci chrześcijanie, dla których czas próby już się skończył: już osiągnęli niebo. I w tej scenie wielbią Boga.
Tym, którzy zastanawiają się, jak to możliwe że tłum jest wyuczony swojej kwestii, jakbyśmy mieli do czynienia z przedstawieniem, przypomnijmy: to jest wizja :) Tłum i bez przygotowania może równo recytować :) Sensem zaś owej wspólnej recytacji jest przesłanie, że wszyscy oni maja jednakowy ogląd spraw, Boga i tego, co się stało; są w tej kwestii jednomyślni.
Czytelnik Apokalipsy raczej czuje, co konkretnie mówią, ale że to język trochę nie przystający do naszego, to dla porządku wyjaśnijmy. „Alleluja” to często występująca w Starym Testamencie aklamacja wzywająca do wielbienie Boga, znacząca tyle co „chwalcie Pana”, (dosłownie „chwalcie Jahwe”). Zdanie „zbawienie i chwała, i moc u Boga naszego” to stwierdzenie, że Bóg jest tym, który zbawia, ratuje od śmierci; że jest godnym wszelkiej czci, uznania Jego wielkości i że On jest jedynym naprawdę mocnym, mającym pełnię władzy. Stwierdzenie, że „wyroki Jego prawdziwe są i sprawiedliwe” trzeba zaś rozumieć jako wyznanie, że Jego sąd oparty jest na dobrym rozeznaniu spraw, na prawdzie, a wydany wyrok – zawsze dobrze wyważony, uczciwy czyli właśnie sprawiedliwy.
Dalej czytamy: „bo osądził Wielką Nierządnicę, co znieprawiała nierządem swym ziemię” Kim jest owa Wielka Nierządnica już wyżej tłumaczyłem. Znieprawianie nierządem ziemi to z kolei nawiązanie do tego, o czym mowa było w poprzednim rozdziale: chodzi o szeroko rozumiane demoralizowanie innych narodów. Przez kontakty handlowe, sprzyjające zachłyśnięciu się niemoralną kulturą i przejmowaniu złych obyczajów. Z kolei stwierdzenie, że Bóg „zażądał od niej poniesienia kary za krew swoich sług” to wskazanie, że upadek Nierządnicy to także kara; sprawiedliwa kara, za prześladowanie chrześcijan.
Tłum kończy swoją wypowiedź kolejnym „Alleluja”. Tak wynika z ustawienia zamykającego cudzysłowu w Biblii Tysiąclecia. Nowsze tłumaczenia przesuwają go jednak za zdanie: „A dym jej wznosi się na wieki wieków”. Tak chyba bardziej spójnie. Jakby nie jednak nie było, zdanie to jest stwierdzeniem, że Babilon już się nie podniesie; że jego upadek jest ostateczny. My dziś czytający te słowa chyba powiedzielibyśmy raczej: upadek Babilonów jest/będzie ostateczny; choć w historii pojawia się ich wiele, nie mają przyszłości, skazane są na wieczną zagładę.
A dalej... Warto chyba przypomnieć: pojawiających się na scenie dwudziestu czterech Starców to symbol pełni Starego i Nowego Przymierza (liczba dwanaście to symbol pełni, a tu mamy 12 + 12). Chodzi więc o cały lud Boży, Izraela Starego Przymierza i Kościół Przymierza Nowego. Czworo zwierząt, to, przypomnijmy, symbol całego stworzenia; także, a może nawet przede wszystkim, tego niematerialnego, świata aniołów. Stwierdzenie, że Starcy „upadli” trzeba czytać jako „upadli na kolana” albo „upadli na twarze”; chodzi o proskynezę, głęboki pokłon, na kolanach, twarzą do ziemi. Komu się kłaniają? Zasiadającemu na tronie, czyli Bogu. „Amen” zaś to potwierdzenie: „tak”. Czyli całe stworzenie wraz z całym ludem Bożym potwierdza to, co mówią ci, którzy przeszli już czas próby i osiągnęli niebo: „Amen, Alleluja”, czyli „tak, wychwalajmy Pana”...
Czas na gody
Dalsza część tej Janowej wizji z początku wydaje się rozbudowaniem tego, o czym mowa było wcześniej. Niespodziewanie pojawia się tu jednak nowy temat, nowa zapowiedź. Przytoczmy ten tekst.
I wyszedł głos od tronu, mówiący:
„Chwalcie Boga naszego, wszyscy Jego słudzy,
którzy się Go boicie, mali i wielcy!”
I usłyszałem jakby głos wielkiego tłumu
i jakby głos mnogich wód,
i jakby głos potężnych gromów,
które mówiły:
„Alleluja,
bo zakrólował Pan Bóg nasz, Wszechmogący.
Weselmy się i radujmy,
i dajmy Mu chwałę,
bo nadeszły Gody Baranka,
a Jego Małżonka się przystroiła,
i dano jej oblec bisior lśniący i czysty” -
bisior bowiem oznacza czyny sprawiedliwe świętych.
Zaskakująca końcówka prawda? Ale po kolei. Ów głos od tronu wzywający do wychwalania Boga to najpewniej głos jakiegoś anioła przedstawiającego wolę Bożą. Nie, Bóg nie jest samochwałą; oddawanie Mu czci jest „godne i sprawiedliwe” – jak słyszmy w każdej Mszy; chodzi o uznanie prawdy, o uznanie tego, co sprawiedliwe: Bóg jest Panem. A wychwalać mają Go „mali i wielcy”. Czyli wszyscy. Po co to rozróżnienie? Jeśli to nie czysto literacki zabieg (żeby ładnie brzmiało) widziałbym w tym podkreślenie, że chodzi o naprawdę wszystkich. Bo... Cóż, wielcy czują nie się raz „ponad”, prawda? Jak słyszą, że „wszyscy” to wydaje im się, że wszyscy, ale nie oni; wszak to im dotąd się kłaniano, prawda? To podkreślenie, że Bóg nie patrzy na nasze „hierarchie ważności”; na różne układy, godności i temu podobne. Wszak wszyscy jesteśmy tylko Jego stworzeniami...
Reakcja na to wezwanie jest natychmiastowa – dowiadujemy się dalej. Słychać jakby głos wielkiego tłumu, mnogich wód, potężnych gromów: czyli głośny, taki, którego mający zdrowy słuch nie mogą nie usłyszeć. I co ów potężny tłum mówi? Znów jest Alleluja, wezwanie do wielbienia Pana. I stwierdzenie, że Bóg właśnie „zakrólował”. Nie należy jednak rozmieć tego stwierdzenia, jakoby wcześniej czegoś Jego królowaniu brakowało. Raczej jako wyznanie, że doprowadzając do upadku Babilonu – przypomnijmy, zniszczonego przez głupotę Bestii i jej sojuszników – Bóg potwierdził, że jest Panem, że jest Wszechmogącym (po grecku Pantokratorem); nie ma mowy, by ktokolwiek mógł się z Nim równać.
No i teraz zaczynają się „egzegetyczne schody”. Wezwanie, by się weselić, radować i oddawać Wszechmogącemu chwałę są jasne, ale o co chodzi z tymi godami Baranka?
To nawiązanie do pojawiającego się W Starym Testamencie, szczególnie wyraźnie u proroków, obrazu przedstawiającego Boga jako męża, a Izraela jako (niewierną) żonę. Prorocy zapowiadają, że nadejdzie czas, gdy Bóg na nowo poślubi oddaloną za niewierność żonę. U Izajasza (Deuteroizajasza), w kontekście niewoli babilońskiej padają np. skierowane do Izraelitów słowa (50,1):
Tak mówi Pan:
«Gdzie ten list rozwodowy waszej matki,
na mocy którego ją odprawiłem?
Albo któryż to jest z moich wierzycieli,
któremu was zaprzedałem?
Oto za wasze winy zostaliście sprzedani
i za wasze zbrodnie odprawiona wasza matka.
A parę rozdziałów dalej czytamy:
Nie lękaj się, bo już się nie zawstydzisz,
nie wstydź się, bo już nie doznasz pohańbienia.
Raczej zapomnisz o wstydzie twej młodości.
I nie wspomnisz już hańby twego wdowieństwa.
Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel,
któremu na imię - Pan Zastępów;
Odkupicielem twoim - Święty Izraela,
nazywają Go Bogiem całej ziemi.
Zaiste, jak niewiastę porzuconą
i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan.
I jakby do porzuconej żony młodości
mówi twój Bóg:
Na krótką chwilę porzuciłem ciebie,
ale z ogromną miłością cię przygarnę.
W przystępie gniewu ukryłem
przed tobą na krótko swe oblicze,
ale w miłości wieczystej
nad tobą się ulitowałem,
mówi Pan, twój Odkupiciel.
Szczególnie pięknie wybrzmiewa to u Ozeasza, gdzie Bóg zapowiada przygarnięcie matki i jej odrzuconych dzieci
I poślubię cię sobie na wieki,
poślubię przez sprawiedliwość i prawo,
przez miłość i miłosierdzie.
Poślubię cię sobie przez wierność,
a poznasz Pana.
W owym dniu - wyrocznia Pana,
odpowiem na pragnienia niebios, a one
odpowiedzą na pragnienia ziemi;
ziemia zaś odpowie pragnieniu zboża, wina i oliwy;
a one odpowiedzą pragnieniu Jizreel.
Rozsieję go po kraju,
zlituję się nad Lo-Ruchamą,
powiem do Lo-Ammi: „Ludem moim jesteś”,
a on odpowie: „Mój Boże!”
Lo-Ruchama to symboliczne imię córki proroka. Znaczy ono „Ta, da której nie ma miłosierdzia”. Podobnie „Lo-Ammi”, imię syna proroka, znaczy „Nie mój lud”...
Cytować można by więcej, ale to nie miejsce na zbyt długie dygresje :) Warto tylko zauważyć, że i Jan Chrzciciel, mówiąc o Jezusie nazwał go oblubieńcem, który ma oblubienicę, a siebie samego przyjacielem oblubieńca (J 3,29). A potem św. Paweł, w 2 Liście do Koryntian, wykorzystał ów obraz małżeństwa i napisał: „Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę” (2 Kor 11,2) W kontekście tradycji biblijnej trzeba więc ową zaskakującą deklarację tłumu z wizji Apokalipsy widzieć jako nadejście momentu, w którym Bóg na zawsze już zwiąże się ze swoim ludem, Kościołem. A teraz to związek nietrwały? – mógłby ktoś spytać. No właśnie...
Musimy w tym miejscu przypomnieć sobie, jak wyglądał ślub w Izraelu w czasach Jezusa i apostołów. Generalnie tak, że składał się z dwóch etapów. Najpierw następowało coś, co my nazwalibyśmy uroczystymi zaręczynami. Tyle że akt ten traktowano już bardzo poważnie, uważano, że osoby po tym wydarzeniu są już sobie poślubione. Ale nie mieszkały razem. Dopiero potem, po upływie jakiegoś czasu, żona przeprowadzała się do domu męża. Uroczyście. Najpierw się przystrajała, potem szła w orszaku odprowadzana przez przyjaciółki, a pan młody wychodził na jej spotkanie i wnosił ja do domu. Potem następowała uczta weselna (trwająca tydzień), ale już pierwszego dnia małżeństwo było konsumowane; potem już była tylko wspólna radość. Na marginesie, taki obyczaj tłumaczy, czemu Ewangelista Mateusz pisze, że Maryja po zaślubinach z Józefem jeszcze z nim nie mieszkała (Mt 1,18)...
Możemy powiedzieć więc tak: Jezus już poślubił Kościół (po grecku Ekklezję!). Tylko Małżonkowie jeszcze nie mieszkają razem. Długo trwał czas próby, ale teraz nadchodzi moment, kiedy Żona (Ekklezia) przeprowadzi się do męża. Jak czytamy, już zaczyna się na tę chwilę stroić. Zwróćmy uwagę: to wyraźnie współgra z tym, co pisał Jan w 12 rozdziale Apokalipsy: Niewiasta - Kościół zbiegła tam na pustynię; choć Smok, Szatan, próbował ją zniszczyć, nie dał rady, a dla Niewiasty zaczął się czas próby – jak dla żony, która czeka na przeniesienie się do domu męża. Teraz, po upadku Babilonu, ten czas próby się kończy...
Zauważmy jeszcze to strojenie się Małżonki Baranka... Ubiera się w bisior – to cenna w starożytności tkanina. Oznacza tu, jak wyjaśnia Jan „sprawiedliwe czyny świętych”. Czyli Kościół – Ekklezja stroi się w dobre czyny swoich członków; dzięki nim może się pięknie przystroić. Żeby nie było dodajmy: owe sprawiedliwe, dobre czyny świętych to także wiara, wierne trwanie przy Bogu, nie tylko dobro świadczone bliźnim. I, zauważmy też jeszcze: nie jest tak, że owa Małżonka „jest strojona”, jak to bywa i pewnie bywało z paniami młodymi przygotowywanymi do ślubu. Ona przystraja się sama. To wskazanie na pewien trud, na starania; że ten piękny i drogocenny jej strój to nie tylko Boży dar, ale i jej wysiłek, wysiłek jej dzieci – można by powiedzieć. Bóg pozwala się jej tak ubrać (dano jej), bo sobie na to swoim wiernym trwaniem w wierze i miłości zasłużyła...
Zauważmy to, bo to bardzo ważne dla Kościoła dziś: czas naszego ziemskiego pielgrzymowania to czas próby. Nie musi więc być łatwo: wręcz przeciwnie, może być bardzo trudno. Jak trudno było tym, którzy z powodu swojej wiary w Chrystusa byli w ciągu minionych wieków marginalizowani, pozbawiani możliwości zarabiania a nawet zabijani. Nie jest naszym zadaniem pokonać ten świat, sprawić, że wszyscy zostaną chrześcijanami i to takimi, że na ziemi będzie prawie tak dobrze jak w niebie. Jest nim mimo wszelkich przeciwności wiernie trwać w wierze w Chrystusa. Autentycznej wierze, wierze konsekwentnej, nie tylko słuchającej Ewangelii, ale także wprowadzającej ją w życie.
Naprawdę szczęśliwi
Pod koniec sceny pojawia się spore nagromadzenie myśli. Ale najpierw przytoczmy tekst.
I mówi mi:
„Napisz:
Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka!”
I mówi mi:
„Te prawdziwe słowa są Boże”.
I upadłem przed jego stopami, by oddać mu pokłon.
I mówi:
„Bacz, abyś tego nie czynił,
bo jestem twoim współsługą
i braci twoich, co mają świadectwo Jezusa:
Bogu samemu złóż pokłon!”
Świadectwem bowiem Jezusa jest duch proroctwa.
Kto mówi? Anioł za pośrednictwem którego Chrystus przedstawia Janowi owe wizje. Ostatnio wspomniany dwa rozdziały wcześniej, w 17,7, ale to ciągle on....
A co mówi? Najpierw spisujący treść tego objawienia Jan napisał „Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka!” To kolejne z siedmiu błogosławieństw Apokalipsy (wcześniej były już 1,3; 14,13; 16,15; a potem będą jeszcze 20,6; 22,7 i 22,14). Nie wchodząc w dotyczące struktury tekstu szczegóły: czwarte, więc z siedmiu środkowe, więc najważniejsze.
Zauważmy: jak w 12 rozdziale Smok, nie mogąc dosięgnąć Niewiasty – Kościoła, zaczął walkę „z resztą jej potomstwa” (bo jej potomek Jezus Chrystus po swoim zmartwychwstaniu został „porwany do nieba” – 12,5b), tak teraz właśnie ci będący „resztą jej potomstwa”, członkowie Kościoła, są zaproszeni, wezwani na wesele do nieba. Tak, do nieba, bo Pan Młody przecież już jest w niebie; tam ma przeprowadzić się Niewiasta – Matka wierzących, tam odbędzie się owa ”, uczta weselna, „uczta godów Baranka”.
Mówi anioł o zaproszonych, że błogosławieni, szczęśliwi... Ale, pamiętajmy, to zaproszenie trzeba jeszcze przyjąć. Warto w tym kontekście przypomnieć znaną z Ewangelii przypowieść o uczcie weselnej, którą pewien król wyprawił swojemu synowi, a zaproszeni zaczęli się wymawiać i nie przyszli (Mt 22). A przyjmujemy to zaproszenie, gdy ochrzczeni trwamy w żywej wierze; czyli takiej, o której autentyczności świadczą też nasze czyny nasza postawa...
Wagę tego błogosławieństwa anioł podkreśla mówiąc Janowi: „Te prawdziwe słowa są Boże”, albo, w mniej dosłownym tłumaczeniu, poprawionym „to są prawdziwie słowa Boga”.
Dalej Jan pada do stóp anioła, chcąc oddać Chrystusowemu posłańcowi cześć. Ten jednak go powstrzymuje. Wyjaśnia – to ważna nauka – że godzien przyjmowania takiej czci jest tylko Bóg; jemu Jan ma się kłaniać. Samego siebie anioł nazywa współsługą Jana i jego braci, wierzących w Jezusa. Anioł jest, tak jak ludzie, Bożym stworzeniem. A Bóg, tylko On, jest ponad stworzeniem... Nie wyśmiewajmy jednak postawy Jana: przez to, że chciał oddać aniołowi pokłon wskazuje nam, jak ważne są te słowa błogosławieństwa, które usłyszał. Przecież właśnie waga tych słów spowodowała, ze chciał przed aniołem upaść na twarz....
Pozostaje wyjaśnić jeszcze jedno: co to znaczy „mieć świadectwo Jezusa”? Jak rozumieć, że „świadectwem Jezusa jest duch proroctwa?” Zestawiając te dwa, w tekście oddzielone innymi słowami, widać już o co chodzi: mieć świadectwo Jezusa znaczy mieć ducha proroctwa. Mówiąc jaśniej: chodzi o to, że autentycznym chrześcijaninem jest ten, który, jak prorok, świadczy o Jezusie. Mniej istotne czy słowem czy czynem; chodzi o to, co w Ewangeliach Jezusa nazywa bycie solą ziemi i światłem świata. Chrześcijaństwo „teoretyczne” nie mające przełożenia na postawę, na życie, to za mało...
Pouczenie dla naszego „dziś”
Tak, życie chrześcijanina tu na ziemi jest czasem próby. Nie chodzi o to, by udało się nam zmienić cały świat, ale by żyjąc w niekoniecznie sprzyjających warunkach tego świata, być autentycznym chrześcijaninem. O tym już pisałem szerzej ciut wyżej. Warto też odnieść do naszego dziś owo błogosławieństwo dotyczące zaproszonych na ucztę godów Baranka. Tak, jesteśmy zaproszeni, ale czy przypadkiem różnymi sprawami się nie wymawiamy? Tym, że musimy obrobić swoje pole, zobaczyć świeżo kupionych pięć par wołów, zająć się swoim kupiectwem, zająć się świeżo poślubioną żoną... Wymówek bardziej współczesnych, jakie znajdują dziś chrześcijanie, by wymówić się od przyjścia na ucztę, cała masa. A bywają i tacy chrześcijanie, którzy Bogiem dziś zdają się gardzić. Jak owi zaproszeni, którzy pozabijali sługi króla wzywające ich na weselną ucztę. Tak, nie wystarczy otrzymać zaproszenie: trzeba jeszcze na nie odpowiedzieć, wybrać się, przyjść...
Nie wystarczy być „chrześcijaninem bezobjawowym”; z metryki tylko. Być chrześcijaninem to Ewangelię wprowadzać w czyn. To pamiętać zarówno o miłości Boga, jak i miłości bliźniego...
I co dalej? Małżonka się przystroiła, niebawem więc uczta weselna. Ale jeszcze trzeba przejść w orszaku do domu Pana Młodego. Zanim nastąpi ostatni akt zaślubin Baranka i jego Oblubienicy - Kościoła, trochę się jeszcze musi podziać. I o tym w dalszej części Apokalipsy. I kolejnych odcinkach cyklu.