publikacja 07.06.2026 12:50
Wyobraź sobie bezkresną pustynię. Rozgrzany piach parzy stopy, wiatr niesie pył. Tam, gdzie życie wydaje się niemożliwe – Bóg wybiera miejsce spotkania.
Trzęsacz
Góra Synaj na obrazie Eugena Brachta.
Najpierw był ognisty krzak. A teraz – góra Synaj, przeszywana błyskawicami. Grzmoty rozdzierają niebo, obłok spowija szczyt. Mojżesz wchodzi, ale to nie on jest bohaterem. W centrum burzy jest Bóg. Święty, potężny, bliski.
Lud, który wyszedł z Egiptu, był wolny... ale w środku wciąż tkwiła w nich niewola. Czterysta lat upodlenia zostawiło rany: „Nie masz imienia. Nie masz znaczenia. Nie masz Boga.”
Zanim Bóg wypowiedział pierwsze przykazanie, najpierw się przedstawił. „Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.” W tych słowach nie ma groźby. Jest miłość. Jest przeszłość i przyszłość. Jest historia relacji.
To Bóg osobisty, nie teoretyczny. Nie bóstwo z mitologii, ale Ten, który działa w konkretnym czasie i wobec konkretnych ludzi. Który ratuje. Który pamięta. Który staje po stronie słabego.
To zdanie nie jest wstępem do przykazań – to ich fundament. Bez niego wszystkie przykazania byłyby jedynie prawem bez ducha. A przecież nawet w ludzkim świecie prawo nabiera sensu tylko wtedy, gdy stoi za nim relacja: ojciec – dziecko, nauczyciel – uczeń, lekarz – pacjent.
Dekalog zaczyna się więc nie od „nie wolno”, ale od „kocham cię”. Bo prawdziwa miłość zawsze uczy i stawia granice. Tak jak ojciec mówi synowi: „Nie baw się ogniem” – nie z zawiści, ale z troski.
*
Powyższy tekst pochodzi z książki "Prawda, która wyzwala. Dekalog jako lekarstwo na nasze czasy". Autor: Krzysztof Jerzy Kordzikowski.
