Warunki i cel odprawiania „lectio divina”

Bezinteresowne? Osobiste? Duchowe?

Bezinteresowne
Nie w tym sensie, że nie dąży do żadnego celu, ale że intencja, która ma ożywiać praktykę lectio divina, przekracza wszelkie cele drugorzędne, jeżeli nie są wprost podporządkowane zasilaniu naszego życia osobistego. Ośmieliłbym się nawet powiedzieć, że od tej intencji, od jej czystości zależy, czy nasze czytanie będzie można nazwać lectio divina. Sprawą zasadniczą jest zagadnienie: czego szukamy w tej czynności.

W pewien sposób każda lektura może się stać lectio divina, jeżeli dokonuje się ją w tym duchu, jak i przeciwnie – lektura nawet najświętszego tekstu nie stanie się automatycznie lectio divina, jeżeli ten duch jej nie ożywia. Praca dokonywana w innym celu (studium, pouczenie bliźniego) może być uznana i stać się lectio divina; wszystko zależy od intensywności i aktualności naszego wewnętrznego poszukiwania.

Osobiste
Lectio divina odpowiada na nasze pragnienie coraz pełniejszego życia. Powinno ono być czynnikiem „osobowotwórczym”, a więc „uwewnętrznione”. Powinno pozwalać każdemu z nas rozwijać się w prawdzie.

Duchowe
To znaczy dokonywane pod działaniem Ducha Świętego. Lectio jest nasłuchiwaniem dwoma uszami: uchem zewnętrznym, które słucha Słowa zawartego w książce, i uchem wewnętrznym, które stara się pochwycić to, co Duch mówi o tym w sercu. Stąd doniosła rola modlitwy przed zaczęciem.

Przeżyte
Lectio divina włącza się w cały kontekst naszego życia. Powinna zaistnieć harmonia między tekstem przeczytanym i kontekstem życiowym, aby ten pierwszy mógł zostać przyswojony. Całe nasze życie prowadzi do tego, by zrozumieć Słowo (albo się temu sprzeciwia), i powinno poniekąd nim „przesiąknąć”, aby w nas rozwinęło się zamiłowanie do lectio.

Dokładne
To znaczy – ma być rzeczywiście „obiektywnym słuchaniem” Słowa. Nie chodzi o to, by mu „dyktować”, co ma nam powiedzieć, ale słuchać, co rzeczywiście mówi. A do tego trzeba ducha pokory, ubóstwa – być przekonanym, że zawsze możemy się czegoś nauczyć, otrzymać, zrewidować swoje sposoby myślenia.

Właśnie w tej perspektywie bardziej metodyczna lektura jest nieodzowna, by mogła odpowiedzieć na coraz bardziej intensywną potrzebę prawdy, która normalnie ma w nas się pogłębiać w miarę naszego duchowego wzrastania uwieńczonego dojrzałą wiarą.

Dokładną treść Słowa możemy znaleźć jedynie w odniesieniu do jego interpretacji zastrzeżonej wspólnocie eklezjalnej. Stąd konieczność studium. Nie ma ono innego celu, jak umożliwienie nam kontaktu z aktualnym Słowem Kościoła, będącego owocem Tradycji i życia danej chwili. Studium pomaga nam czytać Słowo Boga „w Kościele”. Głównie w tym celu mnich oddaje się studiom Pisma Świętego, teologii, patrologii i innym... Każdy powinien to czynić na miarę swych zdolności. Może w formie bardziej „szkolnej” w okresie swej formacji, studia te powinny być kontynuowane przez całe życie zgodnie z rytmem właściwym każdemu. „Acedia” jest często związana z brakiem odwagi przyłożenia się do studium. I przeciwnie, gdy „smak duchowy” rozwinie się, stanie się żywy, granice między lectio divina i studium będą się coraz bardziej zacierać: obydwie te czynności prowadzą do Boga.

Wytrwałe
Nawet wtedy, gdy się nie ma apetytu, trzeba jeść. Nawet jeżeli niektóre pokarmy są gorzkie, należy je przyjmować. Nawet wtedy, gdy się nie ma wiele czasu, wykorzystajmy tyle, ile się go ma. Im bardziej jesteśmy wierni lectio divina, tym więcej w nim możemy zasmakować... Im mniej się je praktykuje, tym mniejszą z czasem odczuwa się jego potrzebę.

Cel „lectio divina”
W rozdziale 73 św. Benedykt nakazuje nam czytanie Pisma Świętego i Ojców, aby tam znaleźć „formę życia” i „prostą drogę, którą można dojść do Stwórcy”. Celem lectio divina jest przeprowadzenie „ewengelizacji” naszego życia w jego całokształcie (modlitwa, stosunki braterskie, wspólnotowe, społeczne, kierowanie sobą itp.), aby to wszystko było zgodne z „przykazaniami Pana”.

Po to trzeba przede wszystkim przejąć się do głębi Jego myślą, z wolna przemieniać nasz umysł i serce według Jego Ducha. A wszystko to ma się dokonywać przez lekturę, do której będziemy się pilnie przykładać.

Lektura ta, będąc kontaktem ze Słowem, jest równocześnie kontaktem z samym Panem i kontemplacją. Rzeczą normalną i dobrą jest szukanie i zażywanie tej radości i ścisłego kontaktu z Bogiem. Pismo Święte jest nam dane dla naszej pociechy (Rz 15,4), lecz biorąc głębiej, jest ono „pouczeniem”, by nauczyć nas żyć. Jest ono duszą naszego ślubu „nawrócenia obyczajów”.

Co trzeba czytać podczas „lectio divina”?
Materią lectio divina może być wszystko, co nas prowadzi ku Bogu.

Na pierwszym miejscu i w sposób zasadniczy będzie to Pismo Święte, które nam po to zostało dane. Jest ono Słowem życia, którym żywi się człowiek. Każdemu życiu chrześcijańskiemu, które jest niedostatecznie zasilane Słowem Boga, i to przez kontakt bezpośredni, grozi uwiąd i jakiś anemiczny partykularyzm.

Aby lepiej wniknąć w Słowo Boga, dobrze jest czytać pisma ludzi, którzy zrozumieli je i wcielili w życie: ojcowie, to znaczy ci, którzy otrzymali łaskę ojcostwa duchowego przez swoje promieniowanie, czy to w czasach starożytnych, czy też w XX wieku, z chwilą, gdy weszli w myśl Kościoła.

Tak więc, mocno podkreślając priorytet Biblii w lectio divina, wciąż się do niej odnosząc i powracając, nie trzeba z góry zastrzegać, że absolutnie nic więcej. Byłoby to dowodem pewnego rodzaju pretensjonalności.

*

Fragment książki „Jak żyć dzisiaj Regułą św. Benedykta”

Bertrand Rollin OSB (1926-1990), benedyktyn z opactwa En Calcat we Francji. Do klasztoru wstąpił w 1943 r., a dwa lata później złożył profesję wieczystą. Wyświęcony na kapłana w 1951 r.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg