Krzyż: cierpienie, posłuszeństwo, wywyższenie

Garść uwag do czytań na święto Podwyższenia Krzyża Świętego z cyklu „Biblijne konteksty”.

Reklama

Czy więc kara na Izraelitów była zbyt wielka? Gdy patrzyć tylko na doczesność, na pewno. Ale gdy pamiętamy, że istnieje życie wieczne i że owi pokąsani przez węże wcale nie musieli trafić do piekła, Boża kara na Izrael szemrzący na pustyni wygląda już diametralnie inaczej.

Wracając do czytania... Trochę dziwaczny sposób na uratowanie od skutków działania jadu wymyślił Pan Bóg, prawda? Przecież mógł podać Izraelowi jakieś lekarstwo, po którego podaniu ukąszony odzyskiwałby zdrowie. Mógł ustalić jakiś rytuał, któremu ukąszony musiałby się poddać. Nie. Bóg wybrał sposób dla Izraela najprostszy i najmniej uciążliwy. Wystarczało spojrzenie na umieszczonego na wysokim palu miedzianego węża, by ukąszony odzyskiwał zdrowie.

Scena ta nabiera sensu dopiero dla tych, którzy mają możliwość spojrzenia na nią z perspektywy pochrystusowej. Trudno nie dopatrywać się w tym chęci zapowiedzi krzyżowej śmierci Jezusa i ukazania analogii: jak spojrzenie na miedzianego węża ratowało od jadu zwyczajnych węży, tak spojrzenie na krzyż uratuje ludzi od jadu diabelskiego i śmierci wiecznej.

Spojrzenie na węża, spojrzenie na krzyż.... Dość często skłonni jesteśmy myśleć, że do zbawienia potrzeba spełnienia wielu wymagań. A tu jest tylko spojrzenie. Temat do rozmyślań, co powinno się kryć pod tym spojrzeniem i czy do zbawienia wystarcza rzut na taśmę w ostatniej chwili życia...

2. Kontekst drugiego czytania Flp 2,6-11

Drugie czytanie święta Podwyższenia Krzyża, pochodzące z listu św. Pawła do Filipan, czytane jest zawsze w Niedzielę Palmową. Proszę wybaczyć, że posłużę się tu tym, co napisałem wcześniej. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że tekst ten ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia sensu śmierci Jezusa dla naszego zbawienia. 

Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.

Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.

Pobożność pasyjna każe nam rozpamiętywać okrutne męki, które zadano Jezusowi.  I każe myśleć, że „w Jego ranach jest nasze zdrowie” (z czwartej Pieśni Sługi Jahwe). To prawda. Ale nie do końca. Bo rodzi pewne nieporozumienie: myślenie, że zbawiły nas te wszystkie cierpienia Jezusa; że Jego fizyczny ból dał nam zbawienie. Stąd już tylko krok do rodzącego się w niektórych pytania, czy przypadkiem Ojciec nie jest zwykłym okrutnikiem. No bo skoro dla naszego zbawienia potrzeba Mu było strasznych cierpień Syna… to  czy nie jest tak, że znajduje On satysfakcję w zadawaniu Synowi (i człowiekowi) wymyślnych katuszy?

Św. Paweł ustawia sprawę zupełnie inaczej. Akcentuje nie cierpienie i śmierć, ale posłuszeństwo. Jezus istniejąc w postaci Bożej (czyli będąc Bogiem) uniża się i przychodzi na świat jako człowiek. We wszystkim co robi, jest posłuszny Ojcu. W posłuszeństwie Ojcu naucza, w posłuszeństwie Ojcu uzdrawia. Tak, uzdrawia. Bo Bóg wcale nie ma zamiłowania do cierpienia. Ale to pełnienie misji zleconej przez Ojca, to posłuszeństwo wobec Niego sprawia, że część Żydów zaczyna Go nienawidzić. I co Jezus robi? Nie wycofuje się ze swojej misji i nie ucieka. Prowadzi ją dalej. W momencie aresztowania w Ogrójcu nie zabija jednym słowem swoich przeciwników. Potem, wobec arcykapłana, pytany o swoja godność przyznaje, że jest Synem Bożym (stwierdzenie że Syn Człowieczy będzie zasiadał po prawicy Boga). Nie wykręca się, że źle Go zrozumiano, że to wszystko jest nieporozumieniem. Zdaje się na łaskę swoich wrogów. Wierny aż do końca swojemu posłannictwu.

Dlatego że jest wierny, posłuszny Ojcu, przyjmuje wszystkie cierpienia. Zniewagi, bicie, oplucie, szyderstwa, koronowanie cierniem, popychanie i przybicie do krzyża. Ale to nie przez ten fizyczny ból jesteśmy zbawieni, ale przez posłuszeństwo. Posłuszeństwo, które wiele kosztowało. Posłuszeństwo, które kazało Jezusowi nie cofnąć się nawet przed ogromnym cierpieniem, a w końcu także śmiercią. Jak przez nieposłusznego Adama na świecie zagościł grzech, a bramy raju zostały zamknięte, tak przez posłusznego Jezusa rozlewa się na świecie łaska i zbawienie.

Właśnie to dające człowiekowi zbawienie posłuszeństwo Jezusa aż do śmierci – pisze dalej autor hymnu o kenozie”  – daje Mu też w konsekwencji wywyższenie, „darowanie imienia ponad wszelkie imię” i wyznanie Jego uczniów, że Jezus jest Panem (czyli Bogiem).

3. Kontekst Ewangelii J 3,13-17

Czytany w święto Podwyższenia Krzyża fragment Ewangelii Jana to wyjątek z dłuższej rozmowy Jezusa z Nikodemem. Wybrano ten a nie inny fragment pewnie dlatego, że też tłumaczy sens Jezusowego krzyża.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Andej
    14.09.2015 08:49
    Czy wykonanie miedzianego węża nie było sprzeczne z prawem, które zakazywało tworzenie obrazów czegokolwiek, co jest żyjące? Jak to rozumieć?
  • uczennica6
    14.09.2015 14:27
    "Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu;...".

    Dlaczego węża? Dlaczego na palu? I dlaczego taką a nie inną Bóg wymierzył sprawiedliwość?

    Węże - każdy Izraelita znał, wiedział, że ukąszenie grozi śmiercią. Bóg więc ostrzegł: jeśli zbliżysz się do niego i zostaniesz ukąszony - umrzesz. Ostrzeżenie "umieścił" na palu, wydając polecenie takie Mojżeszowi. Strzeż się węża bo umrzesz.
    Wąż był znany Izraelitom jako szatan, który obrał sobie go za swoje "ciało", kiedy podchodził do człowieka. Jeśli zbliżysz się do szatana - umrzesz. Izraelita nie rozróżniał węża od szatana, wszystkie traktował jako śmiercionośne stworzenia. Dlatego Bóg polecił Mojżeszowi - umieść węża na palu a Ja będę ich chronił. To nie była kara ze strony Boga a OSTRZEŻENIE. Bóg w wężu pełzającym po ziemi widział szatańskie sztuczki. Nie każdy wąż był jadowity ale każdy wąż uśmiercał człowieka jadem od wewnątrz. Człowiek przeciwstawiał się wtedy Bogu. Był dotknięty jadem szatana.

    Od strony duchowości - wąż jako zwierzę zachowuje się podobnie jak inne zwierzęta; wąż, w którego postać wciela się szatan zawsze uśmierca odchodzącego od Boga człowieka.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama