Znak Jonasza

Czytając Ewangelie, niemal zawsze myśli się, że ten kilka razy zapowiedziany „znak", który dostarczyłby do­wodu prawdy mesjanicznego roszczenia Jezusa, został ogłoszony przez zjawienia się po Zmartwychwstaniu.

Fragment książki "Mówią, że zmartwychwstał. Rozważanie na temat pustego grobu", który zamieszczamy za zgodą Wydawnictwa M


„Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i, wy­stawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nie­ba. Ale On im odrzekł: "Wieczorem mówicie: Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni; rano zaś: Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione. Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza». Z tym ich zostawił i odszedł". Tyle Mateusz (16,1-4).
Odpowiedź była sucha i kategoryczna, po której na­stąpiło bezapelacyjne „Z tym ich zostawił i odszedł". Zresz­tą odpowiedź bardzo jasna dla Żydów, którym księga Jonasza była dobrze znana. W każdym razie, właśnie sam Jezus to wyjaśnił, według jednego z wcześniejszych frag­mentów tego samego ewangelisty: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi..." (Mt 12,39 n.).

Czytając Ewangelie, niemal zawsze myśli się, że ten kilka razy zapowiedziany „znak", który dostarczyłby do­wodu prawdy mesjanicznego roszczenia Jezusa, został ogłoszony przez zjawienia się po Zmartwychwstaniu. W rzeczywistości jednak nie wydaje się tak: Zmartwych­wstały ukazuje się tylko uczniom, przyjaciołom, podczas gdy nie ma żadnego śladu objawiania się przeciwnikom - „faryzeuszom i saduceuszom", jak mówi Ewangelia, dla wskazania nie tylko na te dwie kategorie, ale na cały establishment Izraela, który przeciwstawia się Mu podczas nauczania i któremu na końcu udaje się posłać Go na śmierć - nie ma więc śladu Jego objawiania się tym przeciwnikom, którym został zapowiedziany „dowód", „znak Jonasza", niepodważalny argument.
Trzeba więc rozpatrywać fakt postrzegany zmysłami, widzialny, dający się stwierdzić, niezaprzeczalny, który udowodniłby wszystkim, nie tylko tym z Jego kręgu, rzeczywistość Zmartwychwstania.
Po wykluczeniu zjawień się (do których ci, którzy nie byli przyjaciółmi, nie mieli prawa) nie można rozpatrywać nawet pustego grobu, ponieważ nie przedstawia on jedno­znacznego argumentu, wiarygodnego samego przez się. Jak już kilkakrotnie wspominaliśmy, proste zniknięcie zwłok upoważniało do wszystkich domysłów, poczynając od kradzieży, jak myśli, płacząc, Maria Magdalena.

Jedynym możliwym „znakiem Jonasza", faktem nieza­przeczalnym etiam erga inimicos, jedynym, który zaryso­wuje się w Ewangelii, wydaje się - i jeszcze raz polegamy na Mateuszu, który wymownie jest jedynym wprowadzają­cym epizod straży przy grobie - świadectwo żołnierzy: „Niektórzy ze straży przybyli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło" (Mt 28,11).
O czym opowiadają żołnierze? Oczywiście o tym, co przekazuje sam ewangelista i o czym się strażnicy osobiś­cie przekonali: „A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg". Tak że „że strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli" (Mt 28,2 nn.). Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia, że natychmiast po opamiętaniu się ci ludzie nie myśleli o niczym innym tylko o ucieczce, o dotarciu do miejsc zamieszkałych, o zdaniu gorączkowej relacji z nadzwyczajnego wydarzenia.
Jest rzeczywiście dziwne, że na tym przykładzie zostało dokonanych wiele rekonstrukcji słów ewangelicznych tak­że przez bardzo starannych oraz wiarygodnych uczonych. Jest to dziwne, ponieważ tak bardzo odbiegają od jasnego opowiadania ewangelisty Mateusza. Według niego kobiety i żołnierze są protagonistami równocześnie, w tym samym czasie, tego samego, wstrząsające doświadczenia. I dopie­ro po przeżyciu go pomieszani z sobą - wszyscy i wszyst­kie - kobiety odchodzą („Pospiesznie więc oddaliły się od grobu z bojażnią i wielką radością i biegły oznajmić to Jego uczniom", Mt 28,8); a następnie odchodzą także żołnierze. Ale nie wszyscy. Ponieważ, jak mówi ewangelista z uściś­leniem, jakie wydaje się prawie nigdy nie zauważone: „Niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło". Tines, po grecku: a więc „niektórzy"; i „Gdy one (mianowicie kobiety) były w drodze", jak ściśle określa początek tego samego wiersza (28,11).
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Krzysztof
    15.05.2011 22:53
    Jonasz znaczy gołąb. Czyli "znak gołębia"
  • Tomek
    17.05.2011 14:48
    A moim zdaniem "znak Jonasza" to zwykłe, proste nawoływanie "nawróćcie się bo inaczej czeka was zagłada, bez Boga zginiecie" na którym oparła się cała historia Jonasza. Na sprzeciwie przed uratowaniem Niniwy. Przez ten sprzeciw Jonasz znalazł się na statku, a później w brzuchu wielkiej ryby. Bóg jakby powierzył Jonaszowi to nawoływanie jako misję życiową i cierpliwie do niej wracał, prosząc go by "ostrzegł mieszkańców Niniwy".
    I tak w słowach Jezusa "prócz znaku Jonasza" mamy zawartą treść która brzmi spójnie z późniejszym "błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli".
  • Ka_
    09.10.2011 18:59
    Krzysztof ! Znak gołębia??? NAPRAWDĘ???
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama