Posłuszeństwo to wolność

Andrzej Macura

publikacja 07.03.2014 22:01

Garść uwag do czytań na I niedzielę Wielkiego Postu roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

Posłuszeństwo to wolność Andrzej Macura / CC-SA 3.0 Powiedz, żeby te kamienia stały się chlebem

Posłuszeństwo. Paskudne słowo, prawda? Rodzi  różne nieciekawe skojarzenia. Pewnie dlatego, że mocno obrzydził je człowiekowi diabeł. Dawno temu w raju. I teraz też swoje robi. Tymczasem posłuszeństwo – Bogu oczywiście – to najwyższy przejaw wolności. Pokazał ją Jezus podczas kuszenia na pustyni. Tak  można  w skrócie ująć sens czytań pierwszej niedzieli Wielkiego Postu.

1. Kontekst pierwszego czytania Rdz 2,7–9;3,1–7

Skąd się wziął świat? Po co człowiek? Skąd w dobrym świecie wzięło się zło? Żydzi i chrześcijanie poznają na nie odpowiedź dzięki autorom Księgi Rodzaju. Zawarli je w 11 pierwszych rozdziałach swojego dzieła. A że nie chcieli pisać nudnego traktatu wszystko ujęli w formę opowieści. W warstwie narracji oczywiście zmyślonej. Nikt z nich nie widział przecież stwarzania świata czy grzechu pierwszych rodziców. Ale jak najbardziej prawdziwej jeśli idzie o owe podstawowe pytania, które zadaje sobie każdy myślący człowiek.

Czytanie tej niedzieli to fragmenty 2. i 3 rozdziału Księgi Rodzaju. Tak dobrane, by – upraszczając – z jednej strony pokazać łaskawość Boga, z drugiej ludzką niewdzięczność. Przytoczmy je, zaznaczając miejsce przerwy znaczkiem (...).

Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. (...)

A wąż był najbardziej przebiegły ze wszystkich zwierząt polnych, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: „Czy to prawda, że Bóg powiedział: »Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?«”.

Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: »Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli«”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”.


Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią; a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Pierwszy akapit tej opowieści to niejako wstęp. Uzmysławia słuchaczowi, że Bóg jest dobrodziejem człowieka. Bo go stworzył, bo umieścił go w pięknym ogrodzie (dla ludów żyjących na terenach suchych i jałowych – a takich ziem na terenach biblijnych nie brakuje – ogród jest symbolem dobrobytu). Przy okazji wprowadza w temat dwóch drzew – poznania dobra i zła oraz drzewa życia. To dwie... hmmm…  jak to nazwać... potencjalne możliwości, które już i tak szczodrze obdarowany człowiek może zrealizować.  Jest to możliwość,  by człowiek, istota z natury dobra, mogła poznać, dotknąć, więc i czynić zło. I możliwość wiecznego życia.

A dalej jest już o ludzkiej odpowiedzi na to dobrodziejstwo. Zwraca uwagę:

  • Pierwszy krok strategii węża (szatana). Posługuje się metodą manipulacji zwaną „rzucaniem fałszywych podejrzeń”. Dobrze wiedział, czego dotyczył zakaz Boga względem ludzi. W pytaniu jednak przedstawia Boga jako jakiegoś bezdusznego tyrana: „Czy to prawda, że Bóg powiedział: «Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?»”.  Osiągnął skutek. Ewa wprawdzie wyjaśniła, że zakaz dotyczył tylko „drzewa ze środka ogrodu”, ale cel został osiągnięty: pośrednio Ewa przyznała, że Bóg nie jest aż taki dobry. Nie zakazał  jeść ze wszystkich drzew ogrodu, ale jednak zakazał. Ciekawe dlaczego? To było posianie wątpliwości co do dobrych intencji Boga. Jak się za chwile okazało, skuteczne.
     
  • Drugi krok strategii węża. „Na pewno nie umrzecie” to zwyczajne kłamstwo. Fałszywa obietnica. Dalsza część wywodów jest bardziej finezyjna. To bazująca już na posianej wcześniej wątpliwości co do dobrych intencji Boga półprawda

    Co słyszy Ewa? Że będzie jak Bóg. Jak Bóg będzie znała dobro i zło. Wydaje się jej więc, że warto. Jaka jest pełna prawda? Że to „bycie jak Bóg” wcale nie uczyni jej szczęśliwszą. Poznanie dobra i zła to doświadczenie którego  Ewa tak naprawdę wcale nie chce.  To trochę tak, jakby powiedzieć dziecku: jeśli chcesz być mądrzejszy skocz z drugiego piętra. Taki skok oczywiście przyniesie poważne kontuzje czy złamania.  Ale dziecko faktycznie będzie mądrzejsze. Będzie wiedziało, że z okna się nie skacze.
     
  • Najważniejsze: grzech to nieposłuszeństwo. Wynikające z braku zaufania do Boga. Ewa zerwała owoc, dała mężowi i stało się. Konsekwencji tego czynu nie dało się już po prostu zapomnieć. Gdy się pojawiły, wpisały się w ludzka naturę. Skaziły ją. I  pierwszym tego objawem jest to, że Adam i Ewa odkrywają swoją nagość. Robią więc sobie przepaski. Sielanka między nimi się skoczyła. Przestają sobie ufać.

Gdy człowiek raz zakosztuje grzechu naprawdę nie można go po prostu wymazać z jego pamięci. Lekarstwem jest odkrycie, że grzech nie jest niczym pociągającym. Że jest jak zgniłe z jednej strony jabłko: mami pięknym wyglądem ale jest wstrętne. Cała strategia Boga w historii zbawienia polega właśnie na tym, że uczy ludzkość,  zaufania do siebie. Pokazuje że warto. Dlatego, choć biblijni bohaterowie często są dalecy od ideału, mają jednak jedną, ważną cechę: wierzą Bogu. Abraham Jakub, Mojżesz, Jozue, Dawid i inni..  Nie zawsze do końca, ale wierzą. A pierwszym, który w pełni zaufa i nie cofnie się nawet wtedy, gdy dla tego zaufania przyjdzie ponieść śmierć, będzie Boży Syn, Jezus Chrystus. To On, przez swoje posłuszeństwo aż do śmierci, przyniesie światu zbawienie.

Z tej perspektywy widać wyraźniej, że grzech to niewola. Niewola szukania swojej chwały, niewola lęku przed Bogiem, lęku przed drugim człowiekiem (te przepaski!). Prawdziwa wolność rodzi się z zaufania Bogu. Z posłuszeństwa.

2. Kontekst drugiego czytania Rz 5,12.17–19

Czytany tej niedzieli fragment listu do Rzymian to teologiczne rozwinięcie historii grzechu pierwszych rodziców i wskazanie na jej szczęśliwe zakończenie w Jezusie Chrystusie. Zgodne z tym, co napisałem wyżej.  Opuszczenie w czytaniu wersetów 13-16 tym razem pomaga lepiej uchwycić myśl św. Pawła, który nieco się w swoich tłumaczeniach zapętlił.

Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa.

A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi.

Wszystko jasne: Jezus jest niejako nowym Adamem. Jak pierwszy przez swój grzech sprawił, że natura ludzka została skażona, tak drugi przez swoje posłuszeństwo aż do śmierci naprawia ją. Tak, nie zostaliśmy zbawieni cierpieniem, ale posłuszeństwem. Takim posłuszeństwem, które wiele kosztowało. Posłuszeństwem, u którego podstaw leżało zaufanie, że skoro Bóg to cierpienie dopuszcza, to widocznie tak będzie najlepiej. 

Szatan w raju skłamał. Wbrew temu co powiedział, grzech zamknął człowiekowi część stojących przed nim możliwości. Dopiero Jezus, swoim posłuszeństwem aż do śmierci na nowo je przywrócił. Usunął sprzed bram Edenu stojących na straży drzewa życia cherubów i połyskujące ostrze miecza (Rdz 3, 24)I daje człowiekowi możliwość sięgnięcia po owoce drzewa życia.

3. Kontekst Ewangelii Mt 4,1–11

Czytany tej niedzieli fragment Ewangelii Mateusza pochodzi z jej początku. Gdyby pominąć Ewangelię Dzieciństwa byłaby to właściwie druga, po chrzcie nad Jordanem, scena z udziałem Jezusa w Ewangelii.

Chrzest w Jordanie to uroczyste wskazanie na Jezusa jako tego, w którym spełniają się zapowiedzi proroków o przyszłym Mesjaszu. Scena  kuszenia na pustyni jest jakby jej dopełnieniem. Wyjaśnia sens, istotę Jego misji.  Przedstawmy ją.

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód.

Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”. Lecz On mu odparł: „Napisane jest: »Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych«”.

Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: »Aniołom swoim rozkaże o Tobie, a na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień«”. Odrzekł mu Jezus: „Ale jest napisane także: »Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego«”.

Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Na to odrzekł mu Jezus: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: »Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz«”. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.

 

4. Warto zauważyć

Pustynia, czterdzieści dni, początek wielkiej misji.. Skojarzeń biblijnych nasuwa się więcej. Ale...

Sens sceny kuszenia Jezusa na pustyni w kontekście tego, co zawierały wcześniejsze czytania jest oczywisty. Chodzi o pokazanie Jezusa jako tego, który odrzuca szatańskie pokusy. Odrzuca nieposłuszeństwo, a przyjmuje posłuszeństwo, bo ufa Bogu. Odrzuca, a dzięki temu, że będzie tak konsekwentnie postępował dalej,  niebawem zbawi cały świat. W pewnym sensie Jego postaw już przynosi owoce. Jak pisze Mateusz, po odrzuceniu pokus, do Jezusa przychodzą aniołowie i usługują Mu.  Choć nie ma tego w Księdze Rodzaju wedle wierzeń rabinów tak właśnie było kiedyś w Edenie. Jezus po odrzuceniu pokus niejako kosztuje łask raju.

Zwraca też uwagę, że Jezus zawsze odpowiada diabłu słowami Pisma Świętego, Starego Testamentu. Dlaczego to ważne? Przecież autorem zawartych nich wskazań jest sam Bóg. Jezus diabłu, który mówi „zrób tak a tak” nie przeciwstawia własnego autorytetu. Mówi: „nie zrobię tak jak mówisz, bo Bóg powiedział tak a tak, a ja Mu ufam i nie będę Mu się przeciwstawiał”.

Gdy tak czytać te scenę szczegóły dotyczące treści samych pokus mają już znaczenie drugorzędne. Ale może parę uwag:

  • Pierwsza z  pokus to pokusa łatwego chleba. Pstryknij palcami a będziesz miał co jeść. W ułatwianiu zdobywania pożywienia nie ma oczywiście nic złego. Ale jeśli sposoby podsuwa diabeł, to nie warto. On nigdy nie chce dobra człowieka. Zawsze chce coś ugrać dla siebie. Tak jak w scenie z pierwszego czytania, w Edenie. Dlatego nawet gdy proponuje rzecz tak wydawałoby się dobrą jak łatwe zdobycie jedzenia, nie należy mu ufać. Za to ufać należy Bogu: jak On powiedział, że chleb nie jest najważniejszy, to tak jest i koniec.
     
  • Druga pokusa dotyczy wystawienia Boga na próbę. Wyraźnie jest odpowiedzią diabła na postawę wobec pierwszej. Skoro ufasz Bogu, to skoczy, wypróbuj, czy Ci Bóg naprawdę pomoże. I tę pokusę sprawdzenia Jezus odrzuca. Owszem, Bóg troszczy się o swoje dzieci. Nie znaczy to jednak, że można Go sobie „sprawdzać”. Zaufanie do Niego musi być pełne. Nie oparte na „wypróbowaniu” jak zareaguje.
     
  • Trzecia, ostatnia pokusa. To pokusa osiągnięcia celów przez niegodziwe środki. Osiągnięcia władzy nad światem dzięki paktowaniu z diabłem. To oczywiście ślepa uliczka. Wybór złych środków nigdy nie przynosi dobrych owoców. Nawet gdy wyglądają bardzo atrakcyjnie, okazują się zgniłkami. 

5. W praktyce

Najważniejsza nauka płynąca z czytań tej niedzieli to przypomnienie, że podstawową zasada postępowania każdego chrześcijanina powinno być posłuszeństwo Bogu. Posłuszeństwo wyrażone w przestrzeganiu Jego przykazań i braniu na serio zasad Ewangelii. Nie skuteczność w osiąganiu celów, nie sukces, a tym bardziej takie sprawy jak zabezpieczenie materialne czy pozycja w społeczeństwie.

Bardziej szczegółowo?

  • Chrześcijanin nigdy nie powinien posługiwać się sianiem wątpliwości co do czyjejś uczciwości czy prawości. Albo wie, jest pewien, że ktoś robi coś złego albo tego nie wie. I w tym drugim wypadku nie wolno mu niczego złego sugerować. Niestety, katolicy w Polsce o tym zapomnieli. Metoda „na sianie wątpliwości” czy na „sugerowanie podłości” jest przez pewne środowiska katolików notorycznie stosowana. Raz rzucone podejrzenia zaczynają żyć własnym życiem i z czasem można już mówić „jak wszyscy wiemy” itp. Jakie to wywołuje reakcje u oskarżanych nietrudno przy odrobinie empatii zrozumieć. Niestety, ludzie tak postępujący często uważani są przez nas katolików, za strażników prawości i uczciwości. Trzeba jasno powiedzieć: to jest metoda diabła. A skutki już widać: szeroko rozlaną demoralizację w kwestii ósmego przykazania.
     
  • Chrześcijaninowi nie wolno posługiwać się kłamstwem czy półprawdą. Poza sytuacjami, gdy mówieniem nieprawdy chcemy ochronić ofiarę przed oprawcą, kłamstwo jest złe. A celowe przekazywanie prawdy tak, by odbiorca miał błędny ogląd sprawy i przez to stanął po naszej stronie to ordynarna manipulacja.

To po lekturze pierwszego czytania. A po Ewangelii?

  • Jedzenie to życie. Ale nie jest zawsze najważniejsze. Zwłaszcza gdy nie grozi śmierć głodowa, a raczej tylko to, że będzie mniej wykwintne. Tłumaczenie się, że muszę się zgadzać na jakieś większe zło, bo muszę mieć chleb jest co najmniej podejrzane.
     
  • Bogu, owszem, należy ufać. Ale nigdy nie należy Go wystawiać na próbę. Jaka różnica? Każdy granicę powinien chyba wyznaczyć w swoim sumieniu.
     
  • Nigdy nie wolno kłaniać się diabłu. Jak by szlachetna nie była sprawa, na której nam zależy. Cel nie uświęca środków.