Gotowy na spór

Andrzej Macura

dodane 10.11.2017 18:30

Bóg Starego Testamentu jest zły? Skądże. Po prostu gdy zło się panoszy nie udaje, że jest inaczej.

W świątyni bożka konsumpcji Henryk Przondziono /Foto Gość W świątyni bożka konsumpcji
Zakupy? Nic w nich złego. O ile człowiek nie odwraca się wtedy plecami do Boga. I uważając, że do niczego nie jest mu już potrzebny żyje, jakby Go nie było...

Izajasz 1
Tekst z cyklu „Dobry Bóg Starego Testamentu"

„Radź sobie sam”. Czasem już inaczej nie można. Czasem to jedyne, co pozostaje powiedzieć kochanemu synowi. Tak bywa, gdy już dorosły chętnie korzysta z dobrodziejstw, jakim jest mieszkanie i stołowanie się u mamy tudzież zasobny portfel taty, ale robi jedno głupstwo za drugim. Na tłumaczenia, prośby i groźby wzrusza tylko ramionami pewny, że naiwni staruszkowie swoje powiedzą, a potem znów będzie jak wcześniej. Nauka? A po co? Wykształcenie dziś nic nie daje. Praca? Przecież tyle razy wyjaśniał, że dobrej nie może znaleźć, a byle czego brał nie będzie, bo to poniżej jego godności. Dlaczego czepiają się, że za dużo wydaje na ciuchy? Przecież nie będzie chodził jak łachmaniarz! Dlaczego mają pretensje, że wieczorami wypija z kumplami tych kilka piw i podpity wraca nad ranem? To nie można mieć przyjaciół?

Boży kłopot

Podobny kłopot jak owi rodzice z synem miał w czasach Izajasza ze swoim ludem Bóg. Jego naród, Juda, chętnie korzystał z wszelkich dobrodziejstwa Bożej opieki. Podobało mu się, że nawet dość silni sąsiedzi nie potrafili mu zagrozić. Przekonany był zresztą pewnie, że Boga w to mieszać nie trzeba. Że sama ich zmyślność wystarczy. Bo przecież sroce spod ogona nie wypadli. Są narodem mądrym, który zawsze dobrze sobie radzi.  A Bóg? No co: przecież oddają Mu w świątyni cześć. O co chodzi? Powinien się tym zadowolić. Powinien być zadowolony, że jednak jeszcze składają Mu ofiary, choć przecież wcale by nie musieli. Czego Mu jeszcze od nich trzeba?  Wyłączności? Przesada. Przestrzegania jakiegoś prawa? Nieżyciowe jest! Takie nie pasujące do współczesnych realiów! Niech popatrzy, jak to robią inne narody i niech się z tym swoim prawem schowa.

A Bóg , przez Izajasza, odpowiada.

Niebiosa, słuchajcie, ziemio, nadstaw uszu,
bo Pan przemawia:
«Wykarmiłem i wychowałem synów,
lecz oni wystąpili przeciw Mnie.
Wół rozpoznaje swego pana
i osioł żłób swego właściciela,
Izrael na niczym się nie zna,
lud mój niczego nie rozumie».

Na opamiętanie

No właśnie. Głupiutkie bydlęta wiedzą, kto daje im jeść i zapewnia im dach nad głową. Wiedzą, że muszą się za to odwdzięczyć swoją pracą, ale że per saldo to się i tak opłaca. Tymczasem lud Boży zachowuje się, jakby się z choinki urwał. Jakby nie wiedział, kto jest jego dobrodziejem. „Jesteście głupsi od wołu i osła” – mówi do nich Bóg! Ach, jak śmie! Jaka obraza! Niestety, to szczera prawda. Skoro lud Boży zapomniał komu zawdzięcza swoją pomyślność, to nie jest mądrzejszy od bydląt, które mają w tej kwestii więcej oleju w głowie. I jeśli łagodne przypominanie prawdy nic nie daje, trzeba powiedzieć ostro. Obrażą się? A niech się obrażają. Ale niech ich coś ruszy. Niech przynajmniej przez chwilę pomyślą.

Dzisiaj? No cóż... Na takie porównanie do wołu i osła pewnie wielu uniosłoby się pychą i stwierdziło, że jak tak można; że nikt, nawet sam Bóg, nie może ich obrażać. I pewnie nie zauważyliby, że problem ma swój początek nie w ostrych słowach Boga, ale w ciągłym lekceważeniu Go przez ludzi. O tak, przypominają sobie o Nim, a jakże, kiedy na chwilę przestaje ich bronić przez skutkami ich własnej głupoty. Kiedy przychodzi nieszczęście, katastrofa, wojna. Wtedy krzyczą: Bóg zapomniał! Jak mógł do tego dopuścić! Na pewno wcale Go nie ma!

Kiedy człowiek w swojej głupocie nie chce przyjąć prawd oczywistych ostre słowa  – Pisma Świętego, kaznodziejów – przypominające, kto tu jest Szefem, są ostatnią deską ratunku. Wynikają z miłości. Bo gdyby Bóg nie kochał, nic by nie mówił. Ludzie byliby Mu obojętni. Mówiłby „róbcie co chcecie” i machnąłby ręką. Tymczasem używa ostrych porównań, żeby głuchymi na argumenty wstrząsnąć. Żeby opamiętać. Bo wie, że jeśli człowiek nie wróci ze złej drogi, to przed karą ostateczną może uchronić go już tylko ciężkie życiowe doświadczenie..

A wy wiecie swoje...

To przeświadczenie o konieczności sprowadzenia Judy ze złej drogi w nadziei, że nie będą potrzebne środki bardziej drastyczne przebija się w dalszej części Bożo-Izajaszowej wypowiedzi.

Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością,
plemię zbójeckie, dzieci wyrodne!

Bardzo mocne słowa... I dalej...

Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraela,
odwrócili się wstecz.
Gdzie was jeszcze uderzyć,
skoro mnożycie przestępstwa?
Cała głowa chora, całe serce osłabłe;
od stopy nogi do szczytu głowy nie ma w nim części nietkniętej:
rany i sińce i opuchnięte pręgi,
nie opatrzone ani przewiązane,
ni złagodzone oliwą.
Kraj wasz spustoszony, wasze miasta ogniem spalone,
cudzoziemcy tratują wam niwy na waszych oczach:
spustoszenie jak po zagładzie Sodomy.
Córa Syjonu ostała się
jak chatka w winnicy,
jak szałas w ogrodzie warzywnym,
jak miasto oblężone.

Tak, mówi Bóg, dopuściłem na was wiele nieszczęść. Dopuściłem jednak po to, żebyście się opamiętali i do Mnie wrócili. Ale nawet to nie pomaga. Dalej uparcie trwacie w swoim. To co mam jeszcze zrobić? Jak na was wpłynąć?

I pozostaje drobna nadzieja, że Bóg nie wytoczy cięższych armat:

Gdyby nam Pan Zastępów nie zostawił Reszty,
stalibyśmy się jak Sodoma,
podobni bylibyśmy Gomorze.

Tak, gdyby nie znalazła się Reszta – mała grupa sprawiedliwych – Jerozolima zostałaby zniszczona jak Sodoma i Gomora. Jakaś nadzieja i dla wszystkich, którzy dziś Boga traktują poważnie. Być może wiernie trwając w nauce Chrystusa są tymi, którzy chronią świat przed nieszczęściami większymi te które spadły na owe miasta...

A konkretnie o co chodzi?

Są grzechy małe i wielkie. Drobiazgi i sprawy kluczowe. Nieuważność i podłość. Pośpiech i wyrachowanie. Człowiek, kiedy idzie o jego własne postępowanie, ma jednak dziwną skłonność do umniejszania win. Zwłaszcza jeśli jest do swoich nieprawości przyzwyczajony. Przecież zawsze tak było i musi być! O co chodzi! To czepialstwo! Bóg stanowczo zbyt wiele wymaga! Nie zna życia! Wszędzie tylko grzech, grzech i grzech!

Owszem, bywa że czyjeś sumienie jest przewrażliwione. Zresztą najczęściej w jednej czy drugiej dziedzinie, a zupełnie niewrażliwe w trzeciej, czwartej i piątej. Bywa jednak i tak, że jest jak używany do otwierania konserw nóż – zupełnie stępione. I nie widzi nawet swoich bardzo wielkich przewin, na wszystko znajdując jakieś wytłumaczenie. Podobnie było z mieszkańcami Judy z czasów Izajasza. Czcimy Boga! – mogli z ręką na sercu powiedzieć. Tyle że tylko formalnie. W sercu Boga nie mieli. Raczej gdzie indziej...

Słuchajcie słowa Pańskiego, wodzowie sodomscy,
daj posłuch prawu naszego Boga, ludu Gomory!
«Co mi po mnóstwie waszych ofiar? -
mówi Pan.
Syt jestem całopalenia kozłów
i łoju tłustych cielców.
Krew wołów i baranów,
i kozłów mi obrzydła.
Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną,
kto tego żądał od was,
żebyście wydeptywali me dziedzińce?
Przestańcie składania czczych ofiar!
Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu;
święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań...
Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości.
Nienawidzę całą duszą
waszych świąt nowiu i obchodów;
stały Mi się ciężarem;
sprzykrzyło Mi się je znosić!
Gdy wyciągniecie ręce,
odwrócę od was me oczy.
Choćbyście nawet mnożyli modlitwy,
Ja nie wysłucham.


Dlaczego? Ano czytajmy dalej.

Ręce wasze pełne są krwi.
Obmyjcie się, czyści bądźcie!
Usuńcie zło uczynków waszych
sprzed moich oczu!
Przestańcie czynić zło!
Zaprawiajcie się w dobrem!
Troszczcie się o sprawiedliwość,
wspomagajcie uciśnionego,
oddajcie słuszność sierocie,
w obronie wdowy stawajcie!


Już mniej więcej wiadomo, o co Bogu chodziło. W kolejnych kliku rozdziałach Księgi Izajasza jest tego znacznie więcej.

Jakżeż to miasto wierne
stało się nierządnicą?
Syjon był pełen rozsądku,
sprawiedliwość w nim mieszkała,
a teraz zabójcy! (Iz 1,21)

Twoi książęta zbuntowani,
wspólnicy złodziei;
wszyscy lubią podarki,
gonią za wynagrodzeniem.
Nie oddają sprawiedliwości sierocie (Iz 1,23)

A dalej Bóg wyrzuca swojemu narodowi:

Biada tym, którzy przydają dom do domu,
przyłączają rolę do roli,
tak iż nie ma wolnego miejsca;
i wy sami mieszkacie w środku kraju. (Iz 4,8)

Chodzi oczywiście o wielkie bogacenie się niektórych kosztem uboższych i niej wpływowych,  którzy powoli tracili swoje dobra. A to wszystko pewnie metodami dalekimi od uczciwości, skoro gdzie indziej padają słowa:

Zaiste Jeruzalem upada
i Juda się wali,
bo przeciw Panu są ich słowa i czyny,
by oczy Jego chwały obrażać.
Stronniczość ich świadczy przeciw nim,
jak Sodoma ogłaszają swój grzech,
nie ukrywają [go]. Biada im,
bo sami sobie gotują nieszczęście. (Iz 3,8-9)

Bóg wyrzucał Judzie też inny grzech.

Zaiste, wstyd wam będzie z powodu terebintów,
któreście umiłowali,
zarumienicie się wobec gajów,
któreście obrali sobie.

Tak, chodzi oczywiście nie o zwykłe ogrody, ale o czczenie „świętych” drzew. Bo choć Boga swych ojców  do końca nie porzucili, to w kraju kwitło bałwochwalstwo.

Zaiste, odrzuciłeś Twój lud, dom Jakuba,
bo pełen jest wróżbitów
i wieszczków jak Filistyni;
na zgodę uderza w ręce cudzoziemców.
Kraj jego pełen jest srebra i złota,
a skarby jego są niezliczone.
Kraj jego pełen jest koni,
a wozy jego nieprzeliczone.
Kraj jego pełen jest bożyszczy...
[Oni] wielbią rąk swoich dzieło,
które wykonały ich palce.
Poniżył się człowiek, upodlił śmiertelny;
nie przebaczaj im! (Iz 2,6-9)

Znamienne, że Bóg przez proroka piętnuje też grzech zbytniego strojenia się.

Pan powiedział: «Ponieważ się wbiły w pychę
córki syjońskie,
ponieważ chodzą wyciągając szyję
i rzucając oczami,
ponieważ chodzą wciąż drepcząc
i dzwonią brząkadełkami u swych nóg,
przeto Pan sprawi, że wyłysieją czaszki córek syjońskich,
Pan obnaży ich skronie».

W owym dniu usunie Pan ozdobę brząkadeł u trzewików, słoneczka i półksiężyce, kolczyki, bransolety i welony, diademy, łańcuszki u nóg i wstążki, flaszeczki na wonności i amulety, pierścionki i kółka do nosa, drogie suknie, narzutki i szale, torebki i zwierciadełka, cienką bieliznę, zawoje i letnie sukienki. I będzie:

zamiast wonności - zaduch,
zamiast paska - powróz,
miast uczesanych kędziorów - łysina,
miast wykwintnej szaty - ciasny wór,
zamiast krasy - wypalone piętno. (Iz 3, 16-23)

Aż zdumiewa, że jako mężczyzna Izajasz potrafił wymienić tyle przejawów kobiecego strojenia się. Co w tym złego? Ano wiadomo. Gdy najważniejsze, by wyglądać lepiej niż inne, być ubraną bardziej modnie i mieć na sobie droższe ozdoby tak, by inni zazdrościli, bliźnie niewiele znaczy. Jest co najwyżej elementem rozrywki albo rozgrywki.  Bóg też nie jest wtedy do niczego potrzebny.

Ale nie tylko kobiety Izajasz piętnuje.

Biada tym, którzy rychło wstając rano
szukają sycery,
zostają do późna w noc,
[bo] wino ich rozgrzewa.
Nic, tylko harfy i cytry,
bębny i flety,
i wino na ich ucztach.
O sprawę Pana nie dbają
ani nie baczą na dzieła rąk Jego. (Iz 4, 11-12)

Zabawa, zabawa, jeszcze raz zabawa. Bóg też do tego niepotrzebny, bo i bez niego jest fajnie. Że inni muszą dużo pracować? A to ich sprawa. Mieli być bardziej zaradni.

Biada tym, którzy na postronkach od wołu ciągną nieprawości
i na powrozach uprzęży swe grzechy!
Tym, którzy mówią: «Prędzej! Niech przyspieszy On swe dzieło,
byśmy zobaczyli,
niech się zbliżą i urzeczywistnią
zamiary Świętego Izraelowego,
abyśmy je poznali!»
Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem,
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności,
którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz!
Biada tym, którzy się uważają za mądrych
i są sprytnymi we własnym mniemaniu!
Biada tym, którzy są bohaterami w piciu wina
i dzielni w mieszaniu sycery.
Tym, którzy za podarek uniewinniają winnego,
a sprawiedliwego odsądzają od prawa. (Iz 4, 8-23)

Nie, zdecydowanie nie chodziło o drobne grzeszki. Lekceważenie Boga, bałwochwalstwo i niesprawiedliwość społeczna. I to na wielką skalę.... Czy Bóg mógł na to w swoim narodzie pozwalać? Czy mógł ich głaskać po główce i pozwalać, by brnęli w to dalej? Przecież uważali, że nic złego się z ich religijnością nie dzieje! O co w ogóle chodzi?! – pewnie pytali...

Zdumiewające jak podobni byli do dzisiejszego społeczeństwa sytego Zachodu. Bałwochwalstwo, a  co najmniej lekceważenie Boga, a do tego bogacenie się bez miary i litości dla tych, którzy w tej dżungli są słabsi. Przesada? Może. Trochę...

Znamienne jak w obliczu wielkich grzechów swojego ludu Bóg nie wpada jednak w niepohamowany gniew. Nie zamierza się mścić. Nie przestaje swojego ludu kochać. To miłość twarda, wymagająca, ale wobec lekceważenia wielkiego zła inna być nie mogła. Bóg ani na moment w tym, co moglibyśmy uznać za przejaw Jego gniewu nie stracił z oczu tego, o co tak naprawdę Mu chodziło: pamiętał, że jego lud może się nawrócić.  I czekał na to.

Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! -
mówi Pan.
Choćby wasze grzechy były jak szkarłat,
jak śnieg wybieleją;
choćby czerwone jak purpura,
staną się jak wełna. (Iz 1,18-19).

Spor? Spór z Bogiem? No tak. On się nie boi przeciwnych Mu argumentów. On się nie boi stawiania Mu zarzutów. On nie ma nic przeciwko targowaniu się z Nim. Wie że ma rację i gotów jest do niej przekonywać. Ale nie może ścierpieć odwrócenia się plecami i zatkania sobie uszu. Żaden dialog nie jest wtedy możliwy. Nawrócenie  też. Jest wtedy w człowieku tylko to uparte i bezrefleksyjne trwanie przy swoim, bo tak w tej chwili wygodniej. A przyszłość się nie liczy. Tymczasem Bóg obiecuje i ostrzega: 

Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni,
dóbr ziemskich będziecie zażywać.
Ale jeśli się zatniecie w oporze,
miecz was wytępi».
Albowiem usta Pańskie [to] wyrzekły (Iz 1,20).

Bóg zły? Bóg okrutny? Wyniosły tak bardzo, że nie zauważający „ludzkich robaczków”? Przeciwnie. Bóg, który gotów jest zniżyć się do dyskusji z człowiekiem, swoim stworzeniem. Tylko człowiek, także dziś, musi pozwolić coś Mu powiedzieć. Dla swojego dobra. Nie, nie tego ziemskiego. Przede wszystkim wiecznego. 

 

Przeczytaj też inne teksty z cyklu "Dobry Bóg Starego Testamentu"