publikacja 28.02.2025 22:44
Ubranie w połowie czyste jest... brudne, nie tak?
krishna Sarode /Pexels
Ubrania trochę czyste?
Jeśli "czyste ubranie" jest brudne choć trochę bardziej niż minimalnie, to brudne. Nie tak? Nie da się być "trochę czystym"
Gdyby próbować krótko scharakteryzować Kościół naszego kręgu kulturowego, co należałoby napisać? W pierwszej chwili pustka: no bo tyle tematów, tyle spraw, że nie wiadomo od czego zacząć. Potem przychodzi eliminowanie tego, co dotyczy małych wspólnot, może konkretnych parafii, konkretnych spraw w Kościele, ale nie jest charakterystyką całości. W końcu, gdy odpowiadając sobie na pytanie, kto w końcu do tego Kościoła należy, człowiek uświadamia sobie, że prawie wszyscy ochrzczeni – nie licząc apostatów – to tym, co najbardziej rzuca się w oczy, jest miałkość tego chrześcijaństwa, jego fasadowość. Tak, jestem wierzący, ale... Ale nie chodzę do kościoła, ale się nie spowiadam, ale uważam wymagania moralne za zbyt wygórowane albo i wcale ich nie znam i nie chcę znać.... To Kościół, który w swojej masie tak upodobnił się do otaczającego go świata, że trudno postawić między nimi jakąś wyraźniejsza granicę. To Kościół kultywowania nie bardzo zrozumiałych tradycji. Ot, chrzciny, nie chrzest są istotne. Pierwsza komunia, nie regularne przystępowanie do stołu Pańskiego. No i koniecznie ryba na wigilię, popiołkowanie w Popielcową Środę i wielkanocne jajko... To w swej masie Kościół, który nie bardzo wie w co wierzy, stąd trzeba go na pogrzebach przekonywać, że jednak wierzymy w zmartwychwstanie. To Kościół w którym nawet wśród pobożniejszych i lepiej zorientowanych kwitnie zabobon – patrz „skuteczne” modlitwy czy „skuteczni” orędownicy. To Kościół, w którym podstawowe zasady moralne, nawet dla jego kapłanów, bywają niedościgłym ideałem, do którego dopiero może, kiedyś, dorośniemy, ale tymczasem...
Osąd w swym uogólnieniu zbyt surowy? Zapewne tak. Trudno jednak nie zauważyć, że choć jesteśmy nieźle zorganizowani, mamy sprawnie działające instytucje, mamy programy, gremia, media, to chyba jednak generalnie brakuje nam życia. Sól zwietrzała i utraciwszy swój smak na nic się już nie zda. Światło świata schowane pod korcem, w czterech ścianach świątyń i domów rekolekcyjnych, nie oświetla spraw codziennego życia – relacji w rodzinach, w miejscach pracy, działań w sferze gospodarczej czy w polityce... Nie dotyczy to wszystkich? Tak, nie wszystkich. To wypisz wymaluj Kościół opisany w Liście Chrystusa do chrześcijan w Sardes.
Kościół w mieście Krezusa
Aniołowi Kościoła w Sardes napisz:
To mówi Ten, co ma Siedem Duchów Boga i siedem gwiazd:
Znam twoje czyny:
masz imię, które mówi że żyjesz,
a jesteś umarły.
Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć,
bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga.
Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś,
strzeż tego i nawróć się!
Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej,
i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie.
Lecz w Sardes masz kilka osób, co swoich szat nie splamiły;
będą chodzić ze Mną w bieli, bo są godni.
Tak szaty białe przywdzieje zwycięzca,
i z księgi życia imienia jego nie wymażę.
I wyznam imię jego przed moim Ojcem i Jego aniołami.
Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów.
Sardes to dziś głównie ruiny. Tylko one świadczą o dawnej świetności tego miejsca. Znajdują się nieopodal miejscowości Sart, koło 90 km na wschód od Smyrny, czyli dzisiejszego Izmiru. I koło 60 kilometrów na południe od Tiatyry, dzisiejszego Akhisaru. Posłaniec wychodzący z Efezu listami do Kościołów Azji, teraz wyraźnie wracałby już na południe. Tyle że nie drogami nad Morzem Egejskim, ale w głębi lądu.
Sardes było miastem starym i w rejonie znanym. Założyli je Lidyjczycy. Było stolicą ich państwa, Lidii, obejmującego zachodnią część dzisiejszej Turcji, do Morza Egejskiego. Miało świetne położenie. Żyzna dolina, obfitość wody, pozwalały rozwijać się rolnictwu. Nadto leżało na szlaku łączącym Europę z Azją. No i miało jeszcze jeden skarb: wydobywane w płynącej przez miasto rzeczce Paktol złoto. Nie bez powodu imię ostatniego lidyjskiego władcy, Krezusa, stało się określeniem wszystkich bogaczy.
Największy rozkwit miasta przypadł na VII wiek przed Chrystusem. W VI wieku wspomniany już Krezus, zwiedziony przepowiednią Pytii, wdał się w wojnę Persami. Przegrał i jego państwo upadło, a Sardes stało się częścią państwa perskiego. W IV miasto zostało zdobyte przez wojska Aleksandra Macedońskiego. Zapoczątkowało to w mieście czasy helleńskie. Wkrótce pojawili się tam też osadzeni przez Antiocha III Wielkiego Żydzi. Z czasem utworzyli w Sardes silną i prężna społeczność. Po podbojach Rzymian w II wieku przed Chrystusem miasto stało się częścią ich imperium i stolicą prowincji Lidii. Za czasów Tyberiusza – to już czas Nowego Testamentu – zniszczyło je trzęsienie ziemi. Zostało jednak odbudowane. Później przeżywało zmienne koleje losów, a ostatecznie kres jego istnieniu w dawne formie nadszedł w XV wieku wraz z hordami Tamerlana...
W czasach powstania Apokalipsy ciągle było to miasto ważne i bogate. Rzeka Paktol nie dawała już tyle złota co dawniej, jednak okolica ciągle była żyzna, a położenie na szlaku Azja – Europa w jednym rzymski imperium, musiało dawać spore profity. Czemu w Liście do Kościoła w Sardes pada zarzut, że Kościół ten umarł?
Splamiłeś swą biała szatę
Na początku listu Chrystus, jak zwykle, przedstawia się adresatom listu. Tym razem jako ten, który ma Siedem Duchów Boga i siedem gwiazd. To pierwsze jest nawiązaniem do tzw. adresu Apokalipsy z pierwszego jej rozdziału (konkretnie 1,4). Jak tłumaczyłem, to najpewniej symbol Ducha Świętego, przychodzącego, jak prorokował Izajasz, z siedmiorakimi darami. Może to być też nawiązanie do wizji z księgi Zachariasza, w której Duch Boży przedstawiony jest jako świecznik z siedmioma lampami, z których każda ma siedem palników. Tak czy owak siedem to w Apokalipsie liczba doskonałości; doskonały jest ten, który ma siedem albo to, czego jest siedem. Chodzi więc o doskonałego we wszystkim Ducha.
Siedem gwiazd natomiast to nawiązanie do wizji wstępnej tej części Apokalipsy: zgodnie ze znajdującym się tam wyjaśnieniem oznaczają one Aniołów siedmiu Kościołów. Czyli albo aniołów - opiekunów tych Kościołów albo, co w kontekście tego akurat Kościoła bardziej prawdopodobne – o czym za chwilę – ich biskupów. Chrystus przedstawiając się uczniom w Sardes mówi: jestem tym, który ma pełnię Ducha Świętego; jestem tym, który trzymam w ręce, czyli mam władzę na tymi, którzy są waszymi zwierzchnikami; jestem Panem. Panem całego Kościoła, nie tylko tych siedmiu, bo to siedem też ma tu wymowę symbolu, pełni Kościoła.
I ten Pan, Chrystus, który – jak to słyszeliśmy w Apokalipsie wcześniej – ma wzrok przenikliwy, czyli wszystko wie, wszystko zna, wyrokuje: „znam twoje czyny: masz imię, które mówi że żyjesz, a jesteś umarły”. Jak ten zarzut rozumieć?
Jeśli przyjąć, że wspomnianym aniołem Kościoła jest biskup, to w stwierdzeniu „masz imię, które mówi że żyjesz” może chodzić o to, że nosi imię, które zawiera słowo „życie” albo „żyjący” czy jakoś podobnie. Oczywiście nie w języku polskim, a w grece, w której życie to „zωή”, „dzoe”. Co konkretnie znaczy jednak, że jest umarły, tego możemy się tylko domyślać. Pierwszą wskazówką jest znajdujące się parę wierszy dalej stwierdzenie „nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga” i dalej „w Sardes masz kilka osób, co swoich szat nie splamiły”. Znaczy reszta splamiła. Czyli nie byli święci, popadli w grzechy. Jakie konkretnie?
Tu z pomocą przychodzi druga wskazówka: milczenie. Charakterystyczne, że Chrystus nie wspomina, jak w przypadku poprzednich Kościołów, o jego zasługach w trzymaniu się wiary mimo przeciwności. Ani teraz, ani dawniej. To sugeruje, że Kościół ten niczego takiego nie doświadczył. Czemu? To oczywiście tylko domysły, ale być może dlatego, że chrześcijanie w Sardes poszli na kompromis. Nie wychylali się, nie narażali, nikt się ich nie czepiał. Modlili się, praktykowali – owszem – ale przez te kompromisy przestali byś świadkami. Sól straciła swój smak, światło schowane zostało pod korcem. Wypisz wymaluj problem podobny do tego, jaki w naszym kręgu kulturowym przeżywa Kościół dziś. Jednak częściowe posłuszeństwo Bogu to tylko łudzenie samego siebie; szata, choć nie cała,i tak jest brudna; nadaje się tylko do prania.
Potwierdzeniem, że o to właśnie chodzi zdaje się być trzecia wskazówka: stwierdzenie Jezusa, że wyzna imię zwycięzców przed Bogiem i Aniołami, czyli przyzna się do nich. To sugeruje, że owi w ubrudzonych szatach do Jezusa się nie przyznawali, udawali w tych swoich kompromisach, że Go nie znają.
Wziąłeś i usłyszałeś? Strzeż tego, nawróć się. Bo inaczej...
Chrystus radzi temu Kościołowi, jego aniołowi - biskupowi: „stań się czujny i umocnij resztę, która miała umrzeć”. Tak, chrześcijaństwo, które plami się grzechami, a już zwłaszcza chrześcijaństwo, które idzie na kompromis z tym światem w kwestiach, w których nigdy pójść nie powinno, umiera. Wiara staje się pustą tradycją, coraz mniej zrozumiałym rytuałem. Ale jest jeszcze szansa: trzeba stać się czujnym w wierze, umocnić tych, którzy jeszcze nie umarli; trzeba, żeby czyny chrześcijan mogły podobać się Bogu, były wyrazem przywiązania do Niego, a nie przymilania się światu. Wtedy życie wraca.
Trzeba, jak radzi Chrystus umierającemu Kościołowi w Sardes, „pamiętać jak wzięliśmy i usłyszeliśmy”, czyli trzeba wrócić do zasad Ewangelii i nie trzymać się wypracowanych przez lata kompromisów. Trzeba „strzec tego i nawrócić się”. Nawrócić, czyli – przypomnijmy – zmienić myślenie. Bo tylko od zmiany myślenia może zacząć się sensowna przemiana życia.
Ale jeśli tego nie zrobisz, „jeśli czuwać nie będziesz” – mówi dalej Jezus do swojego Kościoła w Sardes – „przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie”. To oczywiście nawiązanie do nauki znanej z Ewangelii:
Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy bądźcie podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.
Przepasane biodra, zapalone pochodnie – symbol gotowości na przyjęcie Pana.... Czy chodzi o sąd ostateczny czy raczej o jakąś Boża interwencję w doczesności; interwencję, która oczyści Jego Kościół? Być może i o jedno i o drugie. Kościół w Sardes ma nie odkładać nawrócenia na bliżej nieokreślone „później”. Bo „później” może już nie zdążyć nastąpić....
Nagroda dla tych, którzy szat nie splamili
Chrystus dobrze zna swoje Kościoły. Wie, że i w tym umierającym w Sardes jest „kilka osób, co swoich szat nie splamiły”. I obiecuje, że one i każdy zwycięzca – każdy kto do końca będzie trzymał się nauki Jezusa – będą chodzić w białych szatach razem z Nim..
Biel to symbol chwały nieba. W białą szatę ubrany jest w Księdze Daniela zasiadający na tronie Przedwieczny Bóg (7,9). Lśniąco biała jest szata, w której uczniowie widzą Jezusa przemienionego na górze Tabor. W białe szaty ubrani są też ci, którzy przybyłym do grobu kobietom mówią, że Jezus zmartwychwstał. A potem, już w Apokalipsie, ci, którzy stoją przed Bogiem, bo „opłukali swoje szaty i wybielili je we krwi Baranka” (7,13nn). Do tej symboliki nawiązujemy też podczas chrztu, nakładając na nowoochrzczonego biała szatę. Słowem: ci, którzy wytrwali do końca, zwycięzcy, którzy nie splamili swoich szat, swojej duszy, będą uczestniczyć w chwale nieba – mówi Kościołowi w Sardes Chrystus. Będą godni tego by CHODZIĆ Z NIM w bieli. Przepiękne nawiązanie do Edenu, wspólnego ogrodu Adama, Ewy i Boga.
I obiecuje im dalej Chrystus, że nie wymaże ich imienia z księgi życia. Cóż to za księga? Myśl o istnieniu jakiejś księgi, w których Bóg zapisuje imiona swoich pojawia się na kartach Biblii tylko kilka razy. Zarówno w kontekście zapisywania, jak i wymazywania z niej (Wj 32, 32-33; Ps 69,29; Łk 10,20; Flp 4,3). Pojawi się jeszcze później w Apokalipsie. Tu zwróćmy uwagę na jedno: chrześcijanie są już w tej księdze zapisani! Są przeznaczeni do życia wiecznego. Ale – zauważmy – mogą zostać z tej księgi wymazani; mogą nie osiągnąć życia wiecznego. Ci jednak, którzy wiernie trwają przy Chrystusie mogą być pewni, że ich imię z tej księgi życia nie zostanie wymazane.
No i mogą być pewni jeszcze jednego: że Chrystus wyzna ich imię przed swoim Ojcem i przed Aniołami. Czyli że przyzna się do nich, przyzna się, że to Jego ludzie, więc są godni być w niebie.. W myśl tego, co powiedział wcześniej Jezus swoim uczniom, a co ewangelista Łukasz ujął w słowach: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych” (Łk 12 8-9).
Słuchaj, Kościele
Nie sposób nie zauważyć w tym miejscu ostatniego zdania tego listu. Powtarzanego właściwe w każdym. Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. To, co mówi Chrystus Kościołowi w Sardes nie jest jakimś dodatkiem, marginesem tego, czego uczy Chrystus. Ten list zawiera przesłanie do każdego Kościoła wszystkich czasów. Nie można tego lekceważyć.
Nie można więc tłumaczyć się, że przez kompromisy ze światem mamy szatę tylko częściowo brudną. Bo tylko ci, którzy mają szaty czyste będą kiedyś chodzić razem z Chrystusem. Tylko do nich przyzna się kiedyś Jezus przed Ojcem i Aniołami. I choć nasze imiona zapisane są w Bożej księdze – przecież przyjęliśmy wiarą, przyjęliśmy chrzest – to jeśli nie będziemy Chrystusowi wierni, nasze imię może z niej zostać wymazane. To nie jest zacofane straszenie piekłem, to nie jest niezgodne z prawdą o Bożym miłosierdziu straszenie sądem. To, właśnie to, sam Duch Chrystusa mówi do Kościoła. Każdego wieku.
Niestety, jak pisałem wcześniej, choć jest w dzisiejszym Kościele wielu, nie tylko „kilku”, którzy nie zbrudzili swoich szat, to generalnie w naszym kręgu kulturowym jesteśmy Kościołem miałkiego, fasadowego chrześcijaństwa; chrześcijaństwa łatwo idącego na kompromisy z tym światem, łatwo się dostosowującego i nie wychylającego się. I być może dlatego właśnie – tak zdiagnozował Chrystus Kościół w Sardes – nasz Kościół umiera; wielu młodych zapomniało jak wygląda wnętrze ich świątyń, a i starszych w nich coraz mniej. Umiera, bo w swojej masie nie jest solą, nie jest światłem. Jakie tymczasem wskazania można usłyszeć od tych, którzy chcą je na nowo zapełnić? Zmniejszmy wymagania. Po co tyle mówić o grzechu? Zwłaszcza w zakresie szóstego przykazania? Czemu robić przykrość żyjącym w konkubinacie, czemu uwikłanym w praktyki homoseksualne? Po co się spowiadać? Po co mówić, że Ewangelia musi mieć przełożenie na życie, skoro to dziś takie trudne? Nawet do Kościoła nie muszą regularnie chodzić. Przecież wszyscy dziś tacy zmęczeni, wszyscy chcą odpoczywać. Wystarczy czasem. Albo i wystarczy że zapłacą kościelny podatek. Reformujmy więc Kościół wedle wymogów nowoczesności, a Bóg nas i tak kocha, takimi jakimi jesteśmy....
To, niestety, recepta, która prowadzi do śmierci. Także tych, którzy dotąd za tym jeszcze nie poszli.... Prawdą jest, ze Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Ale swoich, którzy plamią swoje szaty niewiernością, nie głaszcze po głowie mówiąc, że mogą żyć jak chcą. Mówi raczej: „Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś, strzeż tego i nawróć się!”. Wróć do Ewangelii. Niezafałszowanej, czystej. Nawróć się, czyli – jakie to w tym kontekście mocne – odnów swój sposób myślenia, zmień je. Porzuć swoje kompromisy ze światem. Przestań myśleć, że szata poplamiona tylko w połowie czy choćby tylko w jednej czwartej, jest szatą czystą. Jeśli tego nie zrobisz zaprę się ciebie przed moim Ojcem i przed Aniołami, wymażę wasze imiona z księgi życia... I nie odkładaj tego nawrócenia na potem, na jakieś rzekomo lepsze czasy. Bo możesz nie zdążyć przed Moim przyjściem...
Właśnie to mówi dziś Duch do Kościoła. Nie wolno na to zatykać uszy. Powie pod koniec tej księgi objawienia sam Jezusa Chrystus:
Ja świadczę
każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi:
jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył,
Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze.
A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa,
to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia
i w Mieście Świętym -
które są opisane w tej księdze (Ap 22,18-19)
Nie dodawać, ale i nie odejmować; nie lekceważyć. Kościele, nie wymyślaj: słuchaj, co mówi do Ciebie Duch Chrystusa.