Lampa do przejścia przez noc

Lampa nie eliminuje nocy, ale pozwala iść naprzód.

...Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna... (Rdz22,1-2.9.10-13-15-18).
...On, który nawet własnego Syna nie oszczędzał, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?... (Rz 8, 31-34).
...I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie wi­dzieli przy sobie, tylko samego Jezusa... (Mk 9,2-10).


Fragment książki "Oto Słowo Boże! Rok B. Komentarz do trzech czytań niedzielnych", który zamieszczamy za zgodą Wydawnictwa Salwator


Zabronione

Abraham przeżywa noc („Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka... i złóż go w ofierze...").
Wielu ludzi, którzy czują się „oskarżani" i „potępiani" (Rz 8, 33-34), przeżywa ciemną noc swojego życia.
Noc przeżywają też uczniowie, słysząc Nauczyciela mówią­cego o drodze krzyża (Mk 8,3Inn.).
Chciałoby się dostać z tych ciemności w jakieś oświetlone miejsce.
Szczęśliwie i radośnie dojść do upragnionego celu: „Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego... Ja będę ci błogosławił".
Chciałoby się uchwycić mocno zapewnienia: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?", szybko zwrócić spojrzenie na Jezusa, który wkłada na siebie świetliste szaty na górze Prze­mienienia.
To zbyt proste. Trzeba przejść przez noc, do końca ją wy­korzystać. Noc to także zapowiedź światła.

Bóg kusicielem?

Opowiadanie z Księgi Rodzaju jest wręcz gorszące. Von Rad nazywa go „najdoskonalszą w formie i najbardziej niezgłę­bioną ze wszystkich historii patriarchów". Wiem, że niektórzy uczeni wymijająco utrzymują, że chodzi o jakiś pierwotny zapis, legendę na temat obrzędów w jakiejś świątyni, gdzie składanie ofiar z dzieci (praktykowane przez Kananejczyków) zastąpiono ofiarą ze zwierząt.
Tłumaczą ponadto - nie bezzasadnie - że człowiek za­wsze był skłonny przypisywać woli Bożej to, co jest po prostu wymysłem kultury, środowiska społecznego, tradycji religij­nych, mentalności związanej ze szczególną ideologią (wyprawy krzyżowe i wojny religijne dają w tym względzie przykład aż nadto znaczący). Wynikałoby stąd, że Abraham byłby bardziej posłuszny, gdyby - kiedy „rezygnował" ze złożenia w ofierze syna - zrozumiał, że Bóg chce życia, a nie śmierci („miłosier­dzia pragnę, a nie ofiary", przypomniał Jezus faryzeuszom, którzy zapomnieli o tej podstawowej prawdzie, Mt 9,13).
W ten sposób mielibyśmy za sobą decydujący etap i rady­kalny przełom w historii religii.
Wszystko to rozumiem i bez trudu mogę uznać za praw­dę. „Okrucieństwo" jest niestety cechą ludzi, ale z pewnością nie Boga. Tym niemniej nie wolno mi ominąć lekcji zawartej w tych dziewiętnastu wersetach, w których jest mowa o po­wadze wiary oraz o posłuszeństwie jako decydującej i okrut­nej próbie tej wiary.
Abraham jest człowiekiem kuszonym, wystawionym na próbę. Ale pokusa nie pochodzi od szatana. Tutaj Bóg jest kusicielem. Bóg, który prowadzi swoją tragiczną i „okrutną" grę, nawet jeśli nie doprowadzi jej do końca (Abraham jednak o tym nie wie; dla niego istnieje tylko bezdyskusyjne polece­nie zabicia).
Abraham przechodzi przez noc bez okazywania uczuć. Idzie trzy dni (chodzi więc nie o jakiś heroiczny chwilo­wy zryw, ale niezłomne postanowienie trwania w posłu­szeństwie), poganiany, zraniony przez tego niezrozumiałego i „niemożliwego" Boga. Bóg, który przeczy sam sobie. Bóg, który wypiera się obietnicy, odbiera jej owoc, kiedy on już jest bardziej niż dojrzały. Bóg, który go wcześniej zobowiązał do tego, aby zerwał więzy z przeszłością („Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej..."), a teraz zmusza go do zerwania więzów z przyszłością. Po niekończącym się oczekiwaniu trzeba teraz pokruszyć jedyne ogniwo, które może zapewnić obiecane niezliczone pochodzenie.
Bóg niszczy własne dzieło, jakby był nieprzyjacielem. Niezależnie od „pozytywnego" zakończenia, opowiadanie doprowadza nas do krytycznego momentu. Prowokuje do zakwestionowania naszego obrazu Boga. Przynagla, aby wyjaśnić, jakie jest prawdziwe doświadczenie wiary: wstrzą­sające, zawsze niepokojące (Bóg uspokaja, wprowadzając niepokój), przykre (Bóg wstrząsa i „gorszy", stawiając żądania niezrozumiałe dla człowieka, nie do przyjęcia ze względu na ich wymiar), niedostępne (Bóg otwiera drogę, baryka­dując ją).
I nie ma nigdy końca. Dla wiary zawsze jest tylko po­czątek. Słowo, któremu przeczy rzeczywistość. To Bóg, który objawia się - jak tego doświadczył Abraham - naciągając całun ciemności na głowę ufającego człowieka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gut
    04.03.2012 13:15

    Lampa nie eliminuje nocy, ale pozwala iść naprzód.- cóż życie chrzescijanina tu na ziemi jest ciągłym podążaniem w jutrzence.

  • katolik
    04.03.2012 20:11
    J 12:35 "odpowiedział im tedy Jezus: Już tylko przez krótki czas będzie wśród was światłość. Zmierzajcie do celu, jak długo macie światło, aby was nie zaskoczyły ciemności. Ten bowiem, kto porusza się w ciemności, nie wie, dokąd zmierza."
  • kratka
    04.03.2012 22:44
    .
  • Nell
    04.04.2012 11:00
    Światło można wyrażać w różny sposób
    za pomocą słów, uczynków, spojrzenia, uśmiechu itd.
    Natomiast zauważyłam, że w zasadzie najbardziej nie chodzi o formę wyrazu, ale o samego Ducha Św. Słowa wypowiadane przez ludzi, w których przebywa Duch Św., nawet niekoniecznie muszą być w pełni zrozumiane umysłem, aby niosły ze sobą Ducha Św., wystarczy, że ci którzy ich słuchają otworzą swoje serce na przyjęcie miłości, Ducha Św.
    Chodzi mi o to, że najważniejszy jest Duch Św., którego próbujemy przekazać innym, miłość, do niej dobieramy właściwą dla powołania danej osoby formę przekazu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama