Bolesny Różaniec

Czyli biblijne podstawy „trudności różańcowych” - część II.

Reklama

W języku polskim, aby wyrazić doświadczone zranienie, zwykło się mówić, że „coś nas dotknęło”. Patrząc na biczowanego Jezusa, to słowo okazuje się jednak zbyt słabe.

Jezusa nie tylko „coś dotknęło”, ale wręcz rozszarpało Jego ciało. Rzymianie się „nie patyczkowali”. Ich biczowania nie miały limitu uderzeń, a do rzemieni były przywiązane twarde przedmioty. Niejeden skazany na tę karę, po niedługim czasie umierał. Takie bestialskie podejście do karanego, było wynikiem tego, że Rzymianie stosowali biczowanie tylko wobec obcych i niewolników[1].

Zatrzymując się przy agresywności karcenia, warto zapytać, dlaczego Jezus został tak potraktowany? Decyzja Piłata była podyktowana chęcią ocalenia życia Jezusa. Nie miał on w planach wygłoszenia dla Niego wyroku śmierci. Postanowił więc wybrać dotkliwą karę (stosowaną przy cięższych przewinieniach), a potem wypuścić Chrystusa.

Niestety. Tłum „nie dał za wygraną” i swoją żywiołowością wywarł na rzymskim prokuratorze śmierć Zbawiciela. Żydzi postawili Poncjusza Piłata „pod intelektualnym murem”, nie pozwalając podjąć innej decyzji niż skazanie na śmierć.

Powyżej opisane, makabryczne potraktowanie Chrystusa, okazało się więc tylko „dodatkiem” do właściwej kary – śmierci na krzyżu. W duchowości męki Chrystusa ma ono bardzo ważne miejsce. Jest bowiem odczytywane jako „rozprawienie się” z grzechami cielesnymi. Nie ma co się dziwić takiemu spojrzeniu.

 W trakcie biczowania Jezus czuł dosłownie każdą „tkankę” swojego ludzkiego ciała. W końcu Tajemnica Wcielenia Boga w człowieka miała na celu odkupienie grzechu, który zdawało się, że „zagościł u człowieka na dobre”. Bóg maksymalnie jak to tylko możliwe (we wszystkim oprócz grzechu) stał się do nas podobny. Dzięki temu „skróceniu dystansu”, wszystkie nasze cierpienia nie muszą być przeżywane w osamotnieniu. Jeśli chcemy, możemy zaprosić do swojego życia Boga, który nada sens każdej mniejszej i większej bolączce. Od bólu głowy począwszy, a skończywszy na niepełnosprawności na całe życie.

Wiadomo, że jest to sprawa delikatna, ponieważ zgodzenie się na własne cierpienie (albo najbliższych) jest zawsze heroizmem. Wymaga zmiany perspektywy i spojrzenia na doświadczane bóle „zza Pisma Świętego” i dobrze przeżywanej modlitwy.

W naszej „duchowej walce” z cierpieniem może nam pomóc także Różaniec. Jest on tak prostą modlitwą (której bez problemu możemy się nauczyć na pamięć), że można go odmawiać nawet w najcięższych stanach, które uniemożliwiają inne rodzaje pobożności.

Poza tym, kiedy zaprosimy do swojego życia (wielokrotnie bardzo trudnego) Maryję, ona pomoże przytulić się do serca Jezusa, które jest dla nas zbawienne, ponieważ „[…] w Jego ranach jest nasze zdrowie” (por Iz 53, 5).


[1]   Por. A. Jankowski(red.), Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu. Cz .1, Poznań 1998, s. 569.

***

Autor jest redaktorem portalu Ewangelizuj.pl

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • uczennica6
    16.10.2014 17:17

    Dlaczego Bóg Jezus tak cierpiał z rąk człowieka? Dlatego, że zło ludzkie ma nieskończoną wartość, czyli rośnie w miarę oddalania się od Boga. Bóg Stwórca śmiercią krzyżową Jezusa gładzi zło ludzkie i na nowo odradza człowieka. Każdy skorzystał / skorzysta z tego cierpienia Bożego Syna gdyż po śmierci ciała człowiek poniesie konsekwencje za grzechy, które Bóg "podzielił" między siebie a człowieka. Duchowo - Bóg unicestwił wszystkie grzechy jakie powstały na Ziemi w całych dziejach Ziemi, ale dał człowiekowi "władzę" do zniszczenia swoich grzechów. Temat trudny do rozważenia w kilku zdaniach....

    I jeszcze sens przyjęcia własnego cierpienia, które tu porusza Ksiądz. Na podstawie wiedzy z duchowości człowieka uważam, że każdy kto przyjmuje własne cierpienie wykonuje Wolę Boga, co oznacza, że cierpieniem oczyszcza się duszę nie tylko swoją ale również tę, którą Bóg nam polecił w swoich Planach.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama