Bolesny Różaniec

Czyli biblijne podstawy „trudności różańcowych” - część V.

Reklama

Niektórzy mówią, że w życiu  nie ucieknie się tylko przed dwiema rzeczami – przed śmiercią i podatkami. Jeśli wierzyć temu powiedzeniu, warto się zastanowić, dlaczego przez cały okres Wielkiego Postu rozważamy tematy męki i śmierci Jezusa.

Nie czynimy tego przecież jako „niewielki dodatek”, ponieważ ma to miejsce w przeróżnych nabożeństwach. Ponadto, przez cały rok, Kościół zachęca nas do odmawiania Bolesnych Tajemnic Różańca. To wszystko, obok świadomości o nieuchronności śmierci, nasuwa na myśl pytania o końcu życia Chrystusa jako Boga-Człowieka. Czy jest w nim coś nadzwyczajnego?

Odpowiedź na to pytanie od razu każe się „zanurzyć” w tajemnicy Bożego działania. Stwórca w odwiecznych planach przewidział wcielenie swojego Syna w człowieka. Chciał także, by poprzez Jego męczeńską śmierć nastąpiło odkupienie grzechów.

Różne szkoły duchowości w odmienny sposób traktują ten „bolesny sekret”. Jedni liczą wykrzyczane obelgi i upadki, inni odmawiają Koronkę lub Litanię do Najświętszych Ran Jezusa Chrystusa. Możliwości jest wiele, ale nie to jest tutaj najistotniejsze. Nie można ulec pokusie wyszukiwania coraz to nowych „modlitewnych bodźców”. Celem każdego „życia wewnętrznego” jest prawidłowe ustosunkowanie się do zbawczego dzieła, którego dokonał dla nas Jezus.

Nie chodzi w nim przecież o wzbudzanie płaczu wiernych albo wyczytywanie najbardziej plastycznych, „biblijnych kruczków”. Duchowe przeżycie śmierci Jezusa nie zachęca także do nakręcania coraz to drastyczniejszych filmów o ostatnich chwilach życia Zbawiciela. Sensem dojrzałego podejścia do tego tematu jest zrozumienie, że Bóg zrobił coś, czego nie musiał robić. Bóg zamiast zgodzić się na śmierć „dobrze wykwalifikowanego” proroka (mieli oni już swoje „5 minut” w Starym Testamencie), powierzył w Ofierze własnego Syna. Tutaj jest sedno niezwykłości tej śmierci.

Wszechmogący Bóg oddaje nam „część” Siebie (Syn Boży jest w końcu jedną z Trzech Osób Trójcy Św.). Oczywiście, nie jest to śmierć Boga. Trzeba to dobrze, zgodnie z teologią katolicką zrozumieć. Mówiąc o śmierci Jezusa, nie nawiązujemy do powojennych, ateistycznych haseł, które robiły spustoszenie w głowach wiernych, mówiąc, że „Bóg umarł w obozach koncentracyjnych”. Na krzyżu umarł Bóg-Człowiek Jezus Chrystus. Pozostawił na naszym, „ziemskim padole” swoje ludzkie ciało, które po zmartwychwstaniu „przeobraziło się” w ciało uwielbione. Powyższa sytuacja nie naruszyła jednak boskości Syna Bożego. Bóg przecież nie może umrzeć, bo jest Bogiem.

Zakończmy jednak ten „teologiczny dyskurs” i przejdźmy to tego, co w tym artykule najważniejsze - do zachwytu dziełem zbawienia.

Poza wymienionymi wyżej, śmierć Jezusa ma jeszcze dwie, bardzo ważne cechy. Śmierć Jezusa to śmierć nieprzypadkowa. Była ona przewidziana i wielokrotnie zapowiadana w Starym Testamencie. Na dodatek była dobrowolna. Nikt Jezusa do takiej ofiary nie zmuszał.

Modlitwa z Bogiem Ojcem w Ogrójcu pokazuje Jego „posłuszną otwartość” na taką formę zbawienia ludzkości. W końcu Bóg „nie przebiera w środkach” w dobrym tego słowa znaczeniu… Doceńmy to w Różańcu!

***

Autor jest redaktorem portalu Ewangelizuj.pl

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama