Godspell

Musical hipisowsko-biblijny? Brzmi jak kuriozum. Tymczasem w dziejach światowej kinematografii jest przecież kultowy, czy wręcz genialny, „Jesus Christ Superstar” z 1973 roku.

Reklama

Mało kto pamięta, że w tym samym roku (kilka miesięcy przed premierą „Jesus Christ Superstar”) na ekranach pojawił się także „Godspell” w reżyserii Davida Greene. Film oparty na broadwayowskim przedstawieniu, zainspirowanym Ewangelią św. Mateusza.

Wybrane zdarzenia z Pisma Świętego są tu uwspółcześnione. Bohaterami jest grupka tańczących i śpiewających hipisów, którzy w nowojorskiej scenerii próbują ukazać widzom niektóre z biblijnych scen i tak np. zamiast chrztu w Jordanie mamy… kąpiel w parkowej fontannie, a zamiast krzyża, zwyczajną siatkę ogrodzenia.

Są tacy, których urzeka ta scenograficzna prostota. Ja odnoszę jednak wrażenie, jakby zdjęcia powstawały chaotycznie, a wybór miejsc, w których kręcono film, był raczej przypadkowy.

Tego typu chwyty przywodzą momentalnie na myśl rozmaite współczesne spektakle ewangelizacyjne. Chęci twórców są dobre, entuzjazm ogromny, ale sama pozytywna energia i zachwyt nad Słowem Bożym nie sprawią, że odbiorcom będzie dane obcować z wielką sztuką. Trzeba czegoś więcej. Jakiegoś oryginalnego pomysłu, lub przynajmniej uzasadnienia uwspółcześnienia. W „Godspell” tego zabrakło. Jest tylko radość, zabawa i (naiwna niestety) wiara w hippisowskie komuny i ich ideały.

Nowego, XX-wiecznego Jana Chrzciciela gra tutaj David Haskell, który wciela się jednocześnie w rolę Judasza. To akurat bardzo ciekawy pomysł (symbolizuje na swój sposób dualizm ludzkiej natury, ciągłe rozdarcie między dobrem i złem). Natomiast dlaczego Jezus (w tej roli Victor Garber) jest tu ubranym w koszulkę Supermana clownem z afro na głowie, doprawdy trudno zrozumieć.

Ekranizacji Greene’go niestety nie można zaliczyć do udanych. Nawet poszczególne sekwencje – które można by przecież ewentualnie uznać za osobne wideoklipy -  nie wypadają zbyt dobrze.

Natomiast całkiem przyzwoicie jest tu pod względem muzycznym. Niektórych piosenek nadal dobrze się słucha, a takie np. „Day by day”  w latach ’70 zawojowało nawet niektóre listy przebojów. I nic w tym dziwnego. Jego kompozytorem był Stephen Schwarz – ten sam, który po latach otrzymał Oscara m.in. za piosenkę „When You Believe”, napisaną do innego biblijnego filmu – znakomitego, animowanego „Księcia Egiptu”.

*

Tekst z cyklu ABC filmu biblijnego

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| BIBLIA, FILM, KULTURA

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama