Modlitwa i Ewangelia

Czasem mówimy, że mamy tak dużo zajęć, jesteśmy tak zapracowani, że nie mamy czasu na modlitwę.

I inny przykład. Przed wyborem Dwunastu Jezus odszedł na górę, żeby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. I potem powołał Apostołów (por. Łk 6, 12–16). Co to znaczy? To znaczy, że musi być w naszym życiu czas na modlitwę. I jeszcze jedno, to musi być czas najważniejszy w naszym dniu, co nie znaczy, że musi być długi, nie każdy z nas jest w stanie spędzić noc na modlitwie, boby spał w ciągu dnia. Otóż nie o to chodzi. Tylko jest coś, co zaobserwowałam w czasie mojego roku za klauzurą, o którym już wspominałam. To nie chodzi nawet o trwanie, o długość tego czasu, tylko o jego wagę. To chodzi o prymat modlitwy. Każdy z nas powinien sobie powiedzieć, że w ciągu dnia przeznacza na modlitwę tyle czasu, ile może. Siostry zakonne mają to prawdopodobnie jakoś ustalone w konstytucjach, ale każdy świecki, który chce służyć Bogu rzeczywiście, powinien sobie wyznaczyć jakieś minimum; jeżeli ktoś nie może więcej, to niech będzie pięć minut, ale niech będzie zawsze. I jeżeli się tak zdarzy, że tego czasu nam zabraknie, to niech to nie będzie dlatego, że nam się nie chciało, że modlitwa była tak spychana, aż nam się w końcu oczy zamknęły. Nie, to musi być ten moment najważniejszy. Jeżeli muszę ograniczyć ten czas, czy nawet w ogóle nie mam czasu jakiegoś dnia, to muszę to czuć, że jestem zmuszona do tego, bo naprawdę ten czas modlitwy nadaje sens całemu mojemu dniowi i całej mojej pracy.

Powróćmy do tekstu Łukasza (w ogóle Łukasz najczęściej wspomina o modlitwie Jezusa). Jezus modlił się przed powołaniem uczniów i Łukasz dodaje, że Jezus wybrał ich po to, aby, po pierwsze, byli z Nim i aby ich posłał nauczać. Dla mnie kiedyś to było odkrycie, że Jezus powołuje mnie, każdego z nas bez względu na to, jakiego rodzaju mamy życie. Czy żyjemy w małżeństwie, czy samotnie w świecie, czy w życiu zakonnym, każdy z nas ma swoje własne powołanie, jest wezwany przez Jezusa. Otóż powołuje nas przede wszystkim po to, żebyśmy z Nim byli. A najlepsza definicja modlitwy, jaką ja znam, to jest definicja niemieckiego teologa Guardiniego. Po niemiecku to jest das Mit-Gott-Sein – bycie z Bogiem.

Być z Bogiem to jest modlitwa. Otóż Jezus powołuje swoich uczniów przede wszystkim po to, żeby z Nim byli, i dopiero wtedy, kiedy oni będą z Nim, On może ich posłać nauczać, może powierzyć im misję zewnętrzną. I to dotyczy każdego z nas, każdego z nas, który ma jakieś zadanie w życiu, zadanie dane mu przez Boga. To zadanie może być bardzo różne, bo to nie musi być koniecznie nauczanie, to może być zamiatanie podłóg, to może być każdy zawód, każde zajęcie, które On nam daje, bo ostatecznie Jemu służymy, ale do tego, żeby to nasze zadanie spełniać, musimy przede wszystkim być z Nim. Inaczej możemy wykonywać tę pracę gorzej lub lepiej, ale to nie On będzie przez nas działał. A On chce przez nas działać...

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg