Będziesz wybaczał

Garść uwag do czytań XXIV niedzieli roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

Reklama

Ile razy mam wybaczyć? Zawsze – mówi Jezus. A gdzie sprawiedliwość? Czyżby Jezus nagle przestał się przejmować cichymi, krzywdzonymi, jak grzyby deszczu łaknącymi sprawiedliwości i cierpiącymi dla niej prześladowania? Właśnie o wartości przebaczania są czytania tej niedzieli.

1. Kontekst pierwszego czytania Syr 27, 30 – 28, 7

Księga Syracha to zbiór pouczeń. To w jakim kontekście znalazło się to czy inne nie ma więc jakiegoś bardzo wielkiego znaczenia. Fragment czytany tej niedzieli jest przez biblistów różnie nazywany – „nienawiść”, „uraza”. A znajduje się między takimi, które zatytułowane są (w Biblii Jerozolimskiej) „obłuda” i „kłótnie” Cały czas znajdujemy się więc w kręgu krytyki zła.

Przytoczmy tekst czytania.

Złość i gniew są obrzydliwościami, których trzyma się grzesznik. Tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana, On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci. Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy.

Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam, będąc ciałem, trwa w nienawiści, któż więc zyska dla niego odpuszczenie grzechów?

Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego – o przymierzu Najwyższego, i daruj obrazę!

Tekst chyba jest jasny i nie wymaga komentarza. Zauważmy jednak parę spraw.

  • O jakim złu pisze Syrach? To złość, gniew, zemsta, brak miłosierdzia i  nienawiść. Słowa te są tu używane tak, jakby dotyczyły takiej samej lub bardzo podobnej postawy. Nie ma więc powodu, by mądrzyć się nad ewentualnymi między nimi różnicami. Wiadomo o co chodzi. O wrogą postawę wobec bliźniego spowodowaną... No właśnie, czym?
     
  • Dziwne, ale jedyny powód takiej postawy, jaki został tu wyartykułowany to... obraza. Zastanawiające, prawda? Może to zbyt daleko idące, ale wydaje mi się, że Syrach nie mówi tu o wrogości wobec bliźniego spowodowanej jakąś wielką krzywdą – zabiciem kogoś bliskiego, uwiedzeniem żony, okradzeniem, fałszywym oskarżeniem. Chodzi w sprawę dość błahą, choć w historii ludzie nieraz przykładali do niej wielką wagę: o poczucie urażonej godności, o uniesienie się honorem. Czy w takim razie w wypadku innych krzywd można żywić złość, gniew i nienawiść i pragnąć zemsty?
     
  • Nie o to chodzi. Nauka Syracha pozwala nam jednak dostrzec różnicę między szukaniem sprawiedliwości, a pragnieniem zemsty. Nic złego nie będzie chyba w tym, gdy pokrzywdzony unika krzywdziciela. Można też chyba szukać sprawiedliwości, sprawiedliwego ukarania winnego, które przywróci naruszony porządek. Złość, gniew, nienawiść, pragnienie zemsty powodują jednak, że człowiek traci umiar. I unosząc się dumą, honorem, czy jak to jeszcze nazwać,  robi z igły widły. Nawet przywrócona sprawiedliwość mu nie wystarcza, żądny jest tego, by tego który mu zawinił mocno zabolało. Wtedy nie tylko nie przywraca sprawiedliwości, ale ją dodatkowo burzy. Tak chyba można wskazanie Syracha odczytać.
     
  • W czytaniu zwracają uwagę jeszcze motywy, dla których człowiek ma wybaczać bliźniemu: to pragnienie przebaczenia przez Boga jego własnych win oraz pamięć o rzeczach ostatecznych.  Widać stąd wyraźnie, że choć Bóg kocha sprawiedliwość, a pragnących jej Jezus nazwie błogosławionymi, to jednak brzydzi się złością, gniewem zemstą, brak miłosierdzia i  nienawiścią. Bardzo ważny przyczynek do rozmyślań o „chrześcijańskości” sytuacji w Polsce drugiej dekady XXI wieku.

A w następującym po czytaniu psalmie responsoryjnym psalmista chwali łaskawość przebaczającego Boga

2. Kontekst drugiego czytania Rz 14, 7-9

Czytany tej niedzieli fragment Listu do Rzymian pochodzi z tej jego części, w której Paweł, porzuciwszy już rozważania teologiczne przeszedł do wskazań dotyczących życia i postępowania chrześcijan. Głównie w kwestii dla nas dość egzotycznej, jakim jest problem co wolno, a czego chrześcijaninowi nie wolno jeść oraz w kwestii „rozróżniania dni”. To znaczy pewnie traktowanie niektórych z nich jako świąteczne, innych, być może, jako postne. Dla świętego Pawła tego rodzaju tematy to problem zupełnie marginalny. Ma on dla niego jednak znaczenie o tyle, że powoduje spory między chrześcijanami. Dlatego Paweł radzi: „tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy” (Rz 14,1) i zaleca, by „mocni w wierze” demonstracyjnym odrzucaniem owych zasad nie gorszyli „słabszych”. Bo przecież ten, który je, dziękuję za to Bogu, a ten, który nie je wszystkiego, też robi to dla Niego. I w tym kontekście Paweł pisze, to, co słyszymy tej niedzieli jako drugie czytanie:

Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

Temat rozważań Pawła dla nas mało zajmujący, a tu nagle pojawia się tak ważki teologicznie temat. Zauważmy:

  • Paweł przypomina, że chrześcijanin należy do Chrystusa. Nie Jezus jest naszym sługa, ale my Jego. Czy żyjemy, czy umieramy, należymy do Pana. Dokładniej: chodzi i o życie doczesne i o życie wieczne. We wszystkim co robimy i co się z nami dzieje, należymy do Pana.
     
  • Paweł wskazuje, że chrześcijanie w niektórych sprawach mogą się różnić. Może istnieć więcej niż jeden sposobów oddawania czci Bogu i wszystkie, o ile wynikają ze szczerej religijności, są dobre. Dziś moglibyśmy to chyba odnieść do różnych typów duchowości. Ot, jeden modli się własnymi słowami, inny odmawia koronkę czy różaniec. Oba sposoby oddawania czci Bogu, jako wynikające ze szczerego umiłowania Boga, są dobre.

Wskazanie Pawła w kontekście pozostałych czytań tej niedzieli są bardzo wymowne. Chrześcijanin należy do Pana, a więc także w kwestii przebaczania nie działa sam dla siebie; musi uwzględniać swój życiowy kontekst, a jest nim jego przynależność do Pana, który nakazuje wybaczać. Nie powinien, także w tej kwestii, swojej woli stawiać ponad wolą swojego Pana.

3. Kontekst Ewangelii Mt 18, 21-35

„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” – przypomina werset przed Ewangelią. Tak, właśnie w tym kontekście trzeba patrzyć na kwestię wybaczenia.

Czytany tej niedzieli fragment Ewangelii Mateusza to część mowy Jezusa o Kościele. Dokładnie, o tym, co powinno charakteryzować relacje międzyludzkie we wspólnocie uczniów Chrystusa. Jest w niej mowa o tym, że kto chce być największy powinien uniżyć się jak dziecko, jest przestroga wobec gorszycieli, jest o potrzebie poszukiwania zaginionych, jest o braterskim upomnieniu i o mocy wspólnej modlitwy. Dwa ostatnie tematy przypomniała Ewangelia poprzedniej niedzieli. Wskazanie dotyczące przebaczenia to ostatnia część tej mowy Jezusa.

Nie jest to więc wskazanie, które można by potraktować jako wyłącznie jakąś duchową poradę, do której zastosować się można albo nie. To jedna z podstawowych zasad, które powinny w Kościele cechować międzyludzkie stosunki.

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien!» Jego współsługa padł przed nim i prosił go: «Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: «Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?» I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

4. Warto zauważyć

  • Chrześcijanin ma wybaczać. Nie aż siedem razy. Siedemdziesiąt siedem razy. Czyli zawsze. Jeśli nie wybaczy bliźniemu jego win nie ma co liczyć na Boże wybaczenie. Ciekawe, prawda? Przywykliśmy myśleć o Bożym przebaczeniu w kontekście sakramentu pokuty: żal, wyznanie grzechów, zadośćuczynienie. A tu sam Jezus mówi, że uprosi przebaczenie ten, kto sam wybaczy z serca bratu.
     
  • Przebaczenie jest trudne szczególnie wtedy, gdy winny wcale się winnym nie czuje i uważa, że nic się nie stało, a czujący się pokrzywdzonym  jeśli nie zmyśla, to już na pewno przesadza. Zwróćmy uwagę, że Jezus, choć z początku nie mówi nic o postawie tego, któremu trzeba wybaczyć, to jednak w przypowieści posługuje się przykładem ludzi, którzy uznają swoja winę. Ani jeden ani drugi bohater tej przypowieści nie próbuje udawać, że o długu nic nie wie. I wcale nie proszą o jego darowanie. Proszą o prolongatę spłaty. Choć w pierwszym przypadku możliwość spłaty tak wielkiego długu można śmiało uznać za nierealną. Jezus zakłada więc skruchę winnego, a nie sytuację, w której winny udaje, że nic się nie stało.

    Warto w tym miejscu zatrzymać się i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: a co jeśli winny nie żałuje? Ba, co jeśli dalej krzywdzi, bo nikt mu, prócz samego Boga nie jest w stanie nic zrobić?

    Jezus w Ewangelii Mateusza odpowiedział na to pytanie już wcześniej. W Kazaniu na górze. Mówił tam, by nie stawiać poru złemu; by po uderzeniu w policzek nadstawić drugi, a temu, kto chce zabrać płaszcz dać i szatę. I w tamtym i dzisiejszym przypadku chodzi chyba o to, by nie nakręcać spirali złości; by odpuścić i godzić się raczej na stratę, niż przyczyniać się do powstania sytuacji, w której zło pociąga za sobą kolejne zło, często jeszcze większe, i tak bez końca.

    Warto jednak też pamiętać o innym fragmencie Kazania na górze, o błogosławieństwach. Jezus mówi tam o błogosławionych smutnych, cichych, łaknących sprawiedliwości i cierpiących dla niej prześladowania. To nie jest tak, że Bóg staje po stronie krzywdziciela przeciw jego ofierze. On doskonale wie, kto jest winny. Ale od nas żąda, byśmy przebaczali. Jemu mamy zostawić sąd.
     
  • A co to znaczy przebaczyć? Jak napisano w jednym z podręczników teologii moralnej, przebaczenie to przede wszystkim odrzucenie pogardy i gniewu pchającego do zemsty. Czyli odpłacenia pięknym za nadobne. Najlepiej z naddatkiem. Nie jest jednak brakiem przebaczenia domaganie się dla winnego sprawiedliwej kary. Zwłaszcza, gdy mógłby zadośćuczynić, a tego zrobić nie chce i nie zamierza. Warto też dodać, że jeśli wcześniej skłóceni ze sobą żyli w zażyłości przebaczenie nie domaga się powrotu do dawnego stanu. Wystarczy, jeśli relacje wrócą do poprawności. Jeśli przebaczający będzie winnego traktował tak, jak traktuje się innych ludzi.

5. W praktyce

  • To truizm, ale nie sposób go tu nie przypomnieć: chrześcijanin powinien chętnie wybaczać. A winnemu na drodze do uzyskania tego przebaczenia nie powinien piętrzyć trudności. Ba, dobrze, gdy dla większego dobra umie zrezygnować z domagania się kary i być „stratnym” w rachunku krzywd.  Musi ciągle pamiętać o ostrzeżeniu Jezusa, że nie przebaczając bliźnim sam naraża się na brak przebaczenia przez Boga własnych win. Może też jednak pamiętać o innych słowach Jezusa, który mówił o Bogu dobrym dla dobrych i dla złych. I cieszyć się z tego, że przebaczając staje się bardzo podobny do miłosiernego Boga.
     
  • Pan Jezus powiedział kiedyś, że ten, kto chce złożyć Bogu ofiarę, a kto wie, ze jego bliźni ma coś przeciwko niemu, powinien najpierw pojednać się ze swoim bratem. To po stronie krzywdzącego powinna leżeć inicjatywa pojednania. Zakłada ona zarówno uznanie własnej winy jak i pragnienie naprawienia krzywdy. A przynajmniej otwarte o tym porozmawianie. Bez udawania, że nic się nie stało.
     
  • Chrześcijanin ma być tym, który wprowadza w swoje otoczenie pokój. Nic dziwnego, że podejmuje też czasem wysiłki pojednania zwaśnionych. Powinien jednak strzec się sytuacji, w której stanąłby po stronie krzywdziciela przeciw skrzywdzonemu. I nie chodzi tu o sytuacje zagmatwane, w których trudno sprawiedliwie zważyć racje. To byłby błąd, ale nie podłość. Raczej chodzi sytuację, gdy ofiary namawiana jest do poniechania szukania sprawiedliwości, do bezwarunkowego darowania winy i straszy się ją Bożym nieprzebaczeniem jej własnych win, a jednocześnie nie zamierza się upomnieć krzywdziciela, milcząco przyznając mu rację. Ot, sytuacja nałogu w rodzinie, gdy osoba uzależniona nie zamierza nic ze swoim nałogiem zrobić, a druga jest namawiana do znoszenia związanych z nałogiem współmałżonka ekscesów, bo Bóg kazał wybaczać...
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama