Słowo daję

Adwent 2010 O Bogu, który czyta nam Biblię, i ziewaniu nad słowem Bożym z ks. Krzysztofem Wonsem rozmawia Marcin Jakimowicz.

Reklama

Marcin Jakimowicz: W Jerozolimie czy w Lelowie widziałem tłum zagorzale dyskutujących chasydów. Nie gadali ani o futbolu, ani o wyborach, ale o słowie Bożym. Nie tęskni Ksiądz za takimi klimatami w polskich seminariach?
Ks. Krzysztof Wons: – Klerycy spierający się godzinami o wers Jeremiasza czy Izajasza? Marzenie… To, o czym pan mówi, dotyczy pasji. A pasja rodzi się z miłości. Tak było od początków dziejów Kościoła. Orygenes mówi, że nie da się inaczej czytać i zbliżać do Biblii jak przez miłość. To ona jest najważniejszym kluczem.

Trudna to miłość. Zakochany człowiek otwiera Biblię i natrafia na inżynieryjny opis budowy świątyni albo geograficzny podział ziem według plemion Izraela. Łatwo się zniechęcić...
– Ale to jest tak, jak w rodzinie między małżonkami! Są dni piękne i dni niesłychanie trudne. Są spotkania, które rodzą od razu zachwyt, pasję, tak że nie chce się oderwać od Pisma oczu, i dni kiedy niczego nie rozumiemy. W czytaniu Pisma bardzo ważna jest regularność, systematyczność. Ona uczy wierności nawet w takie dni, gdy niczego nam się nie chce…

Często powtarza Ksiądz, że czytanie Biblii nie może być oderwane od życia…
– To zadanie dla nas, którzy mamy przybliżać Pismo. Musimy pokazywać, że w Piśmie Świętym jest zawarte całe nasze życie. O tym mówi najnowsza adhortacja „Verbum Domini”. Gdy otworzymy Księgę Psalmów, zdumieni zauważymy, że na jej stronach Pan Bóg zapisał wszystkie nasze emocje, stany, uczucia.

Możemy psalmami krzyczeć, wielbić, płakać, skakać z radości?
– Możemy wszystko. Trzeba tylko ludzi nauczyć czytać Biblię jako słowo żywe. Jasne, możemy mieć trudności, gdy natrafimy na podział ziemi Izraela czy strony ociekające krwią, ale myślę, że warto zaczynać od Ewangelii. W niej jest wszystko – całe Pismo. Tam jest Jezus, a On jest kluczem do wszystkich Pism. Ojcowie Kościoła mówią wprost, że najpierw jest spotkanie z Jezusem, a dopiero potem czytanie Pism.
Czyli ktoś, kto nie ma z Nim osobowej relacji, nie zrozumie Biblii?
– Nie. Ojcowie mówią, że warunkiem poznania Jezusa jest miłość do Niego. Moglibyśmy teraz przez parę godzin gadać sobie o pogodzie i nie wypowiedzieć ani jednego mądrego zdania, które nas na siebie otworzy. Inne świetne porównanie którego używają Ojcowie: z Pismem jest tak jak z relacją miedzy ludźmi – jeśli jestem ufny, to druga strona się otwiera.

Chce Ksiądz powiedzieć, że Biblia to żywa księga, która bada moje intencje i jeśli jestem ufny, zdradzi mi swe tajemnice?
– Tak. Na tym polega kruchość Pism, delikatność Wcielenia. Pokorny Bóg, który potrafił ukryć się w literze, jeśli spotka się naszą miłością, otworzy się przed nami. On otwiera się wówczas, gdy spotyka miłość.

Co Ksiądz, prowadzący na co dzień najprężniejszą w kraju szkołę biblijną, sądzi o otwieraniu Biblii na chybił trafił? To bardzo popularna metoda szukania odpowiedzi…
– Gdziekolwiek otworzę na chybił trafił, zawsze spotkam słowo dla mnie. Bóg nigdy nie mówi ponad głowami, zawsze trafia w sedno. Problem nie jest w Bogu, ale we mnie. Nie boję się tej praktyki pod pewnymi bardzo istotnymi warunkami. Muszę otwierać Biblię w wewnętrznej wolności, wolny od moich lęków, nastawień, oczekiwań, uczuć. Jeśli jestem od nich zależny, to nie czytam już słowa Boga. Czytam jedynie moje lęki, oczekiwania.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama